Październik 1939. „Białorusini, wracajcie do chat”

Wywiad

6 października 1939 roku złożeniem broni przez SGO „Polesie” kończy się obrona Polski. Od 1 września w szeregach Wojska Polskiego służyły tysiące Białorusinów – obywateli II RP. Białoruski historyk Ihar Mielnikau tłumaczy, jak dla jego rodaków wyglądały ostatnie dni walk i kiedy tak naprawdę się zakończyły.

Grupa operacyjna Poleszuków

Piechur, marynarz i kopowcy z SGO „Polesie” u wejścia do schronu. Źródło: blog Ihara Mielnikawa historiapobach.livejournal.com

– Dla białoruskich żołnierzy WP wojna zaczęła się 1 września pod Mławą, 17 września stawili czoła Armii Czerwonej broniąc strażnic KOP. Gdzie byli miesiąc później, gdy Sowieci i Niemcy zajęli już prawie całą Polskę?

– Białorusini, Poleszucy stanowili istotną część SGO “Polesie” generała Franciszka Kleeberga. Była on jedną z najsilniejszych formacji podczas całej kampanii obronnej. Powstała już w trakcie wojny, ale była bardzo zwarta i wszystkie oddziały, które trafiły do tej grupy spisały się bardzo dobrze.

Jedną z głównych ról odgrywała w niej 60. Dywizja Piechoty “Kobryń”, która jeszcze we wrześniu pod dowództwem płk. Adama Eplera dzielnie broniła Kobrynia. Skutecznie niszczyła czołgi XIX Korpusu Pancernego gen. Heinza Guderiana i właściwie powstrzymała niemieckie natarcie na tym odcinku. Potem dywizja ta zaczęła się wycofywać, gdy otrzymała rozkaz o przekroczeniu granicy przez sowietów.

Białorusinów nie brakowało też w 50 Dywizji Piechoty, w 82 Pułku Piechoty [główna część pułku broniła granicy zachodniej, ale jego batalion marszowy stanowił obsadę Twierdzy Brzeskiej – przyp. red.], w pińskim 84 Pułku Strzelców Poleskich i Flotylli Pińskiej.

1939. Białorusini też chcieli bić Niemca

Oczywiście, Białorusini byli także wśród kopistów. Na mojej wystawie prezentuję m.in. rozkaz 10 Batalionu KOP “Krasne” – 14 września zostało do niego wcielonych ponad 600 rezerwistów, wymienionych z nazwiska. Obsadzili oni strażnice graniczne opuszczone przez kopistów, których wysłano na zachód. I 17 września jako pierwsi zetknęli się z Armią Czerwoną – część z nich poległa w walce, część dostała się do niewoli, a inni wycofali się, by dalej walczyć.

Zasadniczo Białorusini byli służyli w jednostkach rezerwowych – etatowe jednostki wiosną i latem 1939 roku zostały potajemnie zmobilizowane i wysłane na zachód. We wrześniu na terenach białoruskich zaczęto formować jednostki rezerwowe, do których powołano bardzo wielu miejscowych. Brali oni potem udział w obronie Twierdzy Brzeskiej i Kobrynia.

Podczas kampanii obronnej bardzo wiele zależało od oficerów. Na przykład gen. Olszyna-Wilczyński zrezygnował z obrony Grodna i wybrał wycofanie się z miasta, którego obronę organizowała potem grupa oficerów i urzędników.

Obrona Grodna 1939

Nie mieli dział i bunkrów, a przez 3 dni powstrzymywali napór Armii Czerwonej. Grodzieńskie Orlęta – nie przeczytacie o nich w podręcznikach do historii.

Opublikowany przez Biełsat po polsku Środa, 20 września 2017

Natomiast gen. Kleeberg odebrał dobrą, austriacką szkołę dowodzenia i jego SGO “Polesie” bardzo skutecznie walczyła przeciwko bolszewikom i Niemcom. Jednak takich dowódców jak Kleeberg brakowało. Gdyby było więcej takich generałów, kampania obronna na pewno nie zakończyłaby się w październiku.

Czerwonoarmiści Kleeberga

Sowiecki ostrzał z broni maszynowej podczas ataku na Polskę 17 września 1939 r.. Źródło: blog Ihara Mielnikawa historiapobach.livejournal.com

Okazuje się więc, że niedobitki Wojska Polskiego mogły stanowić poważne zagrożenie dla Armii Czerwonej. SGO posiadała artylerię, nieliczną, ale skutecznie niszczącą radzieckie czołgi. Grupa Kleeberga umiała też wykorzystywać zdobyczny sprzęt. We wspomnieniach czytamy, jak po zdobyciu działka przeciwlotniczego, kleeberczycy z powodzeniem wykorzystywali je do obrony przed radzieckimi samolotami. Używali też “trofiejnych” karabinów maszynowych, amunicji i armat.

Żołnierze SGO z powodzeniem walczyli też na bagnety. I właśnie podczas jednej z takich potyczek w polskie ręce trafiło kilkudziesięciu czerwonoarmistów. W swoich książkach nazywałem ich “czerwonoarmistami generała Kleeberga”, bo Polacy chcieli ich puścić wolno, ale oni wybrali walkę w polskich szeregach. Zobaczyli, że w Rzeczpospolitej żyło się bardzo bogato i o takie życie chcieli walczyć. W swoich wspomnieniach pisał o nich płk. Epler. Gdy Kleeberg poddał się na początku października, trafili do niewoli niemieckiej.

Warto też wspomnieć o walkach pod Jabłoniem (29-30 września), gdzie kleeberczycy zwyciężyli bolszewików. Z kolei pod Szackiem w walce z SGO został ranny generał Iwan Russijanow, który w 1941 roku dowodził 100. Dywizją Strzelecką podczas obrony Mińska.

„Wracajcie do swoich chat”

Mieszkańcy Kobrynia w 1939 roku. Zdjęcie z archiwum Ihara Mielnikawa

– Mówił Pan wcześniej, że Białorusini w sierpniu i na początku września rwali się do walki z Niemcami. Ale już wkroczenie Sowietów zostało odebrane inaczej. Jak wyglądało morale Białorusinów miesiąc od wybuchu wojny?

– Trudno jest coś powiedzieć o morale Białorusinów. Pod koniec kampanii obronnej polscy oficerowie pozwalali im legalnie opuszczać oddziały. Mówili: “Możecie wracać do swoich chat”. Byli też Białorusini, którzy sami podejmowali decyzję o dezercji. Z kolei czerwonoarmistom mówiono, że idą na pomoc Polsce w wojnie z Niemcami. Dlatego wielu żołnierzy WP pochodzenia wschodniego wierzyło, że ZSRR to nie wróg a sprzymierzeniec w walce z III Rzeszą. Potem okazało się jednak, że Sowieci również są agresorem zabijającym polskich żołnierzy.

Trudno jest też powiedzieć o liczbie Białorusinów biorących udział w walkach na początku października [zmobilizowano ich 70 tysięcy przyp.red.], zwłaszcza, że były bardzo ciężkie. Początkowo SGO “Polesie” szła na pomoc Warszawie, ale gdy ta 28 września padła, skierowała się na Dęblin. Miała tam przejąć magazyny wojskowe i przejść do partyzantki na terenach polskich.

Niemiecki bombowiec nad polskim miastem. Źródło: blog Ihara Mielnikawa historiapobach.livejournal.com

Przez cały ten czas oddziały Kleeberga były atakowane przez lotnictwo radzieckie. Bardzo często razem z wojskiem przemieszczali się cywile, którzy też padali ofiarą nalotów. W swoich wspomnieniach Epler pisał, że jest to okropna “wojna wszystkich ze wszystkimi”. Raz obserwował, jak dwa radzieckie myśliwce zestrzeliły niemiecki bombowiec, by potem przejść do ataku na jego kolumnę. Dziwiło go to, że lotnictwo sojuszników walczyło ze sobą, a jego oddział musiał walczyć przeciwko obu wrogom. Jednocześnie ostrzeliwali ich cywile – ukraińscy nacjonaliści i komuniści.

Jeszcze nie czas na partyzantkę

Czerwonoarmiści nad stosami broni złożonej przez żołnierzy polskich. Źródło: blog Ihara Mielnikawa historiapobach.livejournal.com

– Na terenach zajętych przez Niemców partyzantka powstała praktycznie już we wrześniu i październiku z oddziałów WP, które znalazły się na tyłach frontu. Jak to wyglądało na terenach, na które wkroczyli Sowieci?

– Po 17 września wojsko miało rozkaz wycofać się na Litwę i Łotwę, albo Rumunię i Węgry. Generalnie, WP nie miało zostać w województwach wschodnich. Wpływał na to też fakt, że ludność miejscowa pozytywnie witała Armię Czerwoną.

Oczywiście zostali tam polscy patrioci, którzy chcieli walczyć zbrojnie o honor Polski. Pod okupacją radziecką znalazło się też wielu cywilów z zachodniej Polski. To z nich rekrutowała się partyzantka przedakowska, która się tam pojawiła. Świadczy o tym choćby fakt, że już w 1940 roku we Lwowie zostało aresztowanych paru generałów. Powrześniowe podziemie działało intensywnie, ale brakowało mu broni, były bardzo silne represje radzieckie, aresztowania przez NKWD, deportacje ludności polskiej i egzekucje „wrogów ludu”.

Trzeba też pamiętać, że walki na terenach Białorusi nie zakończyły się po złożeniu broni przez SGO “Polesie”. Do końca 1939 roku Armia Czerwona i NKWD wyłapywała grupy żołnierzy, nazywane w nomenklaturze radzieckiej “bandami oficerów”. Były to niedobitki WP wycofujące się do Rumunii.

Z drugiej strony, jeśli oficer był mądry, to wiedział, że walka partyzancka na terenie nieprzygotowanym do niej nie jest sprawą prostą. Już przed wojną Wojsko Polskie planowało działalność dywersyjno-partyzancką na terenach potencjalnie okupowanych przez sowietów. Jednak warunki na ziemiach białoruskich były niekorzystne dla Polaków. I choć działały tam „elementy antysowieckie”, to nie można mówić o masowej partyzantce w latach 1939-1941.

Mielnikau: Granica polsko-sowiecka zniknęła dopiero w 1941 r.

Na działalność Białorusinów, Polaków czy Ukraińców nie pozwalała bardzo duża obecność wojsk sowieckich i NKWD na tych obszarach. O powstaniu normalnych warunków dla działalności partyzantki polskiej na terenach białoruskich można mówić dopiero po wkroczeniu Niemców w 1941 roku. Wtedy też rozwinęła się tam bardzo silnie Armia Krajowa i rywalizująca z nią partyzantka komunistyczna.

Jeśli z kolei chodzi o białoruski ruch antysowiecki, to trudno mówić o działalności zwykłych włościan. W 1939 roku Białorusinów, szeregowych Wojska Polskiego Armia Czerwona i NKWD z zasady puszczały wolno. Oczywiście część trafiła do łagrów, jednak w zasadzie negatywnego stosunku do władz radzieckich na początku nie było. Dlaczego? Bo Białorusinów udało się przekonać, że Sowieci zjednoczyli Białoruś i uratowali ją od wojny. Ale wkrótce zaczęły się aresztowania, represje i egzekucje, a sympatia do władzy radzieckiej opadła. Wśród Białorusinów byli też patrioci II RP, głównie wojskowi i urzędnicy, ale nie mieli możliwości działania.

1939. Białorusini walczyli do końca

– A co z białoruskim ruchem narodowym? Czy rozpoczął działalność antyradziecką w latach 1939-41?

– Istnieją legendy, że usiłowano wtedy utworzyć Poleską Republikę Ludową, ale ja w to nie wierzę. Już po wybuchu wojny białoruscy nacjonaliści porozumieli się z Niemcami i w 1941 roku wielu ich przyjechało na tereny zajęte przez III Rzeszę, m.in. z Czech. Z kolei działający w II RP białoruski ruch narodowy, prześladowany przez władze polskie, z radością witał Armię Czerwoną.

Potem jego działacze zostali aresztowani i zlikwidowani w łagrach czy więzieniach. Bo czystki, które rozpoczęły się w 1939 roku objęły nie tylko Polaków, ale też Białorusinów.

Ihar Mielnikau jest badaczem, popularyzatorem i rekonstruktorem historii białoruskich żołnierzy w Wojsku Polskim. To autor książek poświęconych m.in. Białorusinom w Armii Andersa oraz przedwojennej granicy polsko-sowieckiej. Do 12 października br. w Państwowym Muzeum Literackim im. Janki Kupały w Mińsku można zwiedzać jego wystawę „Granica była pod Mińskiem. 1921-1941”.

Rozmawiał Piotr Jaworski, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze