Plan Marshalla dla Białorusi może być potencjalną motywacją dla lokalnych elit

Inicjatywa polskiego rządu, określona jako „Plan Marshalla dla Białorusi”, może być motywacją dla części białoruskich elit – ocenia dla PAP analityk Arciom Szrajbman. Są też głosy sceptyczne: ten plan jest obecnie nie do zrealizowania – mówi politolog Waler Karbalewicz.

– UE nie jest w stanie swoimi sankcjami zmienić postępowania Alaksandra Łukaszenki, bo on ma w głębokim poważaniu te sankcje, które obecnie są omawiane. Jednak propozycja pakietu wsparcia, tzw. Planu Marshalla, to jest coś innego, bo działa jako potencjalna motywacja – uważa Szrajbman. – Ma się rozumieć – nie dla Łukaszenki, ale dla części białoruskich elit – precyzuje.

Na szczycie UE premier Mateusz Morawiecki w imieniu Grupy Wyszehradzkiej przedstawi „Plan Marshalla dla Białorusi” – zapowiedział szef KPRM Michał Dworczyk. Jak mówił, ma to być projekt działań głównie gospodarczych, które „byłyby zaoferowane Białorusi w przypadku powtórzenia i odbycia się prawidłowo przeprowadzonych wyborów”. Ma on obejmować m.in. fundusz stabilizacji i inne mechanizmy finansowe.

– Tworząc taki plan, Unia działałaby perspektywicznie, tworząc alternatywę dla części (białoruskiego) establishmentu – uważa Szrajbman.

Jego zdaniem, jeśli Łukaszenka zachowa władzę, a w kraju „z jednej strony utrzymają się protesty przy pogarszaniu się sytuacji gospodarczej, a z drugiej będą rosnące apetyty Rosji”, to istnienie trzeciego wariantu może być dla części elit motywacją, „by zmiany kierować właśnie w tym kierunku”.

Wskazuje jednak, że aby ten plan był skuteczny, musiałyby zostać spełnione dwa warunki. „Po pierwsze, musi on być maksymalnie konkretny i mówić o żywych pieniądzach, gotówce, by przemawiał do tych ludzi, którzy nie mają doświadczenia z europejskimi projektami” – wskazuje analityk.

– Nie będzie skuteczny plan „zróbcie reformy, a potem pomyślimy, jak wam pomóc” – uważa.

Druga sprawa to wysokość pomocy.

– Roczne problemy Białorusi wyrażają się w kwotach 3-4 mld euro i w zasadzie Rosja jest w stanie te problemy rozwiązać. Dlatego, by ten plan w ogóle był atrakcyjny, musi mówić o porównywalnych kwotach. Wydaje mi się, że rozmowę trzeba zacząć co najmniej od 3 mld euro – ocenia.

Szrajbman podkreśla – i tu zgadzają się z nim inni eksperci – że „obecnie UE nie ma żadnego wpływu na sytuację wewnątrz kraju i na sytuację z protestami na Białorusi. Nawet gdyby próbowała jakoś na nie wpływać, to wywołałoby to raczej negatywny efekt niż korzyść”. „Plan Marshalla nie jest w stanie zmienić sytuacji teraz”, „na pewno nie wpłynie na Łukaszenkę” – przekonuje.

Karbalewicz wskazuje w rozmowie z PAP, że „nie jest jasne, skąd i jakie pieniądze miałby oferować ten projekt”. Przypomina, że Rosja już obiecała Białorusi kredyt w wysokości 1,5 mld dol.

– Nawet jeśli w UE pieniądze się znajdą, obecnie plan ten jest nie do zrealizowania” – uważa białoruski politolog. – Dzisiaj Zachód został „organizatorem spisku i wrogiem” – dodaje, przypominając główne założenia państwowej propagandy na temat przyczyn protestów na Białorusi. – W obecnej sytuacji nie widzimy żadnej perspektywy zmiany – ani reżimu, ani władzy – podkreśla Karbalewicz.

 

Morawiecki: Zaproponuję “Plan Marshalla dla Białorusi”

– Warto jest ten projekt wypełnić treścią, bo na razie na Białorusi mało o nim wiadomo – mówi z kolei analityk Alaksandr Kłaskouski.

Wskazuje przy tym, że obecnie „uczestnicy protestu koncentrują się przede wszystkim na tym, jak zmienić władzę, a mniej na razie myślą o nowej Białorusi”.

– Widzimy, że protesty napotkały mur ustroju autorytarnego i to jest teraz główne zmartwienie społeczeństwa – ocenia Kłaskouski.

Przyznaje, że potrzebne jest też działanie perspektywiczne.

– To dobrze, że taki pomysł się pojawił i m.in. Warszawa jest w niego zaangażowana, ale warto obudować go konkretami – ocenia ekspert.

Zarówno Kłaskouski, jak i Karbalewicz podkreślają, że obecnie warto się skupić na szukaniu sposobów wspierania społeczeństwa obywatelskiego i mediów niezależnych na Białorusi.

– Wszyscy przy tym wiemy, że nie jest to łatwe, ponieważ władze zablokowały praktycznie wszystkie możliwości przekazywania takiego wsparcia, a każda pomoc z zewnątrz wymaga zgody administracji prezydenta – podkreśla Karbalewicz.

jb/ belsat.eu wg PAP

Wiadomości