Ostatni bastion Łukaszenki. Jak “kryminalni” stali się głównym narzędziem represji?

Zadaniem Głównego Wydziału ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją MSW (GUBAZiK) powininna być, jak wskazuje nazwa, walka z grupami przestępczymi i przeciwdziałanie korupcji. Jednak w tym roku, zamiast walczyć z mafią i łapówkami, wydział zaczął aktywnie uczestniczyć w brutalnych represjach politycznych. Belsat.eu sprawdził, dlaczego GUBAZiK stał się jednym z głównych narzędzi prześladowań politycznych i jakimi sprawami zajmował się w tym roku.

„Dość pobłażania. Teraz trzeba ponieść odpowiedzialność”

29 września na telegramowym kanale Telewizyjnej Agencji Informacyjnej (ATN), należącej do białoruskich mediów państwowych, opublikowano kilka filmów ukazujących działalność GUBAZiK pod Mińskiem. Jeden z nich przedstawia grupę ludzi majstrujących przy samochodzie na parkingu. Po chwili wybiegają mundurowi i słychać serię strzałów.

Na kolejnych dwóch filmikach widzimy zatrzymanych. Jeden z nich jest pobity, krwawi i nie może otworzyć oczu, ponieważ właśnie został potraktowany gazem łzawiącym. „W jakim celu Pan tu przyjechał?” – pytają funkcjonariusze. „Myliłem się w kwestii moich poglądów politycznych” – odpowiada zatrzymany.

O pomyłce, co do poglądów mówi również drugi zatrzymany, który najwyraźniej jest w stanie szoku po użyciu przeciw niemu gazu. „Co Pan tu robił?” – pytają mundurowi. „Nie wiem” – kręci głową. Pracownicy BT dołączyli do filmu krótki podpis: „Dość pobłażania. Teraz trzeba ponieść odpowiedzialność”.

Jak później oświadczono w komunikacie prasowym MSW, w nocy z 28 na 29 września, funkcjonariusze GUBAZiK-u z pomocą Oddziału Milicji Specjalnego Przeznaczenia (OMON) zatrzymali pięciu mężczyzn w wieku od 28 do 39 lat w chwili, gdy ci dewastowali prywatny samochód milicjanta (przebili opony, użyli na drzwiach pianki montażowej, wylali farbę na karoserię). Wszyscy zatrzymani zostali oskarżeni w sprawie karnej o „złośliwe chuligaństwo” (art. 339 Kodeksu Karnego).

Pobity do krwi mężczyzna z filmu to 39-letni Anton Bykouski, trener dziecięcego judo.

Anton Bykouski. Zdjęcie przysłane przez jego żonę

– Wiem, że Anton nie stawiał oporu, najpierw próbował uciekać, ale gdy zorientował się, że to bez sensu, padł na kolana, podniósł ręce do góry. Pomimo tego nadal był bardzo mocno bity. Rozpylili całą puszkę gazu łzawiącego prosto w jego oczy, torturowali go paralizatorem – powiedziała jego żona Daria.

Anton Bykouski doznał urazu czaszkowo-mózgowego i poparzenia oczu. Znajduje się teraz w areszcie śledczym nr 1 na ulicy Wołodarskiego. Nie podano zbyt wielu informacji o jego zdrowiu (wiadomo też, że ma problemy z ciśnieniem), ale lekarze mówią rodzinie, że „dobrze się trzyma”.

Po jego aresztowaniu, mieszkanie Antona i Darii zostało przeszukane. Trwało to kilka godzin.

– Czterech agentów wywróciło sypialnię do góry nogami, zabrali wszystkie cenne rzeczy, które znaleźli – sprzęt, pieniądze itp. – mówi kobieta.

Kolejnym zatrzymanym w tej sprawie jest Paweł Sacharczuk, który pracował jako kurier.

Paweł Sacharczuk. Zdjęcie przysłane przez żonę

– Tak się złożyło, że zostałam wtedy na noc u mojej mamy. Rozmawiałam z mężem przez telefon około 22:00 i powiedział, że jest w drodze do domu po pracy. A następnego dnia przeszukano mieszkanie mojej mamy – wspomina żona zatrzymanego, również Daria.

Wcześniej zarówno Bykouski, jak i Sacharczuk uczestniczyli w pokojowych protestach. Ich żony przyznają, że nie wiedziały, dokąd mężczyźni idą wieczorem 28 września. Ale z okoliczności ich zatrzymania można wywnioskować, że funkcjonariusze organów ścigania już na nich czekali. Dlatego krewni nie wykluczają, że doszło do prowokacji.

– Jak powiedzieli mi śledczy, podobno mieli jakiś czat, w którym uczestniczyło kilka osób, przygotowywali się z wyprzedzeniem i planowali swoje działania. Ale ja nie znam tych ludzi, nie znam ich nazwisk. Skłaniam się ku temu, że to była prowokacja – mówi żona Pawła Sacharczuka.

Paweł i Daria Sacharczukowie z córeczką. Zdjęcie przysłane przez Darię

– Wiem, że mąż jest dobrym człowiekiem, jest też uczciwy i nigdy nie pozostaje obojętny. Ostatnie wydarzenia w kraju bardzo go dotknęły. Jak nas wszystkich. Nie wiem, co dokładnie się stało, ale on ma kłopoty i naprawdę mam nadzieję, że to wszystko wkrótce się skończy. I że skończy się dobrze – dodaje Daria.

Żona Antona Bykouskiego twierdzi, że zarzuty wobec jej męża są „zbyt surowe”, natomiast „pobicie osoby niestawiającej oporu przy zatrzymaniu jest nielegalne”.

– To wspaniały człowiek, ciągle dzwonią do mnie jego przyjaciele, rodzice jego uczniów, wszyscy bardzo się martwimy i nie wiemy, jak mu pomóc.

Nielegalne metody jako znak rozpoznawczy GUBAZiK-u

Funkcjonariusze GUBAZiK-u są znani ze swojej skłonności do stosowania brutalnych metod. W ciągu ostatnich kilku lat niezależne media wielokrotnie informowały o skandalicznych przypadkach gróźb i nadużyć wobec zatrzymanych – głównie tych uznanych przez organy ścigania za anarchistów. Na przykład w czerwcu 2018 r. GUBAZiK wraz ze strzelcami z OMON wkroczyli na nieformalne spotkanie dwudziestu anarchistów pod miastem Krupki w obwodzie Mińskim. Część chłopców i dziewcząt dostało polecenie leżeć twarzami do ziemi (kilkoro z nich zakuto w kajdanki), a część zmuszono do klęczenia przez prawie sześć godzin. Nie było żadnych podstaw do takich nadużyć. Jak się później okazało, protokoły o popełnieniu wykroczenia sporządzono tylko przeciwko dwóm osobom.

– GUBAZiK wcześniej zajmował się walką z pewnymi nieformalnymi grupami. Większość z nich to byli albo kibice piłki nożnej (zarówno o prawicowych, jak i o lewicowych poglądach), albo anarchiści. Obrońcy praw człowieka mieli wiele zastrzeżeń co do działań GUBAZiK-u: sposobów w jaki działali, czy tego, na jakiej podstawie pociągano do odpowiedzialności za dystrybucję tzw. materiałów ekstremistycznych – powiedział w wywiadzie dla Belsat.eu zastępca dyrektora Centrum Praw Człowieka „Wiasna” Walancin Stefanowicz.

Udział GUBAZiK-u w sprawach z politycznymi motywami ograniczał się zazwyczaj do prześladowań działaczy ruchów anarchistycznych. Jedynym wyjątkiem od tej reguły była „sprawa Autuchowicza” w latach 2009-2010. Ale od lata 2020 roku sytuacja uległa zmianie: GUBAZiK zaczął odgrywać jedną z głównych ról w represjach politycznych. Teraz właściwie co kilka dni MSW informuje o nowych sprawach karnych wszczętych przez pracowników GUBAZiK-u przeciwko protestującym.

– W tym roku widzimy, że stali się bardziej aktywni w sprawach z politycznymi motywami – stwierdza Stefanowicz.

