Operacja “Zaprzysiężenie” – Łukaszenka nie zyskał nic na wiarygodności

Alaksandr
Kłaskouski

Zaprzysiężenie Alaksandra Łukaszenki, odbywające się w atmosferze niebywałej tajemnicy, po raz kolejny udowodniło jak bardzo boi się on przebudzonego narodu. Ceremonia, na której potajemnie zebrano popleczników władcy, w żaden sposób nie zmieniła wątpliwej prawowitości jego rządów.

Z jednej strony było jasne, że urządzanie takiej ceremonii w obliczu niesłabnących protestów będzie dolewaniem oliwy do ognia. Z drugiej strony czas już uciekał, ponieważ zgodnie z konstytucją, prezydent musi złożyć przysięgę przed upływem dwóch miesięcy od przeprowadzenia wyborów, a te odbyły się 9 sierpnia.

Jak Łukaszenka z zaskoczenia prezydentem się ogłosił

Łukaszenka postanowił nie naruszać przynajmniej tego wymogu prawnego, mimo że w czasie ostatniej kampanii wyborczej oraz tłumienia protestów, reżim złamał wszystkie możliwe przepisy.

Jeśli wódz chciał w ten sposób tchnąć zaufanie (lub przynajmniej pokazać nieuchronność swojej władzy) w swoich współpracowników: cóż, wszystkie formalności załatwione, teraz jestem prawowitym władcą przez kolejne 5 lat – to chyba nie osiągnął zamierzonego efektu. Wręcz przeciwnie. W ceremonii zaprzysiężenia, które przebiegło niczym operacja specjalna, podwładni jeszcze wyraźniej dostrzegli jak w lustrze słabości i fobie władcy.

Ten obraz już dawno spowszedniał. Ludzie widzą nie budzącego grozę, żelaznego władcę, a jedynie starca, który zagonił się w polityczną ślepą uliczkę

“To przypomina bardziej przestępczą schadzkę”

Atmosfera ceremonii, sama w sobie dała przeciwnikom Łukaszenki obfite pole do żartów.

– Szczerze mówiąc, przypomina to bardziej złodziejską schadzkę i pasowanie na jednego z nich – napisał na swoim profilu Paweł Łatuszka, członek Prezydium Rady Koordynacyjnej, która powstała z inicjatywy Swietłany Cichanouskiej, uważanej przez większość Białorusinów za faktyczną zwyciężczynię wyborów.

Za to masowe przekonanie, że Łukaszenka de facto władzę stracił, nie zachwiało się ani o centymetr, gdy szefowa Centralnej Komisji Wyborczej – Lidzija Jarmoszyna, wręczyła mu wczoraj oficjalne zaświadczenie o objęciu urzędu prezydenta. Zachód również nie uznaje go za prawowitego przywódcę. W szczególności podkreśliło to kierownictwo Unii Europejskiej.

Nawet Moskwa, mimo wsparcia Łukaszenki w trudnym czasie i obiecanej pomocy dla funkcjonariuszy bezpieki, nakłania go teraz do reformy konstytucyjnej i nowych wyborów, których ten oczywiście nie chce.

Analitycy sugerują, że w trakcie negocjacji 14 września w Soczi, strona białoruska złożyła w tej kwestii pewne obietnice prezydentowi Rosji. Jednak po powrocie do Mińska, Łukaszenka ogłosił, że nowe wybory odbędą się zgodnie z konstytucją, czyli jego zdaniem – za 5 lat, w odpowiedzi na co otrzymał zawoalowaną sugestię rosyjskiego ministra spraw zagranicznych – Siergieja Ławrowa. Ten, w wywiadzie dla telewizji RTVi wspomniał:

– Sam prezydent Republiki Białorusi – Alaksandr Ryhorawicz Łukaszenka przyznał, że być może się “zasiedział”… Jak powiedział białoruski lider, po reformie konstytucyjnej będzie gotowy do ogłoszenia przedterminowych wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Taka deklaracja zapewnia ramy, w których dialog krajowy jest jak najbardziej możliwy.

Na dialog i reformy przywódca nie jest gotowy

Jednak człowiek, który od 26 lat przyzwyczajony jest do rządzenia na Białorusi żelazną ręką, zdecydowanie nie jest gotowy na kompromis ani na prawdziwy dialog. Zamierza stłumić protesty, oczyścić scenę polityczną, a dialogiem próbuje nazywać zaplanowany na grudzień lub styczeń Wszechbiałoruski Zjazd Ludowy, na którym zostanie zaproponowany zarys nowej konstytucji.

Te wszechbiałoruskie zjazdy zostały w swoim czasie wymyślone jako odpowiednik zjazdów Komitetu Centralnego KPZR. Na te w pełni wyreżyserowane wydarzenia, dobiera się wyselekcjonowaną, w pełni lojalną grupę osób. Oczywiście, będzie ona posłusznie głosować za zmianą ustawy zasadniczej, w sposób korzystny dla Łukaszenki. Już wcześniej nie był on wielkim demokratą, ale nawet teraz, po prawdziwie rewolucyjnych wydarzeniach, które wstrząsnęły stworzonym przez niego systemem, nie zamierza szybko rozluźniać uścisku.

Nadchodzi zatem najwyraźniej tylko dekoracyjna zmiana konstytucji. Łukaszenka może na przykład wprowadzić urząd wiceprezydenta (tak jak zrobił to w Azerbejdżanie Ilham Alijew, obsadzając na tym stanowisku swoją żonę) albo wydłużyć kadencję prezydenta z 5 do 7 lat. W dodatku, po referendum w sprawie nowej konstytucji, kolejna kadencja może zostać wyzerowana (taką sztuczkę Łukaszenka zastosował po plebiscycie z 1996 roku). Przy takim obrocie spraw, Białorusini musieliby czekać na nowe wybory jeszcze bardzo długo.

Białorusini protestują przeciwko tajnemu zaprzysiężeniu Łukaszenki

Oczywiście jeśli zechcą oni czekać. Od razu po tajnym zaprzysiężeniu rozpoczęły się żywiołowe protesty. W najbliższą niedzielę, kiedy tradycyjnie odbywają się antyrządowe marsze, ludzi na ulicach może być niesłychanie dużo.

Między młotem a kowadłem

Jak widać, Łukaszenka znajduje się obecnie w nieciekawej sytuacji. Przestanie on być uznawany przez Zachód za prawowitego przywódcę, co wiąże się nie tylko z kosztami moralnymi, ale także szkodami gospodarczymi i utratą zachodniego wektora w polityce zagranicznej. Nacisk będzie wywierać także Moskwa, żądająca przekazania władzy oraz zapewne sprzedaży strategicznych aktywów, podpisania traktatów “pogłębienia integracji”. Ponadto, destrukcyjne procesy zaszły w samym systemie Łukaszenki. Nie jest on takim monolitem, jakim może się wydawać, a z czasem u urzędników pojawiają się coraz poważniejsze wątpliwości, czy pozostać na statku, który zdaje się tonąć.

Białoruś wyśmiała “koronację” Łukaszenki

Przede wszystkim – dzisiejsi Białorusini są zupełnie innymi ludźmi, niż Ci sprzed 26 lat. Teraz, to już nie przestraszeni rozpadem ZSRR obywatele, a świadomy politycznie naród, który mówi stanowcze “nie!” przestarzałemu despotyzmowi w centrum Europy.

Obecna kadencja nie będzie dla Łukaszenki wygodna i wcale nie jest pewne, że doczeka on jej końca na fotelu prezydenta.

Alaksandr Kłaskouskij – komentator polityczny dla vot-tak.tv

 

 

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów