Odcięte pogranicze: utracone dochody i wymuszona emigracja

Ograniczenia wyjazdu z Białorusi, które mają zacząć obowiązywać od 21 grudnia, już teraz są szeroko komentowane w nadgranicznych regionach kraju. Wielu ludzi w rozpaczy rozkłada ręce nie wiedząc, co będzie dalej. Transgraniczny biznes był dla nich jedynym źródłem dochodu. Inni – sprzedają dobytek i razem z rodzinami wyjeżdżają za granicę.

Koronawirus – pretekstem?

Oficjalnie zamknięcie granic lądowych na wyjazd z Białorusi ma przeszkodzić rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Ale eksperci są zdania, że prawdziwe przyczyny są polityczne.

Jak uważa politolog Waler Karbalewicz, taki ruch jest zemstą wobec tych, którzy emigrują z kraju z powodu prześladowań politycznych. Z ekonomicznego punktu widzenia to także możliwość zamknięcia granicy dla pracowników branży IT i biznesmenów. A dodatkowo – odcięcie drogi urzędnikom państwowym i przedstawicielom resortów siłowych, którzy postanowili odejść ze służby.

Białoruś: Po 20 grudnia zakaz wyjazdu z kraju przez granicę lądową

Wyjeżdżać za granicę będą mogli dyplomaci i kierowcy zatrudnieni przy przewozach międzynarodowych. Przyczyną wyjazdu może być też ciężka choroba lub śmierć bliskiej osoby oraz konieczność uzyskania pomocy medycznej. Do pracy, nauki lub z potwierdzeniem stałego miejsca pobytu za granicą można będzie wyjeżdżać raz na pół roku.

– Mogę przekraczać granicę każdym pojazdem firmowym – zapewnia Dzmitryj z Mińska, który pracuje jako kierowca w międzynarodowej firmie przewozowej z Polski. – Mam umowę z polską firmą i wizę do pracy, dlatego nie mam żadnych problemów. Także Białorusini, którzy pracują w krajach bałtyckich też nie mają kłopotów przy przekraczaniu granicy ciężarówką.

Inna sprawa, jeśli kierowcy TIR-ów zechcą zrobić to podróżując własnym samochodem lub komunikacją publiczną. Wtedy wyjechać z Białorusi będą mogli raz na 6 miesięcy.

Przeprowadzka do Polski? Z Kartą Polaka!

Anatol, mieszkaniec Brześcia, opowiedział nam, że jego znajomi starają się emigrować z kraju. Decyzja o zamknięciu granic przepełniła czarę goryczy.

– Praktycznie wszyscy moi znajomi, którzy mają Kartę Polaka, sprzedają teraz w Brześciu dobytek i śpieszą się z wyjazdem na stały pobyt do Polski. Wyrabiają go sobie i nie chcą już wracać na Białoruś.

Jak mówi nasz rozmówca, zjawisko to jest najbardziej rozpowszechnione wśród młodych ludzi, którzy wyjeżdżają całymi rodzinami.

– Z Kartą Polaka ludzie mają możliwość szybko dostać kartę stałego pobytu, a nawet polskie obywatelstwo – zauważa.

Sam mówi, że jeszcze nie wie, co zrobi:

– Gdybym był młody, to wyjechałbym stąd, ale w moim wieku trudno jest coś już zmieniać…

Anatol przez ostatnie lata nie był nigdzie oficjalnie zatrudniony. Utrzymywał się wyłącznie z nadgranicznego handlu. Teraz znalazł się w trudnej sytuacji:

– Sprzedałem niedawno samochód, bo miałem dwa. Mam więc z czego żyć przez jakiś czas. Ale ogólnie jest bardzo trudno – 20 lat żyję z granicy, a teraz już od lutego praktycznie ją zamknięto (przez Polskę, z powodu pandemii – belsat.eu) i pozostałem bez środków do życia. Ratuje tylko to, że miałem oszczędności, sprzedałem auto, oddałem złom do skupu za 1000 rubli.

Dziś po nadgranicznym handlu pozostały tylko wspomnienia. Już teraz białoruscy celnicy nie pozwalają wwozić żadnego towaru z Polski. Chociaż czasami robią wyjątki, z których korzystają mieszkańcy nadgranicznego miasta.

– Teraz jest ciężko na granicy – potwierdza nasz rozmówca. – Ludzi, którzy cokolwiek wiozą z Polski, zmusza się do wyrzucania całego towaru. Wiem, że niektórym udaje się wwieźć coś z Niemiec. Trzeba tylko pokazać paragony, że kupiło się towar tam.

„Iść do pracy za pensję? To lepiej już pić…”

Mieszkańcy innego dużego nadgranicznego miasta – Grodna – którzy też żyli z takiego biznesu twierdzą, że nie widzą żadnej alternatywy dla swojego dotychczasowego zajęcia. Znalezienie pracy na Białorusi nie rozwiąże problemu.

– Nie ma perspektyw, nie ma na co się spodziewać. Nie ma wariantów zarobku. Ludzie pozbywają się zgromadzonych wcześniej oszczędności. A iść do pracy za nędzną pensję? To lepiej już pić – ironizuje mieszkający w mieście nad Niemnem Aleksiej.

Ewentualne zamknięcie granic Białorusi uderzy głównie w jej sojuszników

Były niezależny dziennikarz i redaktor naczelny zlikwidowanej przez władze niezależnej gazety Pahonia Mikoła Markiewicz już od 10 lat zajmuje się przewozami pasażerskimi. Z Grodna do Białegostoku codziennie kursowały jego busy. Ale teraz nie ma pasażerów.

Leżąc na łopatkach

– Perspektywy są dziś bardzo niejasne. Nie wiadomo, co będzie z Covidem i sytuacją polityczną. Dzisiaj leżę na łopatkach. Nie padłem na kolana, nie znajduję się w innej pozycji, a po prostu leżę na łopatkach – nie ukrywa przedsiębiorca.

Jak mówi, w ciągu dnia ma teraz jednego albo dwóch pasażerów – bezmyślne wypowiedzi obecnych władz w Mińsku doprowadziły do tego, że cudzoziemcy w ogóle przestali jeździć, a przebywający w Polsce Białorusini nie chcą stamtąd wracać, bo się boją, że więcej już z Białorusi potem nie wyjadą.

– To zamknięty krąg… Mam nadzieję, że w marcu lub na początku kwietnia coś się zmieni w kwestii Covidu – nie traci nadziei Markiewicz.

Ale kolejne ograniczenia wyjazdu z Białorusi mogą doprowadzić do utraty dochodów i pogorszenia się sytuacji życiowej wielu innych obywateli – uważa ekonomista Leanid Zaika. I winni temu są wyłącznie obecni rządzący, kurczowo trzymający się władzy.

– To po prostu agonia tej władzy, bo podejmuje ona decyzje, które przeczą zdrowemu rozsądkowi. Ograniczenia wyjazdu uzasadnia tylko jedno: w kraju tworzy się obóz koncentracyjny z drutem kolczastym i to budzi poważne pytania w sąsiednich krajach i u społeczności międzynarodowej.

Czy Łukaszenka szykuje się na ostateczną bitwę?

A obywatele nie mogą zająć się swoim zwykłymi sprawami: pracować, kupować za granicą towary, spotykać się z krewnymi.

– I zmniejszają się ich dochody – nie ma wątpliwości ekonomista.

Siarhiej Jahorau, cez/belsat.eu

Wiadomości