– Dla mnie, jako byłego śledczego prokuratury, jest to zaskakujące – przyznaje obrońca praw człowieka Aleh Wołczak. – GUBAZiK zajmuje się przestępczością zorganizowaną, prowadzeniem dochodzeń w sprawie korupcji i wymuszeń. A procesy polityczne to sprawa KGB.

Najbardziej znaną operacją przeciwko oponentom Łukaszenki, w którą w tym roku zaangażowani byli funkcjonariusze GUBAZiK-u – jest uprowadzenie Maryi Kalesnikawej, a także jej współpracowników z Rady Koordynacyjnej Iwana Kraucowa i Antona Radniakowa.

Członkowie prezydium opozycyjnej Rady Koordynacyjnej odprowadzają Maryję Kalesnikawą na przesłuchanie w Komitecie Śledczym. Większość osób ze zdjęcia została aresztowana lub wydalona z kraju. Mińsk, 27 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: TK/belsat.eu

7 września, Kalesnikawa została zatrzymana na ulicy i przewieziona do siedziby GUBAZiK. Grożono jej, że jeśli dobrowolnie nie opuści terytorium Białorusi, to i tak zostanie wydalona: żywa lub w kawałkach. Pojawiły się również groźby pozbawienia jej wolności do 25 lat i sprawienia jej problemów podczas pobytu w zakładach karnych. Do budynku GUBAZiK-u przywieziono również Kraucowa i Rodniankowa, zakutych w kajdanki i z workami na głowach.

Następnie Kalesnikawa wraz z Kraucowem i Rodniankowem zostali siłą doprowadzeni do granicy z Ukrainą w celu deportacji. Jednak Maryja w ostatniej chwili porwała swój paszport, krzyżując plany służb specjalnych.

Akcja solidarności ze stajkującymi robotnikami MTZ przed gmachem KGB w Mińsku. 14 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: TK / vot-tak.tv / belsat.eu

Walancin Stefanowicz jest pewien, że nad tą operacją pracował Komitet Bezpieczeństwa Państwowego Białorusi, czyli KGB. Zwłaszcza, że więźniowie zostali zabrani do budynku KGB przed wysłaniem ich na granicę. Ale ten fakt nie zdejmuje odpowiedzialności z GUBAZiK-u.

– Jestem pewien, że plany działania przeciwko Kalesnikawej i innym członkom Rady Koordynacyjnej zostały opracowane przede wszystkim w Komitecie Bezpieczeństwa Państwowego, ale przeprowadzone siłami GUBAZiK. Wykonano je z użyciem w absolutnie nielegalnych, bezprawnych form: porwania, gróźb, wywozu za granicę – podkreśla działacz na rzecz praw człowieka.

GUBAZiK ratuje „dobre imię”

Były śledczy prokuratury Aleh Wołczak zauważa, że GUBAZiK zawsze miał szczególny status w strukturze MSW: pracownikom tego wydziału pozwalano na więcej niż innym, co dawało poczucie, że mogą wszystko.

Na początku 2020 roku GUBAZiK znalazł się w centrum skandalu korupcyjnego: były zastępca szefa wydziału Uładzimir Cichinia został zatrzymany przez KGB w sprawie „spisku cukorwego”. Pułkownik został oskarżony o przyjmowanie łapówek za „chronienie mafii cukrowej i jej planów”.

 

W ramach tej sprawy miały miejsce przeszukaia m.in. w dawnym miejscu pracy Cichini – w siedzibie GUBAZiK-u przy ulicy Rewolucyjnej w Mińsku. Skupiony na służbach specjalnych telegramowy kanał „Paparator”, opowiedział wtedy o ciekawych okolicznościach rewizji. Wskazano, że kierownictwo najwyższego szczebla wysunęło wobec kierującego służbą specjalną Mikałaja Karpiankowa poważne skargi na sytuację w wydziale.

