Nobel dla Putina

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Pokojowa nagroda Nobla dla Władimira Putina – to brzmi jak szyderstwo. W świecie rosyjskiej propagandy znaczenia słów są odwracane i nagroda za pokój należy się prezydentowi przez 15 lat prowadzącemu wojny.

Do tegorocznej pokojowej nagrody Nobla zgłoszony jest Władimir Putin. Rosyjskiego prezydenta zgłosił pisarz Siergiej Komkow, znany z literatury, delikatnie mówiąc, pochwalnej wobec Kremla. Rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow zakomunikował, że to nie Kreml stoi za kandydaturą Putina do Nobla. I dodał skromnie, że jeśli Putin dostanie nagrodę to świetnie, jeśli nie, to nic strasznego się nie stanie.

Skoro biuro prasowe oficjalne zajęło stanowisko, to jasne jest, że właśnie wśród kremlowskich PR-owców narodził się pomysł, by za pomocą Nobla odwrócić trochę uwagę od mniej przyjemnych oskarżeń rosyjskich władz o otrucie Aleksieja Nawalnego, czy wspieranie bijącego własnych obywateli Alaksandra Łukaszenki.

Nawalny kpi z Putina: Nowiczoka uwarzyłem sobie w kuchni

Jednocześnie Kreml buduje wśród Rosjan dość absurdalnie wyglądającą akcją noblowską przekonanie, że Putin faktycznie ma wpływ na losy świata i zależy mu na pokoju. Tylko niewdzięcznicy z Zachodu tego nie doceniają i nieustannie krytykują rosyjskiego przywódcę.

Bóg wojny

Władimir Putin rozpoczął rządy, jako premier w 1999 r., od wojny w Czeczenii. Tzw. druga wojna czeczeńska jest autorskim projektem Putina. Formalnie trwała dekadę – do zakończenia stanu wojny w 2009 r., choć faktycznie najbardziej krwawy okres gorących walk to pierwsze pięć lat. W 2008 r., kiedy Putin znowu był premierem, a prezydentem Dmitrij Miedwiediew, Rosja przeprowadziła operację wojenną przeciw Gruzji. Po zakończeniu stanu wojennego w Czeczenii, Rosja przez pięć lat nie brała udziału w konfliktach zbrojnych. W 2014 r. rosyjscy żołnierze wzięli udział w agresji przeciw Ukrainie. Rozgrywała się na Krymie i w Donbasie. Rok potem rosyjska armia zaangażowała się w kolejny konflikt zbrojny – w Syrii.

Początkowo w walkach brało udział tylko lotnictwo i siły specjalne. Rosjanie stosowali zarówno punktowe, jak i mniej precyzyjne bombardowania, atakując miasta i osiedla z cywilami. Wojna w Syrii była (i jest) wyjątkowo krwawa. Mimo to Kreml chełpi się, że pokonał tzw. Państwo Islamskie i doprowadził do pokoju. Faktycznie islamiści są rozbici, ale wysiłkami całej, międzynarodowej koalicji. Rosja natomiast wspierała głównie Baszara al-Assada, chroniąc dyktatora przed upadkiem.

Najnowsza odsłona rosyjskiego zaangażowania militarnego to Libia. Rosjanie są tam obecni, ale nieoficjalnie. Wspierają siły generała Chalify Haftara przeciw rządowi z Trypolisu (popieranemu przez Turcję i Katar). Tylko w ostatnich dniach spadł strącony tureckimi rakietami Mig-29, a potem śmigłowiec Mi-8. W obu znajdowali się rosyjskie załogi. Oficjalnie jednak „ich tam nie ma”. Są to najemnicy – wyposażeni w rosyjską broń i sprzęt, jakiego używa armia i nie da się go kupić w sklepie, a już na pewno bez wiedzy i zgody Ministerstwa Obrony.

Sondaż: Polacy przekonani o agresywnej polityce Kremla wobec Warszawy

W ten sposób w ciągu dwóch dekad rządów Putina Rosja nie była zaangażowana w konflikty zbrojne tylko przez pięć lat. A jeśli za takie zaangażowanie wziąć udział w operacjach specjalnych, typu działania hybrydowe, to będzie to okres jeszcze krótszy. Konflikty, w których brali udział rosyjscy wojskowi z polecenia Kremla miały też charakter zaczepny i agresywny, wywracający porządek międzynarodowy (jak aneksja Krymu, pierwsze w Europie od czasu II wojny zbrojne przejęcie terytorium innego państwa).

Gołąbek pokoju

Siergiej Komkow powiedział, że kandydatura Putina do Nobla to test intencji komitetu noblowskiego.

– Albo rządzą nim siły ciemności i są gotowi głosować na wszelkiego rodzaj siły zła, albo są rzeczywiście potomkami wielkiego Nobla – powiedział Komkow.

I dodał, że jeśli Putin nie dostanie nagrody to komitet noblowski należałoby zamknąć. W tych słowach zawarte są głębokie kompleksy i pretensje kremlowskich elit. Od dawna wysyłają one sygnały, że działalność Putina jest na świecie niedoceniana.

Nagroda pokojowa im. Alfreda Nobla lądowała już w rękach zaskakujących postaci ze świata polityki. Dostał ją choćby Barrack Obama „na zachętę”, zanim zdążył cokolwiek zrobić. Dziś nominowany jest Donald Trump, który przynajmniej rzeczywiście patronuje porozumieniu Izraela z arabskimi państwami Zatoki Perskiej i rozmowom między Serbią i Kosowem. Putin miałby dostać Nobla za walkę z Państwem Islamskim.

Zresztą Putin był już zgłaszany kilka razy, bez powodzenia. W 2007 r. pierwszy raz – za rzekomo innowacyjny pomysł utworzenia państwowej korporacji zajmującej się nanotechnologiami. Jak się później okazało, w korporacji ujawniono przypadki korupcji, a Rosja przełomu w nanotechnologiach nie dokonała. Sześć lat później Putin znowu był zgłoszony – za rolę pokojową w konfliktach za Kaukazie, m.in.. w Osetii Południowej.

Biorąc pod uwagę wojnę w Czeczenii i Gruzji, ta propozycja zabrzmiała jak szyderstwo. Później Putin był zgłaszany jeszcze raz, za zaprowadzenie pokoju w Syrii. Zgłoszenie pojawiło się akurat wtedy, gdy trwały ciężkie, rosyjskie bombardowania Aleppo.

Za każdym razem rosyjskie podchody wokół pokojowego Nobla miały jakiś aspekt propagandowy. Miały pokazywać Putina, jako lidera: w technologiach, zaprowadzaniu pokoju za miedzą, czy światowej walce z terroryzmem. Za każdym razem wyglądały jak w krzywym zwierciadle. I faktycznie, były to odbicia w krzywym zwierciadle rosyjskiej propagandy. W jej logice Kreml po prostu ma rację i buduje alternatywny świat wobec tego zachodniego, liberalnego i demokratycznego. W jego świecie wszystko jest na opak. Nic więc dziwnego, że i pokojowa nagroda Nobla dla „boga wojny” po prostu się należy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów