“Pierwsi Sowieci przyjechali jak bestie”. Wspomnienia o Grodnie lat wojny

Oryginały zdjęć, które wykorzystano w książce. Zdjęcie: Wasil Małczanau/Biełsat

“Historie z grodzieńskich ulic” to nowa książka Rusłana Kulewicza. To zbiór wspomnień urodzonych przed wojną mieszkańców Grodna. O życiu, pieniądzach, strachu, śmierci, miłości i samym mieście nad Niemnem.

Rusłan Kulewicz to były komandos, a obecnie dziennikarz specjalizujący się w pisaniu wiadomości z życia miasta. Kilka lat temu zajął się poszukiwaniem i nagrywaniem wspomnień grodnian urodzonych w latach 20. i 30. XX wieku. Pragnął stworzyć relację ostatnich świadków epoki.

Ciekawe jest to, że wspomnienia zwyczajnych ludzi – nie polityków czy żołnierzy – pozbawione są ideologicznych metek. Pozwala to zobaczyć zupełnie inną historię miasta w przełomowym dla niego okresie.

Rusłan Kulewicz, autor książki “Historie z grodzieńskich ulic”. Zdjęcie: Wasil Małczanau/Biełsat

“Historie z grodzieńskich ulic” to już druga książka Kulewicza. Na prezentację przyszły setki osób. Pojawili się też niektórzy bohaterowie książki, by opowiedzieć zebranym o swoich przeżyciach sprzed 70 lat.

Pierwsi Sowieci. “Zobacz jaka cholera. A mówił, że kocha…”

– Wiem, że przed wojną ojciec zaczął zbierać w polu kamienie na budowę nowego domu – opowiada Zofia Zakrzewska (ur. 1936 r.). – Zaczęła się wojna, przyszli Sowieci i odebrali ziemię. Powiedzieli, że mamy dach nad głowa i drugiego domu nie potrzebujemy. Tak i pozbawiono nas naszej ziemi… Konia też tacie zabrali. Ludzie bali się cokolwiek mówić czy oburzać, bo wielu wywozili, jak to się u nas mówi, “na białe niedźwiedzie”.

“Historie z grodzieńskich ulic”. Zdjęcie: Wasil Małczanau/Biełsat

Na ulicy mieliśmy sąsiadów Czugaj, Kułaginów, Łapyszów, Strockich i Piętka. Tych ostatnich wywieźli za to, że zięć był polskim policjantem. Ludzie płakali i krzyczeli, dlatego komuniści starali się wywozić ludzi nocą. Ale naszej rodziny nie ruszyli. Skąd było w nich tyle agresji, nie wiedzieliśmy. Pierwsi Sowieci przyjechali do nas jak bestie. Uważali się za bohaterów, a nas za kapitalistów i milionerów…

Zofia Zakrzewska. Zdjęcie – Wasil Małczanau/belsat.eu

Jeden z tych “gierojów” nawet się do mojej siostry zalecał. Padał przed mamą na kolana, by wydała za niego córkę. Obiecał, że wezmą ślub w kościele, bez względu na to, że był komunistą. Przenieśli go potem w inne miejsce, zaczął pisać listy. Mama tłumaczyła je z rosyjskiego. Potem napisał, że do kościoła go i końmi nie zaciągniemy. Mama powiedziała wtedy siostrze: “Zobacz jaka cholera. A mówił, że kocha…”

Oryginalne zdjęcia bohaterów książki. Zdjęcia – Wasil Małczanau/belsat.eu

“Nein pfennig. Bom-bom!”. Grodno pod okupacją niemiecką

Pamiętam, jak Niemcy ze swoimi Frau chodzili po ulicy Narutowica z wielkimi psami, a my, miejscowi chłopcy, wyciągaliśmy ręce i prosiliśmy o feninga – opowiada Józef Kąpiel (ul. 1935 r.). – Jeden Niemiec powiedział nam wtedy: “Nein pfennig. Bom-bom!”i rzucił nam cukierek [po niemiecku Bombon]. Może i baliśmy się Niemców, ale i tak do nich chodziliśmy, Najstraszniejsi byli rudzi i oficerowie. Jeden tak mnie kopnął, że do teraz ten ból pamiętam. Buty mieli nie zwykłe, tylko podkute. Aż mi skóra na plecach pękła.

Józef Kąpiel. Zdjęcie: Wasil Małczanau/belsat.eu

W 1944 roku miałem w domu cały arsenał, połowa chlewa była napchana bronią. Były tam i granaty i pistolety, niemieckie i sowieckie automaty… Co chcesz, tylko czołgu i armaty nie było. Te z kolei stały w polach wzdłuż Grandzickiej, ale rozbite. Raz niosłem pistolet do chlewa, ale przypomniałem sobie, że już taki znalazłem i wyrzuciłem powtórkę przez płot do sąsiadów.

Niczego się nie baliśmy i zbieraliśmy wszystko, co było potrzebne. Zdarzały się przypadki, że ściągaliśmy z zabitego Niemca buty, a tu razem z butem połowa nogi się oderwała. Trzeba było ciało wyrzucić, a buty sobie zostawić. Takie były czasy.

Prezentacja odbywała się przy pełnej sali. Zdjęcie: Wasil Małczanau/belsat.eu

Sowieci wracają. “Człowiek stał na masce samochodu z pętlą na szyi”

Przez pierwsze lata po wojnie władze sowieckie zaprowadzały w mieście swoje porządki – opowiada Tamara Kierzkouskaja (ur. 1933 r.). Przypadkiem trafiliśmy z bratem na plac Sowiecki, gdzie zebrał się tłum. Nie mogliśmy się przecisnąć. Okazało się, że tam ludzi wieszali… Roscy wieszali policajów czy kogoś innego. Pamięta, jak człowiek stał na masce samochodu z pętlą na szyi. Gdy auto odjechało, zawisł w powietrzu. Straszny widok.

Tamara Kierzkowska. Zdjęcie – Wasil Małczanau/belsat.eu

Aresztowali nauczycieli, pisarzy i innych. Za dowolny związek z Polakami czy Niemcami. Mogli nawet wywieźć, jeśli nie poszedłeś pracować w kołchozie. Pamiętam, jak kilka razy prowadzili kolumny ludzi: najpierw kobiety, potem mężczyźni. Przed nimi żołnierz z karabinem, po bokach z psami. Prowadzili ich na peron, ładowali do wagonów towarowych i wywozili…

Rusłan Kulewicz, autor książki. Zdjęcie: Wasil Małczanau/belsat.eu

Wiecie, mieszkałam w moim Grodnie za Polaków, pierwszych i drugich Sowietów, za Niemców i Białorusinów. I w niepodległej Białorusi żyje mi się najlepiej – zakończyła swoją opowieść Tamara Kierzkouskaja.

Sprawdzcie, o czym była wcześniejsza książka Rusłana Kulewicza

Międzynarodowe bójki, hazard, bogactwo i nędza – Grodno lat 30. i 40.

Tekst: ak,pj; zdjęcia: Wasil Małczanau / belsat.eu

Zobacz też