Osłabić Zachód: propagandowe cele Pekinu i Moskwy w dobie pandemii bywają zbieżne WYWIAD

Agnieszka Legucka, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), prof. Akademii Vistula. Zdjęcie: PISM

Analityczka PISM dr hab. Agnieszka Legucka w rozmowie z Biełsatem omawia rosyjskie i chińskie kampanie propagandowe i informacyjne wymierzone w kraje zachodnie w czasie epidemii koronawirusa.

– Z nasileniem rosyjskiej propagandy i dezinformacji borykamy się przynajmniej od 2014 r. Co z Chińczykami, czy ich ofensywa propagandowa przy okazji pandemii to coś nowego?

– Dotychczas np. raporty tworzone w UE jako na państwo prowadzące skoordynowane i zaplanowane akcje dezinformacyjno-propagandowe wskazywały przede wszystkim Rosję. Rosjanie byli określani mianem tych, którzy stworzyli odpowiednie know-how i praktykę działania na zasadzie roju. Chodzi o docieranie ze swoim przekazem za pośrednictwem ogromnej liczby aktorów i podmiotów, które działają naraz, ale nie zawsze współpracując ze sobą.

Jednak przy okazji epidemii koronawirusa widać wyraźnie, że Chiny wyprzedziły Rosję. Zarówno pod względem skali, jak i koordynacji wewnątrz państw chińskiego. Programowy nadzór nad dezinformacją w ramach Komunistycznej Partii Chin sprawuje Wydział Prac Zjednoczonego Frontu przy Komitecie Centralnym.

– W jaki sposób Chiny wyprzedziły Rosję?

– Po pierwsze pod względem skali działania, a także wykorzystywania placówek dyplomatycznych, czyli instytucji, które Rosjanie wykorzystywali na mniejszą skalę. Działali bowiem bardziej nieformalnie, używając na masową skalę np. płatnych trolli. Jednak placówki dyplomatyczne nie były na pierwszym froncie. Tymczasem widzimy, że konta społecznościowe chińskich placówek dyplomatycznych i dyplomatów zajmują się rozprzestrzenianiem propagandy i dezinformacji.

– Można zatem powiedzieć, że chińska propaganda jest mniej sprywatyzowana od rosyjskiej? Tam najważniejsza farma trolli jest finansowana przecież przez prokremlowskiego oligarchę Jewgienija Prigożina?

https://belsat.eu/pl/news/kremlowski-kucharz-organizowal-fabryki-trolli-i-armie-najemnikow-a-teraz-zaczyna-tajna-misje-w-afryce/

– Do pewnego stopnia chińska propaganda jest bardziej znacjonalizowana i scentralizowana. Jej podstawą nie jest kapitał oligarchiczny, jak to ma miejsce w Rosji. Jednak i tu działa chiński kapitał. O ile rosyjskie media takie jak RT czy Sputnik, mają zasięg międzynarodowy, to Chińczycy wywierają oddziaływanie poprzez media przejęte przez chiński kapitał (jak w Czechach) czy współpracujące z nimi media lokalne (jak np. we Włoszech, Wielkiej Brytanii).

– Czy w Polsce można zauważyć jakieś elementy chińskich inwestycji medialnych, które mogłyby służyć jako źródła propagandy?

– W Polsce są media, które drukują oświadczenia ambasadora ChRL. Ale trudno powiedzieć dokładnie o konkretnych chińskich inwestycjach w tym zakresie. Udział ma raczej charakter publikacji doraźnych (najpewniej płatnych), a także umów o współpracy i wymianie informacji.

Elementem dyplomacji publicznej i promocji chińskich interesów są też np. Instytuty Konfucjusza. Co ważne, w ramach struktury uczelni w wyraźny sposób tworzy się tam atmosferę, w której za zaangażowaniem finansowym stoją konkretne wytyczne, jak należy pozytywnie mówić o Chinach. W wielu szkołach wyższych w Szwecji, Kanadzie czy USA zerwano umowy o prowadzenie Instytutów Konfucjusza uznając, że zbyt mocno ograniczają one swobodę nauczania i informowania nt. współczesnej sytuacji w ChRL.

