Nowy spór Białorusi i Rosji? Powód: elektrownia jądrowa

Białoruś stawia Rosjanom warunki, domagając się obniżenia oprocentowania kredytu zużytkowanego na budowę obiektu.

Na początku lutego litewski wywiad poinformował, że między białoruskimi strukturami kontrolującymi budowę elektrowni jądrowej w Ostrowcu a rosyjską firmą Rosatom wybuchł poważny konflikt. Takie dane opublikowano w raporcie Ministerstwa Obrony Litwy poświęconym zagrożeniom dla bezpieczeństwa. Prawdopodobnie konflikt ten stał się przyczyną kontroli, którą przeprowadziła białoruska agencja Dziarżatomkontrol, żeby wyjaśnić, czy elektrownia jest gotowa do przyjęcia paliwa jądrowego.

W Białoruskiej Elektrowni Jądrowej kontrola przed przyjęciem paliwa

Według Zmiciera Kruka, lidera białoruskiej Partii Zielonych Dziarżatomkontrol nie jest organem niezależnym i jest strukturą podległą Ministerstwu Energetyki. Jego zdaniem ta zależność od władzy pozwoli skierować rezultaty kontroli w wygodną przez władzę stronę.

O tym, że Rosatom przekroczył termin uruchomienia elektrowni, mówił wielokrotnie też Alaksandr Łukaszenka. Jego zdaniem powinna ona ruszyć w 2018 r., a za naruszenie warunków umowy grożą ogromne kary finansowe. 14 lutego Łukaszenka zarzucił Rosjanom przekroczenie terminów zakończenia budowy i zaproponował im obniżenie oprocentowania rosyjskiego kredytu.

– Zmniejszmy je do poziomu, tak jak budujecie na Węgrzech i w Wietnamie. Gdzieś do poziomu 3 proc. Nie będziemy wprowadzać sankcji. […] Jeśli terminy zostały przekroczone, zaczniemy kredyt wypłacać, nie po dwóch, ale po czterech, pięciu.

Łukaszenka stwierdził też, że rozmawiał na ten temat z Władimirem Putinem 7 lutego br., a jego rozmówca poparł jego pomysły. Jednak 11 lutego z rosyjskiego Ministerstwa Finansów przyszła odpowiedź. Wiceminister Siergiej Storczak stwierdził, że wydłużenie okresu wykorzystania kredytu i zmniejszenie jego oprocentowania „nie odpowiada teorii finansowej” i wezwał do szukania kompromisu „w innych obszarach”.

Pożar w elektrowni jądrowej. Władze Białorusi przyznały się po roku

Oznacza to, że Białoruś będzie musiała zapłacić, tak jak przewiduje umowa. Jednak ma ona też swoje asy w rękawie: międzynarodowy arbitraż, który może zasądzić rekompensatę za przekroczone terminy. Drugim narzędziem nacisku jest Dziarżatomkontrol, który może swoją decyzją odłożyć jej uruchomienie na dowolny okres. I w ten sposób zwiększyć kary dla korporacji Rosatom.

Jak podkreśla Kruk, między Rosją a Białorusią nie ma też umowy dotyczącej utylizacji paliwa jądrowego.

– Za dwa lata trzeba wyciągnąć pręty paliwowe, a nie mamy ich gdzie nawet składować, nie mówiąc o tym, że nie ma umowy dotyczącej utylizacji – uważa.

Kontrola Dziarżatomkontrolu może trwać do 30 dni. Trudno jednak przewidzieć jej efekt. Co pewne, może być ona kolejnym instrumentem Mińska w rozmowach z Kremlem. Z drugiej strony rosyjskie władze przyjęły kurs na odebranie Białorusi wszystkich możliwych preferencji i ulg. Pójście na ustępstwa w kwestii kredytu oznaczałoby odejście od tej strategii.

Białoruski ekonomista Jarosław Romańczuk podkreśla, że Białoruś nadal nie ma planu, jak spożytkować wyprodukowaną energię elektryczną. Uruchomienie dwóch bloków zapewni połowę potrzebnej krajowi energii elektrycznej. Białoruś zatem nie ma co zrobić z nadwyżkami. Ostatnia decyzja Ukrainy, by w maksymalny sposób wykorzystać swoje moce produkcyjne, sprawia, że znika ostatnia szansa na uzyskanie dużego kontraktu na eksport elektryczności.

– Do dziś nie wiemy, jak będziemy wykorzystywać, komu będziemy sprzedawać energię elektryczną z Białoruskiej Elektrowni Jądrowej. Myślę, że strona białoruska stara się zrobić wszystko, by nie płacić odsetek kredytu do czasu, gdy nie zostanie rozwiązana kwestia sprzedaży energii – podkreśla białoruski ekonomista Jarosław Romańczuk (biał. Jarasłau Ramańczuk).

Na Litwie powstał ruch przeciwko elektrowni jądrowej. Białoruskiej

Białoruska elektrownia jest głównym punktem zapalnym ograniczającym rozwój relacji z EU. Wynika to z radykalnego stanowiska władz w Wilnie. Stąd bierze się niedawna zgoda białoruskich władz na dopuszczenie do obiektu europejskich ekspertów ds. energetyki jądrowej oraz gotowość do rozmów ze strona litewską, o czym niedawno mówił szef MSZ Uładzimir Makiej. Jeżeli jednak w ich rezultacie uruchomienie elektrowni odsunie się w czasie, to i tak bez porozumienia z Rosją, Białoruś będzie musiała spłacać kredyt nawet za niedziałającą elektrownię.

Całość w materiale Aliny Kouszyk:

ak,jb/belsat.eu

Wiadomości