Paweł Kowal: trzeba prowadzić polityczną grę z Łukaszenką WIDEO

Były polski wiceminister spraw zagranicznych uważa, że Zachód cały czas stara się utrzymać swój wpływ na Łukaszenkę. Według Pawła Kowala działania Wielkiej Brytanii i USA utrudniają możliwość inkorporacji Białorusi przez Rosję.

– Jak Pan ocenia pomysł Władimira Putina z nowelizacją rosyjskiej konstytucji na przedłużenie swojej władzy ? Czy on jednak nie potrzebuje całkowitego wchłonięcia Białorusi przez Rosję w ramach istniejącego Państwa Związkowego by zrealizować założone cele?

– Na pewno nie ma tego napięcia czasowego, które dotychczas, wydawało się, że jest dominujące w polityce Putina. Wydawało się, że on szuka jakiegoś rozwiązania: albo politycznego, albo formalnego. I chyba znalazł to rozwiązanie, więc tak, na pewno nie będzie się aż tak bardzo śpieszył, ta presja czasowa nie będzie odgrywała takiej roli. Natomiast z całą pewnością w sensie strategicznym długofalowym temat pozostaje. Może nawet jeszcze bardziej, dlatego że jeśli Putin dzisiaj myśli o tym, w jaki sposób zostanie zapisany na kartach historii, a każdy władca autorytarny o tym myśli. Czy będą ustawione jego pomniki i za co? Jak o nim będą pisali w książkach?, to na pewno oprócz Krymu chciałby zrobić jeszcze jedną rzecz, o czym wielokrotnie w różny sposób niektórzy rosyjscy politycy czy intelektualiści nacjonalistycznie mówili: przywrócić tę jedność Ukrainy, Rosji i Białorusi.

W tym projekcie Białoruś jest konieczna. W ostatnich latach to się nie udało ze względu na opór Łukaszenki, może, jeszcze bardziej ze względu na wydarzenia na Ukrainie. Ale w związku z tym, że Putin przedłuża swoją obecność na szczytach władzy, już właściwie bez limitu, z całą pewnością jego programem politycznym będzie dalsze, może nowe dążenie do tego, żeby złapać w jakiś taki twardy uścisk zarówno Białoruś jak i Ukrainę.

– Czy zaplanowane, największe od 25 lat ćwiczenia wojskowe w naszej części Europy o kryptonimie „Defender 2020”, pomogą Łukaszence obronić niepodległość Białorusi albo utrzymać się przy władzy? Kiedyś często używał argumentu zagrożenia ze strony NATO w swych rozgrywkach z Kremlem. Teraz zmienił zdanie.

Myślę, że Łukaszenka tak bardzo się nie przejmuje tym, że coś mówił dwa lata czy trzy lata temu inaczej. On różne rzeczy mówił na temat NATO. Nagle ostatnio powiedział, że NATO może bronić Białorusi. Większą uwagę przywiązuje, na przykład, do białorusko-brytyjskiej współpracy wojskowej, która jest kontynuowana. Ktoś powie,że w niewielkim zakresie, bo to jest kwestia kilkudziesięciu brytyjskich oficerów, ale to jest. I to jest dowód jakiegoś zaufania, że oficerowie brytyjscy przyjeżdżają, i jednocześnie są wpuszczani na terytorium Białorusi, ćwiczą różne akcje ewakuacyjne i tak dalej. Oprócz tego, te wielkie ćwiczenia (Defender Europe – Belsat.eu) miały być jeszcze troszkę większe. Koronawirus wpłynął na zmniejszenie tych ćwiczeń, które pokazują zdolność do współpracy państw natowskich. To nie są formalnie ćwiczenia NATO, ale to są ćwiczenia Stanów Zjednoczonych i partnerów NATO.

I myślę, że to jest jakieś przesłanie przede wszystkim tych państw Paktu Północnoatlantyckiego do Polski, do społeczeństw, że możemy liczyć na sojuszników, że mamy pomysł, jak się bronić. I to jest bardzo ważne, że te ćwiczenia dotyczą nie tylko Polski, także Niemiec, także państw bałtyckich, że jest duże zaangażowanie polityczne i wojskowe Stanów Zjednoczonych. To dzisiaj nie jest oczywiste. Stany Zjednoczone w wielu miejscach rezygnują ze swojego zaangażowania wojskowego. Tutaj jest odwrotnie. Tutaj przesyłają duży kontyngent żołnierzy na dość długo trwające ćwiczenia.

Także ten sygnał polityczny jest bardzo mocny, jest też odbierany w Rosji. On nie jest oczywiście groźny dla Rosji. Rosyjskie władze będą używały tych ćwiczeń jako argumentu, mówiąc, że jest to przeciwko Rosji. To jest po prostu pokazanie przede wszystkim, moim zdaniem, społeczeństwom poszczególnych państw NATO, że Rosja zachowuje tę wojskową zdolność do dobrej organizacji wspólnego działania, bo NATO nie ma wielkiej wspólnej armii. Musi z nami ćwiczyć w oparciu o delegacje, z poszczególnych armii, które chcą wziąć udział w danym przedsięwzięciu.

Mimo to, że te liczby są pokaźne: 37 tysięcy razem, z ich 20 tysięcy amerykanów (chociaż już Pentagon zapowiedział, że zredukuje liczbę z uwagi na koronawirus), to w porównaniu z tym, co posiada Rosja, na tej wschodniej flance NATO skala jest o wiele mniejsza.

– Wspominał pan o sygnale dla Rosji. Ona reaguje i reagują rosyjskie media. Była ciekawa publikacja kilka dni temu na portalu Eurasia.expert, białoruski pułkownik Cichański powiedział: „W trakcie ćwiczeń (chodzi o różne ćwiczenia: Anakonda lub Saber Strike) opracowują scenariusz zdobycia Kaliningradu i stolicy Białorusi Mińska, czyli NATO w ćwiczeniach wojskowych otwarcie bierze na celownik Białoruś”. I kolejny pomysł: „Pentagon obiektywnie potrzebuje rozgromienia państwa białoruskiego, co amerykańscy wojskowi zakładają w swoich planach”. Czy wierzy Pan w takie plany?

To brzmi jak jakiś absurd. Dlaczego niektóre media rosyjskie, te bardziej szowinistyczne, o tym piszą? To jest element jakiejś gry informacyjnej. Dzisiaj wiemy, jak ogromną rolę odgrywa demobilizacja. Myślę, że dla Rosji jest dużym problemem to, że Łukaszenka wciąż jest w stanie zmobilizować społeczeństwo białoruskie. Pamiętamy, co mówił wcześniej o NATO, ale dzisiaj mówi o nim ciepło. Widać, że to się staje wiarygodne dla opinii publicznej Białorusi, która ufa Łukaszence.

Więc naturalnym odruchem ze strony rosyjskiej jest przekazywanie takich informacji opinii publicznej, szczególnie na Białorusi, że w tym jest jakaś nieszczerość, że jest jakaś podwójna gra. To jest jednocześnie kontynuowanie starej linii rosyjskiej dezawuowania NATO i w ogóle wszystkich organizacji Zachodu, jak i nowy element dezawuowania Łukaszenki i jego szczerości. Łukaszenko tutaj wychodzi, jeżeli się dobrze zastanawiać, jak zdrajca, który oddaje w ręce NATO los Białorusi, która ma być w tym scenariuszu zniszczona przez NATO. To są głupoty.

Natomiast na to trzeba patrzeć jako na część pewnej wojny, która się toczy w strefie informacyjnej.W ostatnim miesiącu obserwujemy bardzo intensywne polepszenie relacji, nawet wymiana wizytami, pomiędzy Białorusią a USA. Mińsk odwiedził sekretarz stanu Mike Pompeo. Następnie w Monachium zadeklarował, że w regionie Trójmorza Stany planują zainwestować miliard dolarów w infrastrukturę związaną z logistyką, transportem. Łukaszenka już uchwycił się za te słowa w związku z dywersyfikacją dostaw ropy. Polska również odgrywa tutaj nie ostatnią rolę, jeśli chodzi o dywersyfikację.

– Czy Pan wierzy w szczere intencje Łukaszenki polepszenia relacji z Zachodem?

– Mój stosunek do tej sprawy jest taki. Trzeba prowadzić polityczną grę nawet wtedy, kiedy wiadomo, że nastrój Łukaszenki jest zmienny. W ostatnich latach on wielokrotnie zmieniał swoje stanowisko, jeśli chodzi o współprace z NATO czy współprace z Unią Europejską. Dzisiaj takim głównym państwem, które bierze na siebie ten ciężar współpracy z władzami białoruskimi, są Stany Zjednoczone. To jest kwestia dłuższa: tu nie chodzi tylko o miesiąc, tu chodzi o częste wizyty wiceministra spraw zagranicznych Białorusi w Waszyngtonie, jego kontakt bardzo dobry z administracją, o to, że zostają przewrócone w pełni kontakty dyplomatyczne, o wizytę Pompeo – tych faktów dyplomatycznych było sporo.

I to jest jakaś próba utrzymania wpływu Zachodu na władzę Łukaszenki. Ja myślę, że Łukaszenka nie kontroluje sytuacji w stu procentach, że w dużym stopniu kontroluje ją Kreml. Natomiast patrzyłbym na to razem, czyli na zaangażowanie wojskowe brytyjskie i zaangażowanie polityczne stanów zjednoczonych, jako na pewien akt, który ma uniemożliwić takie proste włączenie Białorusi do Rosji w warunkach Putina.

Z Pawłem Kowalem rozmawiał Siarhiej Pielasa w programie PraSviet (Świat i My)/ belsat.eu

Wiadomości