Nowy premier Ukrainy: rząd nie będzie ukrywał się na Facebooku

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Denys Szmyhal pochodzi ze Lwowa i mówi po polsku. Na to jaki będzie miał stosunek do Polski, większy wpływ będą miały jednak interesy jego patrona, oligarchy Rinata Achmetowa.

Być może nie powinniśmy za bardzo przyzwyczajać się do nazwiska nowego premiera Ukrainy. Denys Szmyhal, którego wczoraj zatwierdziła Rada Najwyższa (parlament), jako szefa rządu, to nazwisko nowe w wyjątkowo szybko kręcącej się karuzeli nominacji ekipy Wołodymyra Zełenskiego. Właśnie dlatego, że karuzela ta nabiera obrotów, wczoraj mianowany premier może być za kilka miesięcy wspomnieniem takim samym jak jego poprzednik, Ołeksij Honczaruk. Lecz równie dobrze może się sprawdzić i zabawić w gabinecie ministrów dłużej.

Zwłaszcza, że ławka rezerwowych ekipy Zełenskiego jest wyjątkowo krótka, a chętnych do objęcia urzędu w ekstremalnie trudnych warunkach jest niewielu. Szmyhal to wbrew pozorom nie jest nazwisko zupełnie nieznane. Urzędnik i menadżer z dużym doświadczeniem na średnim poziomie zarządzania w strukturach państwa. Na pewno większym, niż poprzednik, Honczaruk. Kiedy miesiąc temu wszedł do rządu jako minister ds. gmin (de facto od polityki samorządowej), jasne było, że jest poważnie promowany. I już wtedy mówiło się, że może być zamiennikiem dla Honczaruka. Z tego właśnie powodu trudno będzie o nim mówić, jako o niezależnym szefie rządu. Jego promotorem jest bowiem oligarcha Rinat Achmetow.

Menedżer ze Lwowa

Kandydaturę Szmyhala na premiera długo negocjowano. Wcześniej na giełdzie nazwisk pojawiali się Serhij Tihipko, Wałerij Choroszkowskiego, a nawet obecny minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow. Polityczno-dziennikarski światek Kijowa plotkował o jeszcze bardziej fantastycznych kandydaturach. I rzeczywiście się pojawiały, bo ekipa Zełenskiego to nie monolit, a raczej znajdujące się w fazie nieustannej „burzy mózgów” zebranie zarządu start-upu przeprowadzające bez przerwy castingi. Nic dziwnego, że do ucha prezydenta co chwilę podszeptywano nowe nazwisko „zbawcy” na posadzie szefa rządu. Szmyhala mocno promował Andrij Jermak, nowy i coraz bardziej wpływowy szef Biura Prezydenta.

Nowy premier Ukrainy mówi po polsku

Sam Zełenski uznał, że trzeba zbudować przeciwwagę wobec wpływów Ihora Kołomojskiego i dogadać się z Rinatem Achmetowem, drugim najpotężniejszym ukraińskim oligarchą. Z punktu widzenia Zełenskiego nowy rząd jest zbawieniem. Na początku roku wypaliło się paliwo obietnic z czasów kampanii wyborczej. Ukraińcy coraz częściej domagali się konkretów i prawdziwych reform, oraz poprawy warunków życia. Ludzie prezydenta widzieli to w przeprowadzanych regularnie badaniach opinii. Widzieli też, że rząd Honczaruka kompletnie nie radził sobie z zarządzaniem gospodarką.

Kiedy Szmyhal występował wczoraj przed parlamentem powiedział, że jego najważniejszym zadaniem jest nie dopuścić do kryzysu gospodarczego. Nie będzie miał łatwego zadania, bo w spadku po Honczaruku otrzymał budżet z ogromną dziurą oraz stojącego obok oligarchę Kołomojskiego domagającego się, bagatela, ok. 5 mld. dolarów rekompensaty za Prywat Bank. Nie pomoże też Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), który mówi, że nie da kredytów, jeśli mają iść na spłacanie Kołomojskiego.

– Mój rząd, który nie będzie się chował na Facebooku, będzie wychodził do ludzi i rozwiązywał ich problemy – obiecał we wczorajszej przemowie w radzie nowy premier, robiąc złośliwą aluzję do zafascynowanego mediami społecznościowymi poprzednika, ale i prezydenta, który komunikuje się głównie przez Facebooka.