Pułkownik Mikałaj Karpiankou podczas pacyfikacji pokojowego protestu. Mińsk, 23 września 2020 r. Zdjęcie: Alisa Hanczar / belsat.eu

Faktem jest, że w przeszukaniach w GUBAZiK-u uczestniczył wiceminister spraw wewnętrznych Siarhiej Chamczenka. Według „Paparatora” oficer dyżurny nie rozpoznał wiceministra i nie chciał go wpuścić do budynku, a do tego bardzo dziwnie wyglądał: funkcjonariusz pełnił dyżur w domowych kapciach i spodniach od munduru, z jakiegoś powodu podwiniętych do kolan.

– Jeśli Karpiankou w najbliższej przyszłości nie poradzi sobie z tym zamieszaniem, to z Karpiankowem zrobi to sam [szef MSW] Karajeu – stwierdził zbliżony do służb kanał w Telegramie.

Do aresztowania Cichini i przeszukania budynku GUBAZiK-u doszło w lutym. A sześć miesięcy później ludzie Karpiankowa aktywnie włączyli się w kampanię na rzecz prześladowania przeciwników władz. I zajmowali się sprawami, które wyraźnie nie należą do podstawowego zakresu obowiązków tego wydziału.

 

Na przykład, na początku lipca funkcjonariusze do spraw przestępczości zorganizowanej brutalnie zatrzymali Szotę Łabżanidzego, trenera fitness, który został oskarżony o znieważenie w Internecie aktywistki Białoruskiego Republikańskiego Związku Młodzieży (BRSM). GUBAZiK spacyfikował też telegramowy kanał „Armija z narodam”: zatrzymano kilku administratorów czatów i wszczęto przeciwko nim sprawy karne. Oskarżeni mówili później o wywieranej na nich presji psychologicznej i znęcaniu się nad zatrzymanymi.

Pokaż się tylko w Biełsacie, przyjedzie OMON i będzie bić

Taśmociąg represji

Ale na pełnych obrotach GUBAZiK włączył się do represji politycznych po wyborach 9 sierpnia. Zatrzymywano protestujących w całym kraju, oskarżano ich o stawianie oporu milicji, rzucanie kamieniami w pojazdy służb porządkowych lub „organizowanie korków na drogach” podczas wydarzeń 9-12 sierpnia. Wśród zatrzymanych znalazła się Marfa Rabkowa, wolontariuszka z Centrum Praw Człowieka „Wiasna”, oskarżona o organizowanie „masowych zamieszek” (art. 293 ust. 3 Kodeksu Karnego).

Obrończyni praw człowieka Marfa Rabkowa. Zdjęcie z sieci społecznościowych

Po niedawnym marszu przypominającym więźniach politycznych GUBAZiK zatrzymał pięciu protestujących w wieku 21-30 lat pod zarzutem „rażącego naruszenia porządku publicznego” (art. 342 Kodeksu Karnego). Jeden z nich jest oskarżony o demontaż armatki wodnej, drugi o rzucanie kamieniami w armatkę, a jeszcze dwa inne przypadki dotyczą zaklejenia obiektywów kamer na budynku Centralnej Komisji Wyborczej.

Jednak działalność GUBAZiK-u nie ogranicza się do ścigania protestujących w sprawach dotyczących art. 342 i 293 Kodeksu Karnego. W Prużanie i Żabince zatrzymano chłopców, którzy zrywali flagi państwowe z budynków administracyjnych – ich przewinienia zostały zakwalifikowane jako naruszenie art. 370 Kodeksu Karnego (obraza symboli państwowych).

GUBAZiK ścigał również tych, którzy wyrażali emocjonalnie swoje stanowiska na publicznych czatach. Na przykład, w Homlu zatrzymano 43-letniego mężczyznę, który napisał na czacie „wiadomość z obrazą i groźbą przemocy” przeciwko członkowi rady regionalnej. A w Orszy zatrzymano 26-letniego mężczyznę, który zaproponował zdemolowanie samochodu milicjanta. W obu przypadkach wszczęto postępowanie karne.

Bywa, że GUBAZiK chlubi się prewencyjnym zatrzymywaniem „radykalnych demonstrantów”. Na przykład 27 września organy ścigania zatrzymały 30-letniego obywatela Mińska, który rzekomo zamierzał rzucić koktajlami Mołotowa podczas akcji protestacyjnej. A 16 września w Mińsku w ręce stróżów prawa wpadło trzech mężczyzn, którzy planowali „ostrzelać” z procy funkcjonariusza OMON-u metalowymi kulami, a także rzucić świece dymne.

GUBAZiK i fantastyczne historie

Arborysta Ściapan Łatypau. Zdjęcie z sieci społęcznościowej

Niektóre z zarzutów, jakie agenci wydziału postawili zatrzymanym, wyglądały absolutnie nierealnie. Na przykład obrońcę mińskiego muralu „DJ-ów Zmiany”, Ściapana Łatypawa, oskarżono nie tylko o „organizację masowych zamieszek”, lecz również o zamiar zorganizowania ataku chemicznego na milicjantów. Funkcjonariusze GUBAZiK-u twierdzili, że Łatypau zorganizował nielegalny przepływ niebezpiecznych chemikaliów na Białoruś i zamierzał „rozpylić je w pobliżu funkcjonariuszy OMON-u i oddziałów wewnętrznych w czasie akcji protestacyjnej”.

Rzeczywiście, zatrzymany miał do czynienia z chemikaliami, ale to ze względu na specyfikę swojej działalności zawodowej – pracuje jako arborysta, specjalista od pielęgnacji drzew. Według obrońców praw człowieka, oskarżenia Łatypawa o przygotowanie ataku chemicznego „nie mają żadnego uzasadnienia naukowego i są niczym innym jak fantazjami przedstawicieli GUBAZiK-u”.

Nie mniej nierealne było oświadczenie stróżów prawa o likwidacji „oddziału leśnego” w pobliżu Mohylewa. Podobno członkowie grupy „Mohylewscy Partyzanci” utworzonej na jednym z portali społecznościowych zbierali się w pustostanie, gdzie ćwiczyli taktykę walk ulicznych, zajmowania pomieszczeń, szturmowego alpinizmu i walki w lesie. Podczas jednego z treningów agenci GUBAZiK wraz z funkcjonariuszami OMON-u zatrzymali sześć osób. Czworo z nich, w wieku od 16 do 22 lat, zostało oskarżonych w sprawie karnej. Jak wynika z dość chaotycznego oświadczenia prasowego, są oni oskarżeni o niezgodne z prawem działania związane z użyciem substancji palnych.

Oświadczenie MSW dotyczące zatrzymania „Mohylewskich Partyzantów” zawierało wiele szczegółów, które prawdopodobnie powinny wzbudzić podejrzenia, że chłopaki pod Mohylewem przygotowywali się do prawdziwej wojny. Podobno grupa posiadała kominiarki, kamizelki kuloodporne, noże, radiostacje, pistolet sygnałowy, a także obecne były ukraińskie i białoruskie symbole narodowe.

Jednak w pełnym filmiku (tylko niewielka część wideo została pokazana przez MSW) udostępnionym w sieci przez “leśny oddział”, a właściwie grupę ASG, chłopaki nie wyrażali żadnych bojowych zamiarów: wyjaśniali, że trenują umiejętności walki tylko dla rozrywki.

Często z komunikatów prasowych MSW dotyczących działalności GUBAZiK-u w ogóle nie wynika, co złego zrobili zatrzymani. Na przykład, 3 października ministerstwo ogłosiło przejęcie jednego z „radykalnych czatów”, gdzie dyskutowano o oporze przeciwko milicji. Doszło do przeszukań w mieszkaniach uczestników czatu. Szesnaście osób zostało zatrzymanych w ramach postępowania o wykroczenie, a jedna osoba została oskarżona w sprawie karnej o „masowe zamieszki”.

– Mężczyzna identyfikował samochody milicyjne, zapisywał ich numery i wysłał te dane aktywistom, aby ci uniknęli aresztowań. „Lider” przechwycił również rozmowy milicji i publikował je na czacie. W domu mieszkańca Mińska znaleziono ponad 20 radiostacji – oświadczono w komunikacie prasowym funkcjonariuszy organów ścigania.

GUBAZiK publikował również nagrane zeznania zatrzymanych. Jednak często nie przyznają się oni na nich do niczego niezgodnego z prawem. Jeden z nich wyjaśnia, że miał sprzęt radiowy, ponieważ jego działalność zawodowa jest z nim związana. Inny mówi, że nie wzywał na czatach do żadnych radykalnych działań, a ci, którzy o tym pisali, byli postrzegani wyłącznie jako „gaduły z niewyparzonym językiem”.

– Nie sądziłem, że ktokolwiek będzie mnie szukał, nie wspominając już tym, że milicjanci włamią się do mnie o 7 rano i zaczną konfiskować mój sprzęt” – dodał zatrzymany.

„Oddział bojowy” Karpiankowa

Funkcjonariusze GUBAZiK podcza zatrzymań przed stacją metra Niamiha. Mińsk, 23 września 2020 r. Zdjęcie: ALisa Hanczar / belsat.eu

Najbardziej absurdalny jest jednak aktywny udział funkcjonariuszy GUBAZiK-u w rozpędzaniu pokojowych protestów. Do tego w akcjach biorą oni udział bardzo dziwnie ubrani (nawet w porównaniu ze zwykłymi „tajniakami”). Niektórzy zatrzymują demonstrantów w szortach, inni są ubrani w wojskowe mundury. Ale prawie wszyscy są w czapkach, maskach lub kominiarkach, kamizelkach kuloodpornych, z pałkami, a czasami z bronią.

– Rodzi się pytanie: dlaczego? Czy naprawdę brakuje już OMONu i wojsk wewnętrznych? Dlaczego jeszcze i GUBAZiK biega z pałkami w rękach?” – pyta retorycznie Walancin Stefanowicz.

Mikałaj Karpiankou, szef GUBAZiK-u, kieruje tymi grupami bojowymi i jako jedyny nie ukrywa twarzy. 6 września pułkownik Karpiankou osobiście rozbił pałką szybę w drzwiach kawiarni, w której ukryli się protestujący.

 

Aleh Wołczak uważa, że Karpiankou nie ukrywa swojej twarzy, ponieważ już wcześniej było o nim głośno w związku z pewnymi brudnymi sprawami. Na przykład 2 marca 2006 roku oddział specjalny Ałmaz, wówczas na czele z Karpiankowem, był odpowiedzialny za poważne pobicie kandydata na prezydenta Alaksandra Kazulina.

Braki kadrowe

Zatrzymania przed stacją metra Niamiha. Mińsk, 23 września 2020 r. Zdjęcie: Alisa Hanczar / belsat.eu

Według Stefanowicza, aktywne zaangażowanie pracowników GUBAZiK-u w represje polityczne jest dowodem na to, że pozostałe organy ścigania po prostu nie mają wystarczających sił i środków.

– Represje to teraz działanie na skalę ogólnokrajową. Każdego dnia ktoś jest zatrzymywany, każdego dnia pojawiają się nowe sprawy karne. To wymaga wielu oddziałów – dodaje.

Zatrzymania przed stacją metra Niamiha. Mińsk, 23 września 2020 r. Zdjęcie: Alisa Hanczar / belsat.eu

Aleh Wołczak jest zdania, że władze mają obecnie do czynienia z deficytem personelu w organach ścigania, ponieważ wielu doświadczonych funkcjonariuszy odchodzi ze służby. Poza tym nie wszyscy są gotowi bezpośrednio uczestniczyć w brutalnych politycznych prześladowaniach, ponieważ obawiają się konsekwencji w przyszłości.

– Wszyscy mają obawy, wielu nie chce się sprzeciwiać narodowi. Prawdopodobnie władza polega teraz na tych, którzy są gotowi do realizacji zadań specjalnych. Dlatego wybrali GUBAZiK. Może w KGB nie chcą być wystawieni. Jest oczywiste, że proces ten przebiega powoli, ale funkcjonariusze odchodzą ze służby. Być może GUBAZiK jest ostatnim bastionem, który jest gotowa walczyć do końca – podsumowuje Wołczak.

Były milicjant i strażnik więzienny. Kim był mężczyzna, który zmarł po pobycie w mińskim areszcie

Ihar Iljasz, ksz /belsat.eu

Wiadomości