Od wygnania do aneksji Krymu. 76. rocznica tragedii Tatarów Krymskich

18 maja 1944 r. o 3 w nocy na rozkaz Józefa Stalina rozpoczęto akcję deportacji Tatarów Krymskich. Pod pretekstem oskarżeń o kolaborację z III Rzeszą, wysiedlono z Krymu kilkaset tysięcy osób.

Jak podkreślają dziś liderzy Tatarów Krymskich, Sürgünlik, czyli wygnanie, było w istocie ludobójstwem mającym na celu zniszczenie całego narodu. Według sowieckich statystyk deportacja objęła 183 tysięcy ludzi – jednak tatarskie źródła podają, że było ich nawet 400 tysięcy. Większość wysiedlonych stanowiły kobiety, dzieci i starcy.

– Nikt nie spodziewał się tragedii. Moja babcia, Safie, miała wtedy 30 lat. Została w domu sama z czwórką dzieci, z których najmłodsze miało zaledwie 5 tygodni. Jej mąż w tym czasie bronił ojczyzny w szeregach Armii Czerwonej. Wczesnym rankiem, gdy świat dopiero budził się do życia, rozległo się walenie w drzwi. “Otwierać! Wstawać! Wszyscy na zbiórkę! Macie 15 minut by wyjść na ulicę” wykrzykiwali wojskowi stojący pod drzwiami – opowiada Biełsatowi Dilara Bekirowa, Tatarka Krymska z Bakczysaraju.

Jak podkreśla Dilara, pozostawiona sama sobie kobieta musiała wykonać rozkaz enkawudzistów. Zdążyła szybko ubrać dzieci i chwycić do ręki Koran, który podarowała jej wcześniej matka.

Pociągu wypełnione krymskotatarskimi wygnańcami wyruszyły z Krymu do Azji Środkowej, głównie na Ural, do: Uzbekistanu, Kirgistanu, Turkmenistanu, Kazachstanu i oddalonych regionów Rosji. Tylko podczas transportu do miejsca deportacji zginęło ok. 8 tysięcy osób, zaś kolejne kilkadziesiąt tysięcy umarło z głodu i chorób w ciągu pierwszego roku przebywania na wygnaniu. Deportowani byli traktowani w nieludzki sposób. Dochodziło do zbrodni, jak ta na Morzu Azowskim, gdzie celowo zatopiono barki w mieszkańcami wsi z okolic Arbatu, których nie zdążono przesiedlić pociągami.

– Dalej, duszne wagony, rozpacz, śmierć córeczki, ciężkie życie w barakach Uralu, potem Tadżykistan, gdzie babcia nie doczekała się upragnionego powrotu do domu. – dodaje kobieta.

Tatarzy zaczęli powracać na swoje ziemie dopiero pod koniec lat 80. Gdy wracali, często okazywało się, że ich domy zostały zajęte. Krym był miejscem w ZSRR w którym szczególnie chętnie osiedlano wojskowych i ich rodziny, co zmieniło zupełnie strukturę etniczną półwyspu. Tatarzy byli zmuszeni więc do zajmowania bez zgody władz nowych działek. Budowali prowizoryczne schronienia, potem domy i powoli udało im się odbudować swoją społeczność i kulturę na Półwyspie Krymskim.

Rusam Eminow. „Sonata księżycowa V”. Obraz poświęcony Tatarom zatopionym razem z barkami przez NKWD na Morzu Azowskim

Jednak dziś, potomkowie tych, którzy przeżyli deportację znów stali się obiektem represji, za sprawą nielegalnej aneksji Krymu przez Rosję.

– Nasza historia powtórzyła się w 2014 roku. Teraz ja, jej wnuczka, zostałam zmuszona by opuścić swój dom na Krymie i ruszyć w nieznane – stwierdza Dilara.

Rodzina Bekirowów znów musiała wyjechać z Krymu, tym razem po rosyjskiej interwencji zbrojnej i referendum uznanym przez władze Ukrainy i Zachód za nielegalne. Dilara i jej mąż pod okupacją wytrzymali pół roku. Pracowali jako nauczyciele, więc zdecydowali się zaczekać z wyjazdem do końca roku akademickiego. We wrześniu 2014 r. Dilara spakowała wszystko co najpotrzebniejsze i wraz z mężem i dwójką dzieci udali się w podróż na zachodnią Ukrainę.

– Tak jak moja babcia w 1944, wzięłam ze sobą ten sam Koran przechowywany w mojej rodzinie od pokoleń. Jedyne co mam, to moja wiara w Najwyższego Boga, wiara w lepszą przyszłość, wiara na powrót na swoją ziemię – mówi Dilara, która mieszka teraz jako uchodźca we Lwowie.

Wobec losu Tatarów Krymskich nie pozostali obojętni Polacy. Ze względu epidemię COVID-19 większość planowanych w różnych krajach obchodów 76- rocznicy tragedii krymskotatarskiego narodu zostało odwołanych. Dlatego grupa osób przejętych losem Tatarów Krymskich, w tym również kilku dziennikarzy m.in. Biełsatu, postanowiło wyrazić wsparcie członkom represjonowanego narodu.

W sieciach społecznościowych zostało opublikowane krótkie nagranie video w językach polskim i krymskotatarskim. Wystąpiło w nim ponad 70 osób, pragnących przekazać na Krym, że naród polski pamięta o losie jego mieszkańców.

– Deportacja Tatarów Krymskich w 1944 r. to ludobójstwo. Władza Rosji kontynuuje obecnie zbrodnie z 1944 r. – podkreślono.

Uczestnicy spontanicznego projektu wystąpili z kartkami zawierającymi nazwiska ponad 70 Tatarów Krymskich więzionych obecnie przez Rosję, apelując – “Wolność krymskotatarskim zakładnikom Kremla!”.

Na Krymie i w Rosji jest uwięzionych ponad 70 Tatarów Krymskich, zaś kolejnych 15 zostało porwanych przez funkcjonariuszy FSB i słuch po nich zaginął.

FSB zatrzymuje Tatarów na Krymie pod pretekstem „terroryzmu”

Tatarzy są prześladowani przez rosyjską władzę ze względów religijnych i politycznych. Choć członkowie narodu krymskotatarskiego nigdy nie przeprowadzili żadnego ataku terrorystycznego, oskarża się ich zwykle o terroryzm lub kontakty z organizacją Hizb ut-Tahrir (Partia Wyzwolenia), która działa legalnie w wielu krajach świata – w tym w USA czy Wielkiej Brytanii. W Rosji jest ona zakazana – za kontakty z nią grożą kary od 10 do 20 lat więzienia i od 500 tysięcy do miliona rubli grzywny.

Obrońcy praw człowieka podkreślają, że aresztowania przedstawicieli społeczności tatarskiej w istocie są represjami politycznymi i zemstą władzy Putina za sprzeciw Tatarów wobec aneksji Krymu.

Polacy – jeden z 9 „narodów ukaranych” w ZSRR WYWIAD

Monika Andruszewska/belsat.eu

Wiadomości