„Notatki z podróży” po przedwyborczej Białorusi. Rozmowa z Januszem Gawrylukiem

Lida. 31 lipca 2020 r. Zdj. Janusz Gawryluk

Janusz Gawryluk, podróżnik, dokumentalista, operator i współpracownik Biełsatu wybrał się w tych dniach na Grodzieńszczyznę. Jego bezwizowy, turystyczny wypad zbiegł się w czasie z ostatnim weekendem kampanii wyborczej na Białorusi. Belsat.eu zapytał go, jak wygląda ten przedwyborczy klimat, czy odczuł go podróżnik z zagranicy.

– Wjechałeś na Białoruś zwyczajnym rejsowym busikiem, jadąc do Grodna jako turysta. Tyle tylko, że na tydzień przed wyborami. Czy na granicy dało się odczuć jakiś szczególną atmosferę, jakieś napięcie? Czasem nawet pierwsze spotkanie z przedstawicielami władz – czyli z pogranicznikami i celnikami – daje wiele do myślenia…

– To prawda. Pojechałem w piątek na Białoruś jako autentyczny turysta. W plecaku miałem dwie kawy, które przemycałem na prośbę kierowcy busa, jakąś czosnkową bułę i butelkę wody mineralnej. Celnika najbardziej zainteresowały czarne klapki, które kupiłem przed samym wyjazdem…

– Nie potraktował tego jako prowokacji lub politycznej kontrabandy? Przecież to przecież klapkami przeciwnicy Alaksandra Łukaszenki chcą przepędzać „wąsatego karalucha”.

– No uśmiechnął się mimo woli… A jak jeszcze powiedziałem mu po białorusku, że jadę do Grodna „zabawić się z przyjaciółmi” , to uśmiechnął się naprawdę szeroko i już nic ode mnie nie chciał. Nawet nie sprawdzał już dalej plecaka.

– Właśnie na sobotę w Grodnie zaplanowano wielki wiec niezależnej kandydatki i obecnie głównej konkurentki Łukaszenki Swiatłany Cichanouskiej. Ale ty od razu pojechałeś gdzie indziej?

– Tak, wybrałem się najpierw do Lidy. To też strefa bezwizowa, więc stwierdziłem, że jak już jestem, to zobaczę, co dzieje się i tam.

Opisywałeś w Facebooku, jak musiałeś tłumaczyć się ze swoich „dziwnych zainteresowań”. Na szczęście tylko… właścicielowi wynajmowanej przez ciebie kwatery, który także woził cię po mieście. A dokładniej zawiózł w jedno miejsce. Cytujesz waszą rozmowę z Witalikiem tak:

– Kawał drogi. Chcesz na wiec wyborczy? Po co ci to?

– Naoglądałem się w Internecie dużo na temat waszych wyborów. Chcę zobaczyć jak to wygląda w realu.

–Wygląda więc na to, że sam nie był za bardzo przekonany do wieców i mitingów?

– To ten rodzaj Białorusina, który dystansuje się jak może od polityki i którego nie interesują „takie rzeczy”. Bo pracuje na własny rachunek i „to mu wystarcza”. Jego najmocniejszą deklaracją, która padła w rozmowie, kiedy jechaliśmy na wiec, była zapowiedź, że w ogóle nie pójdzie na te wybory głosować.

– Łukaszenka nic mi złego nie zrobił – mówił. – Nawet miałem na niego głosować. Ale teraz nie pójdę na wybory, bo jednak przesadził z tym wsadzaniem do więzień.

– Ale?…

– Ale potem stało się coś zabawnego. Kiedy podjeżdżaliśmy na miejsce, jednak się przełamał. Widząc idące na spotkanie z Cichanouską tłumy ludzi, nagle przemyślał sprawę i stwierdził… że też zostanie na wiecu.

– Żeby zobaczyć samemu, o co chodzi – jak się wyraził.

– A ty co zobaczyłeś na tym wiecu? I kogo – zaangażowanych zwolenników opozycji, czy też takich „Witalików”? Opisujesz, że to ci sami ludzie, których spotykałeś w metrze, busikach i na bazarach podczas twoich wielokrotnych przyjazdów na Białoruś:

„Z jedną tylko różnicą. Poprzednie twarze były otępiałe, zasmucone i pogrążone w wewnętrznym niebycie. Te miały wypisaną nadzieję” – piszesz.

– Naprawdę miło było zobaczyć paru takich chłopaków z osiedla, takich pacanów, jak to się u nich mówi, w dresach chodzących z teleskopówkami, na których końcu powiewały biało-czerwono-białe flagi. Przyznam, że wyglądało to bardzo organicznie, a przecież mogli przyjść z oficjalną – czerwono-zieloną. Takich było zaledwie dwie, a tych pierwszych coś około dwudziestu.

– A to dalsze słowa twoich notatek z podróży:

„Gdy wchodzi na scenę Świeta Cichanouskaja, tłum się podnieca, krzyczy, bije brawo bez koordynacji wodzireja. Widać, że [ludzie] znaleźli lidera. z którym się utożsamiają”.

– Jak twoim zdaniem Białorusini odbierają Swiatłanę oraz towarzyszące jej na każdym wiecu Weranikę Capkałę i Maryję Kalesnikową, które utworzyły z Cichanouską zjednoczony sztab, kiedy wyeliminowano z wyborów ich kandydatów?

– Wiece, które prowadzą te trzy tak różne kobiety po całej Białorusi, to rodzaj zbiorowej terapii, oswojenia ze strachem. Nie chodzi o nawoływanie do demonstracji 9 sierpnia, a raczej o przełamanie bariery i masowe wyjście w celu obrony swojego głosu. Bo co jeszcze można zrobić kiedy władza kłamie i używa do tego państwowych instytucji? Sztab tej „trójcy” otrzymał duży bagaż zaufania ze strony społeczeństwa.

Nie wiem, czy nawet Łukaszenka w 1994 r. miał takie poparcie. Do tej pory na każdą rzucaną przez władzę kłodę nowej opozycji, kiedy wydawało się, że jest pozamiatane, sztaby jednak przeskakiwały przeszkodę i znowu wychodziły na prowadzenie w tej gonitwie. Do finału coraz bliżej. Przypominają mi się słowa bankiera Wikatara Babaryki zanim został zamknięty, gdy postanowił kandydować:

– Nie wchodzę do gry, której nie mogę wygrać.

Na wiecu Swiatłany Cichanouskiej w Mińsku niespotykane tłumy – nawet 64 tys. uczestników FOTO, WIDEO

Rozmawiał Cezary Goliński, belsat.eu

Wiadomości