Szmyhal ma doświadczenie, które może mu pomóc w uporaniu się z problemami. Pochodzący ze Lwowa czterdziestoczterolatek był samorządowcem, prowadził własne biznesy raczej drobnego kalibru, pracował w bankach i korporacjach oraz zarządzał elektrownią w Bursztynie (obwód iwanofrankowski). Był również przez rok szefem obwodowej administracji w Iwano-Frankowsku.

Ma solidne, ekonomiczne wykształcenie i zaliczone stypendia na uczelniach w Belgii, Kanadzie i Niemczech. Niewątpliwie należy do nowego, otwartego na świat pokolenia ukraińskich urzędników. Z szerokimi horyzontami, wiedzą i doświadczeniem w zarządzaniu dużymi strukturami, jak przedsiębiorstwo energetyczne, czy obwód.

Człowiek Rinata?

Oficjalnie Denys Szmyhal odżegnuje się od powiązań z Achmetowem. Mówi, że oligarchę widział tylko w telewizji. Wcale nie musi kłamać. Achmetow zarządza swoim biznesowym imperium w inny sposób, niż np. Kołomojski. Niezmiernie rzadko kontaktuje się bezpośrednio ze swoimi podwładnymi. Nawet z takimi, jak Szmyhal, który był dyrektorem bursztyńskiej elektrowni należącej do koncernu DTEK.

Achmetow ma swoje wąskie grono współpracowników i to oni budują kontakty z poszczególnymi szczeblami piramidy biznesowego imperium, a sam oligarcha najczęściej kieruje nim ze swoich rezydencji w Londynie, czy na Lazurowym Wybrzeżu (np. z kupionej dwa miesiące temu za 200 mln. euro willi Les Cedres). Osobiście spotyka się tylko z prezydentami Ukrainy i to rzadko.

Pracując w DTEK Szmyhal zyskał jednak zaufanie ekipy Achmetowa. I ta zaczęła go promować. Zresztą Achmetow ma w samej partii Sługa Narodu i w administracji Zełenskiego wielu stałych i jeszcze więcej doraźnych sojuszników. Ma też ważne sprawy do załatwienia. Interesy Achmetowa były przez pierwsze kilka miesięcy rządów Zełenskiego zagrożone.

W otoczeniu prezydenta było sporo sojuszników Kołomojskiego, a i sam Zełenski nie mógł zerwać z oligarchą, który mu pomagał w czasie wyborów. Kołomojski chciał m.in. udziałów w energetyce i torpedował rozwiązania prawne korzystne dla Achmetowa. Tymczasem konwencjonalna energetyka na Ukrainie jest niemal zmonopolizowana przez DTEK, koncern Achmetowa. Pól konfrontacji jest zresztą więcej.

Obejmując urząd szefa rządu Szmyhal będzie musiał uwzględniać interesy różnych grup oligarchicznych. Niewątpliwie nie zapomni jednak, kto mu pomógł w zdobyciu urzędu i jakie obietnice złożone przez Achmetowa Zełenskiemu to kosztowało. Biznesowe imperium Achmetowa to także media, np. stacja Ukraina24. Nowy premier będzie potrzebował medialnego sojusznika, zwłaszcza, że atakować go będą nie tylko stacje Petra Poroszenki, ale też najprawdopodobniej media Kołomojskiego.

Jeśli Szmyhalowi uda się w ciągu najbliższych tygodni opanować nieco chaos i sprawić wrażenie, że zarządza procesem wdrażania reform (choćby reformą rynku rolnego, która jest na etapie głosowania kolejnych z 4 tysięcy poprawek) to zyska na pewno w oczach Ukraińców i zagranicy.

To drugie wrażenie, w oczach zagranicy będzie równie ważne, gdyż rząd będzie czekało prawdopodobnie negocjowanie kolejnych transz kredytów. W Polsce Szmyhal na razie robi dobre wrażenie. A zwłaszcza, że nowy premier mówi po polsku i pochodzi z bliskiego Lwowa. Nie należy jednak do tego przywiązywać zbyt dużej wagi. Po polsku mówi, a przynajmniej świetnie rozumie wielu ukraińskich polityków, np. były szef IPN Wołodymyr Wiatrowicz, czy były premier Wołodymyr Hrojsman. I nic specjalnego z tego nie wynika.

Polska może być ważnym partnerem dla reformującej się Ukrainy. Dlatego ważniejsze będzie to, czy nowy premier będzie w stanie w jakikolwiek sposób zbudować choćby minimum samodzielności między grupami wpływu oligarchów i chaotycznie działającą, upojoną wynikami sondaży administracją Zełenskiego.

INNE TEKSTY AUTORA W DZIALE OPINIE.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów