Pięć najlepszych trunków Wielkiego Księstwa Litewskiego

fotoreportaż

Sarmackie i chłopskie, polskie, białoruskie, żydowskie, litewskie i karaimskie księstwo miało niesamowicie rozwinięta kulturę picia. Niestety w większości zanikła ona przez wieki rosyjskich wpływów. Jej bogactwo pragnie przywrócić pewien autor, badacz i koneser.

Miody pitne, nalewni, starki, dębniaki, żubrówki i krupnik… Książkę „Sakatała boczaczka” („Zaszczebiotała beczułka”) ze smakiem przeczytają nawet najbardziej zajadli abstynenci. Oprowadza ona miłośników historii i dobrych trunków po chłodnych białoruskich piwnicach i kuchniach białoruskich gospodyń.

Kuchmistrz Wieraszczaka (to pseudonim Alaksandra Biełego) pisał swoją książkę 18 lat. Najsmaczniejsza część białoruskiej kultury była do tej pory zupełnie obca dla współczesnej nauki, co też wymagało głębokiego zanurzenia się w materię badań.

Autor książki Kuchmistrz Wieraszczaka – Alaksandr Bieły

Żartobliwa nazwa „Sakatała boczaczka” to wers ze starodawnej białoruskiej pieśni weselnej, w której młodą dziewczynę porównuje się z beczką piwa. Nudzi się ona w piwnicy, chcąc „rozlać się” i zaspokoić pragnienia tego, dla kogo jest przeznaczona, tłumaczy autor. To nie jedyny przykład erotyzmu w białoruskim folklorze weselnym. Jak twierdzi autor, ślub można porównać z procesem warzenia piwa. Do stworzenia piwa potrzebne są dwa składniki: „piwne jing i jang”.

– Słodycz słodu, ale by go skondensować, zrównoważyć, potrzeba i goryczy chmielu. Oczywiście słodycz jest pierwiastkiem kobiecym, a gorycz męskim. Chmiel to wyraźnie męska metafora. Taki symbolizm spotkamy w pieśniach ludowych, zagadkach i porzekadłach. Na przykład: „Panieneczka sik-sik, a paniczek tyk-tyk”. Co to takiego? To beczka i szpunt! „Zatrzebiotała beczółka” to najbardziej taneczna i pienista droga do zrozumienia mitów i symboli naszej historii. I nie tylko historii trunków. To co, zaczynamy? – intryguje autor książki.

I. Piwo. Rówieśnik ludzkiej cywilizacji

Swoją książkę autor rozpoczyna od, zdawałoby się, strasznie banalnego trunku. Ale mało kto zastanawia się nad tym, że to właśnie piwo chlupało w kuflach przedwiekowych Słowian, Litwinów, a ostatecznie świadomych i nieświadomych swojej narodowości Białorusinów, przez całą historię tego narodu. I nie tylko ich, bo wspina się o nich i w staroeuropejskiej „Księdze umarłych”, a wynalezienie go przypisuje się Izydzie lub Ozyrysowi.

Z kolei u Słowian istniał swój „piwny kalendarz” i, o ile dziś możemy piwko kupić w każdym sklepie i o każdej porze roku, to nasi przodkowie przestrzegali odpowiednich terminów, ściśle związanych z cyklem wegetacji. Szczyt spożycia przypadał na październik i początek listopada, czas Oktoberfestu, a u nas Dziadów. A wiosną z pierwszej odmrożonej wody warzyli znane w całej Europie marcowe. Co ciekawe, przodkowie dzisiejszych Białorusinów najwyżej cenili pszeniczniaki. Wyjątkową rolę pszenicznemu piwu nadawał fakt, że pszenica na naszych ziemiach pojawiła się dość późno i nie każda rodzina mogła sobie na nią poradzić.

II. Lipiec. Duma narodowa

Niesprawiedliwie zapomniany przez Białorusinów miód pitny jest drugim, obok piwa, „starszym” w królestwie trunków. Całkiem prawdopodobne, że napój ten jest jeszcze starszy od piwa. Dla naszych przodków był on najświętszym, sakralnym napitkiem. Istnieje legenda, że właśnie tym napojem „dzikich i barbarzyńskich” Litwinów Jagiełło poczęstował w Krakowie Jadwigę. Trunek ten miał ją tak zachwycić, że zakrzyknęła: „Jakie dobre piwo macie!”. „A to nie piwo, to kowieński lipiec” – odpowiedział zadowolony król.

Miodem jest jeszcze jeden legendarny napitek sarmackich czasów – dębniak. Był on trzymany w dębowej beczce, która nadawała mu osobliwy smak i aromat dębowego drewna.

III. Krupnik. Napój braterstwa

Poncz, mieszanina trunków, jaka narodziła się w Azji Południowej i zyskał popularność w Europie na początku XVII wieku, dzięki Anglikom i Holendrom. Stał się on bardzo popularny na szlacheckich dworach. Jednak zagranicznemu przybyszowi w niczym nie ustępował nasz tradycyjny krupnik, który przyjemnie szczypał w nos swoim ziołowym aromatem. Autor nazywa go „najbardziej demokratycznym” białoruskim napojem. Właśnie krupnik uważa on za „napój braterstwa”.

– Najbardziej demokratyczny, Najbardziej demokratyczny, najszerzej rozpowszechniony i ociekający wszelkimi metaforami. Zostawił on największy ślad w naszej tradycji literackiej. Panowie dmuchali wspólnie na płomienie, które płonęły nad cieczą, a gdy już smakował palonym cukrem, rozlewali go po szklankach i pili. Przyrządzano go w piecu pod przykrywką z ciasta. Istnieje krupnik litewski, żmudzki, karaimski. No i Karaimi uważają go za swój trunek narodowy. Chociaż nazwa jest w pełni białoruska. Był to napój, który nie znał jednego pana. Mogli go pić i zwykli chłopi, zabierając zakąskę i czareczkę trunku do cerkwi w świąteczny dzień. Utrata tego trunku jest dla Białorusinów naprawdę tragiczną stratą – z żalem opowiada Kuchmistrz.

IV. Starka. Białoruska whiskey

Tak. Przodkowie współczesnych Białorusinów mieli swoją żytnią whiskey. W niczym nie ustępowała zagranicznej. Na arenę dziejów napój wkracza po powstaniu styczniowym z 1863 roku. Najwyraźniej popowstaniowa depresja wymagała mocniejszych trunków.

U XIX-wiecznych Białorusinów istniała bardzo piękna tradycja pędzenia starki z okazji narodzin dziecka. Zakopaną beczkę wydobywano z okazji pełnoletniości, albo na wesele. Niestety, jest to jeszcze jeden z prawdziwie tradycyjnych białoruskich napojów zawłaszczony przez sowieckie monopole. Pod tą nazwą zaczęły one wypuszczać nalewki na liściach grusz i jabłoni o gorzkim piekącym smaku. Dziś licencją na produkcję starki „po sowiecku” handluje państwowa organizacja Sajuzpłodoimport.

– Zakładając poplątaną sytuację prawną, która powstała po założeniu Unii Celnej, trudno powiedzieć, co by się stało, gdyby jakiś białoruski producent zechciał przywrócić zapomnianą recepturę tego wiekowego trunku – czytamy w książce.

V. Żubrówką. „Lekarstwo” Breżniewa

To jeszcze jeden z trunków pamiętających Wielkie Księstwo Litewskie, prawa do którego ma Sojuzpłodoimport. Chociaż napój ten uważa za swój kilka krajów, z sukcesem sprzedając go na Zachodzie.

Wódka swój smak zawdzięcza trawie żubrówce, którą według podań szczególnie upatrzyły sobie białowieskie olbrzymy. Oczywiście ma to pijącym przysparzać żubrzego zdrowia i żubrzej siły. Jak pisze autor, „częścią męskim” także!

Amatorem żubrówki był przywódca ZSRR Leonid Breżniew. A szef jego ochrony miał nawet specjalne zadanie – dbać, by gensek całą dobę miał pod ręką kieliszek aromatycznego napoju. Nawet po zawale i udarze Breżniew nie przestał zapijać leków żubrówką – mówił, że to dla lepszego wchłaniania.

Pięć napojów wybranych na potrzeby tego artykułu to drobna cząstka wciągających historii, które odnajdziemy w książce „Zaszczebiotała beczułka”. Autor analizuje, dlaczego Białorusini utracili niesamowicie bogatą część kultury – tradycyjne napoje, które podtrzymywały na duchu w czarne dni, a cieszyły w święta? Kto przymusił nas do gorzałki, bo nasi przodkowie nigdy „czyściochy” nie pili? Skąd przybyły „ruskie szampany”? I masę innych ciekawostek przeplatanych przepisami na tradycyjne trunki. Bo autor liczy, że nowe pokolenie pomoże je przywrócić.

Zobacz też:

Paulina Walisz, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze