Paweł Felgenhauer: Rosja i Chiny to nie sojusznicy, ale…

Wywiad

Przywódca Chin Xi Jinping i Władimir Putin podczas szczytu G20 w 2018 roku. Zdjęcie: Forum/Mikhail Metzel/TASS

Chińczycy uważają, że nigdy nie będą sojusznikami Rosji, gdyż uważają się za samodzielne mocarstwo. Tak twierdzi Paweł Felgenhauer, ekspert rosyjskiej “Nowej gaziety” ds. bezpieczeństwa i analityk amerykańskiej Jamestown Foundation.

W programie “Świat i my” ekspert komentuje dla Biełsatu coroczne sprawozdanie wywiadów USA odnośnie zagrożeń na świecie.

– Autorzy sprawozdania uważają, że największe zagrożenie w tym roku i najbliższej przyszłości stwarzają Rosja i Chiny. Zmieniła się także kolejność na liście głównych zagrożeń. Wcześniej za najbardziej niebezpieczne Amerykanie uważali trafienie broni masowej zagłady w ręce terrorystów. Obecnie mają to być cyberoperacje, za pomocą których Rosja i Chiny mogą zadać wielkie straty. Jak ocenia Pan taką tendencję?

Jest ona możliwa, bo Rosja już od dawna ma takie podejście. A teraz oficjalnie, na poziomie dyrektyw, zmieniło się podejście na Zachodzie. Przy czym i w NATO, i w Ameryce. To, że uważają za możliwy konflikt z równym sobie, a nie konflikty małej intensywności z jakimiś oberwańcami na Toyotach z ckmami – w Afganistanie, Iraku itd., wymaga zupełnie innego podejścia pod każdym względem.

Wcześniej za najstraszniejsze, poza terrorystami, uważano “rogue states” – “państwa zbójeckie” – Iran, Koreę Północną i inne. A teraz mowa o poważnych państwach, wobec których Ameryka stosuje odstraszanie jądrowe. Ale konflikty są dalej możliwe.

Choćby i wojny zastępcze prowadzone za pomocą pośredników, jak to było podczas zimnej wojny – która zimną była tylko na froncie w Europie, bo na całym świecie toczono wojny – w Indochinach, Afganistanie, na Bliskim Wschodzie, w Angoli, Mozambiku, Nikaragui. Wszędzie.

I mniej więcej taka sytuacja tworzy się teraz, gdy zmienia się, jak to mówią Amerykanie – “security environment”, a wraz z nim zmieniają się i oceny zagrożeń. Jeszcze niedawno Rosja nie była postrzegana jako przeciwnik, a Chiny w latach 80. były prawie sojusznikiem, a potem partnerem.

Ale teraz sytuacja szybko się zmienia. Najpierw Chiny, a potem też Rosja przeszły do kategorii potencjalnych przeciwników USA. Oczywiście, w Rosji Amerykę od dawna nazywa się możliwym wrogiem.

– Według tego sprawozdania, wywiady Chin i Rosji stają się coraz bardziej skonsolidowane. Ich stosunki mogą się w tym roku umocnić. Czy tak rzeczywiście jest?

– To niezupełnie tak. Chiński i rosyjski wywiad w zasadzie nie wchodzą w sojusze, albo wchodzą w nie bardzo ostrożnie. Nikt nie wymienia się jednoznacznymi informacjami, bo to może wydać ich źródła, wystawić je na uderzenie. Tego nikt nie robi. Teraz Donalda Trumpa oskarża się o to, że Siergiejowi Ławrowowi i Siergiejowi Kislakowi powiedział rzeczy, które najwyraźniej wydały izraelskiego agenta, który był dla nich w przeciwnym obozie. Każdy stara się tego nie robić.

Nie można oczekiwać, że wywiad rosyjski i chiński będą na poważnie współpracować. Bo na wielu polach działają przeciwko sobie. W Rosji do tej pory ludzie są aresztowani i skazywani za szpiegostwo na rzecz Chin.

Dlatego jest to przesadzona opinia, jednak dla amerykańskich celów z pewnością przydatna. Ale takiej współpracy na razie nie ma i najprawdopodobniej nie będzie. Rosja i Chiny nie są sojusznikami, o czym zawsze mówią. Ale stają się sobie coraz bliższe.

Chiny uważają, że nigdy nie będą sojusznikami, bo Chiny są samowystarczalnym mocarstwem, które nie ma sojuszników. A sojusznikami Rosji są Białoruś, Armenia i Tadżykistan.

– Czy można to sprawozdanie rozpatrywać jako ostrzeżenie dla Rosji? Czy Stany Zjednoczone są zdolne do konfrontacji z Rosją i Chinami?

– Jest to sprawozdanie wywiadów, ocena przez wywiady wszystkich zagrożeń. Zwykły raport przedstawiony Kongresowi, na podstawie którego ma on dysponować pieniędzmi na powstrzymanie istniejących zagrożeń. Nie są to informacje tajne, a raport o zagrożeniach, o których mówi się także w Rosji. Wiadomości o zagrożeniach przeważnie są odtajniane, także ze względu na konieczność zaplanowania budżetu.

Rosyjska flota chwali się bronią, która wywołuje halucynacje

Zdjęcie: Mikhail Metzel / TASS / FORUM

Zobacz też
Komentarze