– Jak wygląda chińska narracja propagandowa na Zachodzie? Jakie są jej główne tematy, i co stara się ona uzyskać?

– Widać wyraźna zbieżność interesów Chin, Rosji i Iranu. Chodzi o podważenie zaufania do instytucji europejskich i demokratycznych. Zasianie niepewności między społeczeństwem, a władzami lokalnymi i centralnymi. W ogólnym zakresie chodzi o osłabienie Zachodu. Jest też wiele elementów antyamerykańskości. I co znamienne, to Rosjanie kopiują od Chińczyków tezy, jakoby to Amerykanie wytworzyli koronawirusa i w przerzucili go do Chin, by osłabić swojego rywala.

Komisja Europejska: Koronawirus w służbie rosyjskiej dezinformacji

Druga sugestia, tym razem przekazywana przez Rosjan, kładła nacisk na to, że za rozprzestrzenienie pandemii odpowiedzialni są amerykańcy żołnierze ćwiczący w Europie. Chodziło o osłabienie i zdyskredytowanie sojuszu północnoatlantyckiego.

To co się rzuca w oczy, to pojawianie się treści o braku solidarności europejskiej w obliczu kryzysu, sugerowanie że UE sobie z nim nie radzi, a państwa europejskie nie umieją sobie pomóc. Szeroko rozpowszechniane w ChRL (prawie 97 milionów wyświetleń w mediach społecznościowych) były też fałszywe informacje o blokadzie przez Polskę transportów medycznych dla Włoch.

Dezinformacja jest tłem do operacji tzw. dyplomacji maseczkowej. Chińczycy i Rosjanie wysyłają pomoc, tłumacząc, że są skuteczniejsi od UE.

– Jak przykładowo może wyglądać taka akcja dezinformacyjna?

– Bardzo konkretną operacją propagandową było wysłanie rosyjskiej pomocy medycznej do Włoch. Już sama jej nazwa „From Russia with love” nawiązująca do książki Iana Fleminga i filmu z Jamesem Bondem sugerowała, że organizowały tę operację służby specjalne. Później potwierdzili to włoscy dziennikarze.

Pozdrowienia z Rosji: tym razem dla Polski

Równolegle nastąpiła kampania oczerniająca Polskę, która rzekomo miała zabronić przelotu rosyjskim samolotom z pomocą i blokowania transportu maseczek na granicach. I co ciekawe, informacje preparowane przez rosyjskich propagandzistów trafiały nawet do polskich mediów takich jak Onet. W tym kontekście nie widziałam tak skoordynowanej akcji przeciwko Polsce organizowanej przez Chiny.

– Dotychczas rosyjska dezinformacja była znana z podgrzewania społecznych konfliktów poprzez polaryzację przekazu – co miało wywoływać chaos w społeczeństwach zachodnich. Promowała często teorie spiskowe. Czy chińska propaganda działa w podobny sposób?

– Tu trzeba oddzielić dyplomację publiczną, czyli budowanie pozytywnego wizerunku swojego państwa od działania dezinformacyjnego, wywołującego napięcia i polaryzację społeczną – czyli chaos. Chiny w dużej mierze wcześniej skupiały się na dyplomacji publicznej, promującej pozytywny wizerunek Chin. Jednak w czasie tej pandemii widać, że próbują działać jak Rosjanie. Z jednej strony muszą naprawić swój wizerunek z początku pandemii, gdy zatajali informacje o zakażonych

Władimir Putin i Xi Jinping podczas spotkania w 2017 roku. Zdjęcie: kremlin.ru

– Chodzi o odsunięcie od siebie odpowiedzialności?

– Tak, bo już np. w Australii pojawiają się pomysły, by przeprowadzić międzynarodowe dochodzenie w sprawie braku reakcji Chin na wybuch epidemii. Chińczycy boją się, że w świecie mogą być uznani za tych, którzy doprowadzili do pandemii, nie informując o przypadkach zachorowań już w listopadzie ub.r. Twitty dyplomatów chińskich umieszczają początek epidemii w styczniu, dopiero wtedy, gdy poinformowały o niej chińskie władze. Jednak w mniejszym zakresie niż u Rosjan ich działania mają na celu wywoływanie chaosu.

Celem Chin nie jest bowiem rozczłonkowanie UE. Jest ona dla Chin najważniejszym partnerem handlowym. Tu interesy Chin i Rosji się rozmijają, ale łączy je narracja antyamerykańska.

Z punktu widzenia Rosji lepiej byłoby, gdyby UE się rozpadła i w Europie funkcjonowały jedynie państwa narodowe, z którymi Rosja lepiej potrafi się porozumieć. Z punktu widzenia Chin osłabienie UE jest na rękę, ale potrzebują też jej przetrwania, bo cenią sobie stabilność prowadzenia biznesu z Europą oraz potrzebują jej jako przeciwwagi dla Ameryki.

Rosja: koronawirus zaraża propagandę i gospodarkę

– Czy chińska strategia oddziaływania jest skuteczna?

– Wydaje się, że Chińczycy się nieco zagalopowali kopiując rozwiązania rosyjskie. Na przykład wykorzystanie botów do podbijania fałszywych informacji. To doprowadziło do tego, że w UE zaczęły być identyfikowane jako zagrożenie na równi z Rosją. Unijna komórka EastStratCom zajmująca się rosyjską dezinformacją zaczęła analizować nie tylko rosyjską, ale też chińską dezinformację.

I nie jest to po myśli Chińczyków, którzy chcą, by sympatia do ich kraju w Europie wzrastała. Jak na przykład we Włoszech, których obywatele uważają Chiny za jedno z państw im najprzyjaźniejszych.

Chcieliby zbudować swój wizerunek, by rozwijać swój biznes związany z technologiami np. 5G. A tu zostali sprowadzeni do poziomu agresywnie dezinformującej Rosji. I dlatego zapewne będą się wycofywać z takiej agresywnej polityki dezinformacji. Zrównanie Chin i Rosji w oczach Europejczyków osłabi ich możliwości ekonomiczne.

– Czy są dowody, że Chiny i Rosja współpracują ze sobą w organizacji i koordynacji kampanii propagandowych, czy też wymianie doświadczeń?

– Nikogo nie złapaliśmy za rękę, choć istnieją raporty o pewnym poziomie koordynacji pomiędzy Rosją i Chinami. Jednak ja podchodziłabym do tego z rezerwą. To też zależy od tego, co rozumiemy pod pojęciem koordynacja. Jeżeli chodzi np. o kopiowanie i przekazywanie dalej treści w sieciach społecznościowych, to faktycznie widać takie tendencje. Ale nie ma na razie dowodów, że organizatorzy takich kampanii z tych krajów są ze sobą w kontakcie i dogadują się na temat np. rozprzestrzeniania konkretnych postów.

Co do działania aktorów rosyjskiej dezinformacji to można stwierdzić, że bywają dość autonomiczni i czasem przeszkadzają interesom Kremla, np. rozprzestrzeniając treści antyamerykańskie w sytuacjach kiedy władze chciałyby się porozumieć. Z kolei Chiny są państwem bardziej scentralizowanym, gdzie przepływ informacji wewnętrznej jest lepiej kontrolowany. W Rosji jest on bardziej rozproszony.

Agnieszka Legucka, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), prof. Akademii Vistula.

Rozmawiał Jakub Biernat/belsat.eu

VOT TAK! Biełsat uruchamia portal informacyjny po rosyjsku

Wiadomości