Noc przed mińskim aresztem: władze zwalniają swoich zakładników FOTOREPORTAŻ

Areszt przy ulicy Akreścina w Mińsku. Noc z 13 na 14 sierpnia 2020 r. Zdj. Vot-tak.tv / belsat.eu

Pod aresztem należy stać spokojnie, nie pyskować milicji i nie wykrzykiwać politycznych haseł ani bić brawa wychodzącym. Za radosne fetowanie zwalnianych, aresztanci nadal więzieni są bici przed strażników – mówią , ci którzy znaleźli się na wolności.

Pierwszy sygnał o tym, że mają się otworzyć bramy aresztów, do których w ciągu ostatnich dni trafiło ok. 7 tys. osób, wysłała wczoraj wieczorem Natalla Kaczanawa, szefowa wyższej izby białoruskiego. Zapewniała ona, że prezydent Alaksandr Łukaszenka „wysłuchał opinii kolektywów pracowniczych” i postanowił rozwiązać sprawę masowych aresztowań uczestników protestów. Już wtedy Kaczanawa zapewniała, że na wolność wypuszczono ok. tysiąca przetrzymywanych.

Dzień piąty: początek końca terroru, czy taktyczne ustępstwo władz?

 

Na ich zwolnienie lub po prostu na wieści o nich, przed murami aresztów czekały każdego dnia dziesiątki i setki osób. Non stop. Krewni, bliscy, wolontariusze… Ci ostatni starają się na własną rękę pomagać tym, którzy w ogóle nie wiedzą, gdzie szukać dzieci, żon i mężów. Np. w areszcie w Żodzinie list zatrzymanych nie aktualizowano od 9 sierpnia, czyli dnia wyborów. Przed aresztem na Akreścina w Mińsku też jest tłoczno.

– Odsuńcie się, zejdźcie z jezdni! – na zmianę krzyczą i syczą ochotnicy.

Pilnują, by kilkusetosobowy tłum nie zrobił nic, co mogłoby rozzłościć personel aresztu.

– Lepiej ich nie drażnić – wyjaśniają.

Areszt przy ulicy Akreścina w Mińsku. Noc z 13 na 14 sierpnia 2020 r. Zdj. Vot-tak.tv / belsat.eu

Pod aresztem należy stać spokojnie, nie pyskować milicji i nie wykrzykiwać politycznych haseł ani bić brawa wychodzącym. Dlaczego? Wyjaśniają to ci, którzy już wyszli.

– Za krzyki słyszane z zewnątrz, jest bicie wewnątrz – mówili naszym korespondentom, którzy również czekali na ich uwolnienie.

Na zewnątrz wszystko jest zorganizowane. Nazwiska wychodzących grupami po kilka, kilkanaście osób, ochotnicy zapisują na listach, które zaraz potem są wrzucane do internetu, gdzie na różnych grupach w komunikatorach krewni poszukują zaginionych.

Pani Hanna przez cały dzień siedziała na stołeczku przed aresztem, teraz – zmęczona – okryła się kocem.

– Najbardziej się martwię, że się rozminiemy, a on przecież nie wie, że ja tu czekam na niego – mówi o swoim synu Saszy.

Jechał na rowerze, gdy zatrzymała go milicja. Ma 27 lat.

Dziennikarz Biełsatu: „W areszcie było bicie i bochenek chleba na 13 osób”

Natalla w dzień stała pod aresztem i zapisywała nazwiska wychodzących. Na pytanie o to, czy jest wolontariuszką, odpowiedziała, że jest żoną.

– Nie mogę znaleźć męża od czterech dni – opowiadała.

Zorganizowała sieć pomocy razem z innymi żonami. To nie tylko operatywne przekazywanie nazwisk do grup w internecie, ale też przygotowanie posiłków dla wychodzących i innego wsparcia.

Areszt przy ulicy Akreścina w Mińsku. Noc z 13 na 14 sierpnia 2020 r. Zdj. Vot-tak.tv / belsat.eu

Oczekujący w końcu się ich doczekali. Przed północą z mińskiego aresztu przy ul. Akreścina zaczęto wypuszczać zatrzymanych.

– Część z nich było mocno pobitych, niektórzy z trudem się poruszali – relacjonowali nasi korespondenci.

Dlatego czuwający przez ostatnie dni pod aresztem wolontariusze natychmiast zaapelowali w social media:

– Przyjeżdżajcie samochodami, ludzi trzeba rozwieźć po domach!

Również dlatego, że wypuszczano ich bez dokumentów, pieniędzy i telefonów.

Areszt przy ulicy Akreścina w Mińsku. Noc z 13 na 14 sierpnia 2020 r. Zdj. Vot-tak.tv / belsat.eu

Więźniowie zdawali wstrząsające relacje: po zatrzymaniu nie dawano im wody i jedzenia, nie wypuszczano do toalet. Za to regularnie bito. Bili ich ludzie w maskach – według ustalanych przez siebie kryteriów. Zatrzymanych oznaczano, malując im na twarzach i odsłoniętych częściach ciała znaki różnymi kolorami markerów lub wypisując na placach cyfry. Od nich zależało, czy więzień miał być katowany bardziej lub mniej dotkliwie.

Tortury i rozpacz bliskich. Co się dzieje w białoruskich aresztach

– Tutaj jest bardzo kulturalnie. Nie biją tak jak na komendzie milicji. Czasami nawet mówią na „pan”. Co prawda również nie karmią, ale za to dają wodę – powiedział chwilę po wyjściu z aresztu.

Na prośbę zebranych zdejmuje spodnie, by pokazać fioletowe od siniaków nogi.

– Nie wiem, czemu bili akurat po nogach, może, żeby więcej nie wychodzić na protesty? – zastanawia się.

Opowiada, że w rejonowym oddziale milicji w dzielnicy frunzeńskiej wszystkich zatrzymanych zapędzono do salki gimnastycznej, w której byli bici pałkami. Podobne historie opowiadali inni zatrzymani, w tym obywatele polscy, którzy w czwartek wyszli na wolność. Jeszcze kilku mężczyzn prezentuje dokładnie takie same siniaki jak u Alaksieja.

Areszt przy ulicy Akreścina w Mińsku. Noc z 13 na 14 sierpnia 2020 r. Zdj. Vot-tak.tv / belsat.eu

Natychmiast po wyjściu zwolnieni dostawali – wedle życzenia – wodę, herbatę, papierosa. Jeśli było im chłodno – koc – relacjonowała korespondentka Polskiej Agencji Prasowej. Obok dyżurowali medycy, którzy w razie czego szybko udzielali pomocy. Np. mężczyźnie, który dostał ataku epilepsji. Przy areszcie na stałe dyżuruje karetka pogotowia.

– On upadł – powiedziała kobieta, która właśnie przed chwilą przywitała przed bramą aresztu swojego syna. – Mamo, tu się to zdarza co dwie minuty…

Ochotników, którzy odwożą zwolnionych do domu zebrało się aż za dużo. W pobliżu aresztu sformowała się cała kolumna samochodów. Organizatorzy akcji pomocowej zaczęli się bać się, że robią niepotrzebny tłum.

Faktycznie, mimo, że jest już 2 w nocy, na Akreścina jest jeszcze ponad pięćset osób.

Areszt przy ulicy Akreścina w Mińsku. Noc z 13 na 14 sierpnia 2020 r. Zdj. Vot-tak.tv / belsat.eu

– Do 6 rano wypuścimy wszystkich zatrzymanych – obiecał im wiceminister spraw wewnętrznych Alaksandr Barsukou, który godzinę wcześniej przyjechał czarnym SUV-em pod areszt.

W krótkiej rozmowie z dziennikarzami zapewnił, że zatrzymanych nie bito i nie stosowano wobec nich przemocy. W nocy z Akreścina wyjechała dyrekcja aresztu – wszyscy naczelnicy mieli na twarzach kominiarki.

cez/belsat.eu wg PAP i informacji naszych korespondentów

 

Wiadomości