Nieustające zagraniczne tournee, czyli dyplomacja Cichanouskiej

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Swiatłana Cichanouskaja jest równie ważnym czynnikiem nacisku na władze, jak uliczne demonstracje. W dyplomatycznej ofensywie buduje alternatywę wobec ograniczonego wyłącznie do relacji z Kremlem Aleksandra Łukaszenki.

„Ulica i zagranica” to popularna publicystyczna teza. Jednak bardziej znana w Polsce. Na wschodzie, kiedy ktoś chce straszyć społecznym buntem, częściej mówi się o złowrogiej „technologii kolorowych rewolucji”. Paradoksalnie „ulica i zagranica” lepiej pasuje do opisu lęków Alaksandra Łukaszenki i Władimira Putina.

Z „ulicą” wszystko jest jasne. Czemu obaj przywódcy się jej boją, widać od 9 sierpnia co tydzień, a czasem codziennie, kiedy przeciw protestom wysyłane są coraz brutalniejsze zastępy sił milicyjnych. Z „zagranicą” sprawa jest już bardziej skomplikowana. UE i USA wprowadziły wprawdzie pakiet sankcji i wielokrotnie potępiały działania Łukaszenki, oraz wzywały do zatrzymania represji. Mają jednak ograniczone do sankcji pole manewru.

W rzeczywistości filarem polityki zagranicznej wobec Łukaszenki stała się Swiatłana Cichanouskaja. Opozycjonistka wyrosła na główny środek nacisku na władze w Mińsku. I to mimo trudnej sytuacji w jakiej się znalazła. Znajduje się przecież na przymusowej emigracji na Litwie. Była gospodyni domowa od pierwszych chwil po wygnaniu jej z Białorusi prowadzi aktywną, samodzielną i wielowektorową politykę zagraniczną. Skutecznie buduje potencjał polityczny w Europie.

Berlin: Swiatłana Cichanouskaja przyjęta przez Angelę Merkel

Robi to w odróżnieniu od Łukaszenki, którego polityka zagraniczna od sierpnia ograniczona jest do Rosji. Dziś do Mińska przyjeżdża Siergiej Ławrow i rosyjski minister spraw zagranicznych jest obecnie dla Łukaszenki jedynym oknem na świat: posłańcem z Kremla z którym można próbować negocjować warunki wsparcia dla pogrążonej w kryzysie Białorusi.

Podróże Swiatłany

Proste zestawienie spotkań z czołowymi, europejskimi i zachodnimi politykami Swiatłany Cichanouskiej i Alaksandra Łukaszenki pokazuje gigantyczną dysproporcję. Cichanouskaja w ciągu trzech miesięcy odbyła więcej takich spotkań i wizyt w Europie (wliczyć należy również spotkania online, gdyż mają one taką formę tylko z uwagi na pandemię), niż Łukaszenka w ciągu dekady. Co więcej, wyśmiewana przez Łukaszenkę „gospodyni domowa” w sto dni spotkała się z większym gronem poważnych przywódców, niż białoruski prezydent w czasie całej swojej kariery.

Litwa chce szybszych sankcji przeciwko biznesowemu zapleczu Łukaszenki

W ubiegłym roku w listopadzie białoruski prezydent był z oficjalną wizytą w Wiedniu. Była to pierwsza od ponad dekady wizyta zagraniczna na tym poziomie (był w tym czasie jedynie w Watykanie). W tym roku Łukaszenkę odwiedził Wiktor Orban. Politykę zagraniczna Mińska charakteryzowała gigantyczna dysproporcja. Łukaszenka wizytował, lub podejmował przede wszystkim polityków z Rosji, Kazachstanu, Azerbejdżanu, Ukrainy, Wenezueli, czy Chin.

Na przeszkodzie aktywności dyplomatycznej z państwami Zachodu stały sankcje – zakazywały Łukaszence wjazdu do krajów UE do 2016 r. Oraz auto-sankcje, z których białoruski prezydent uczynił fundament swojej polityki zagranicznej. Czyli konsekwentne bojkotowanie zaproszeń i obrażanie się na europejskich polityków. Po rozszerzeniu w październiku sankcji personalnych UE również o Łukaszenkę, szans na wizyty i kontakty z zachodnimi politykami pełniący obowiązki prezydenta Białorusi nie ma.

Cichanouskaja pogratulowała Bidenowi zwycięstwa

Kalendarium aktywności zagranicznej Cichanouskiej robi za to wrażenie. Przedwczoraj spotkanie online z prezydentem Litwy Gitanasem Nausedą. Tydzień temu w czwartek – wizyta w Holandii i spotkanie m.in. z premierem Markiem Rutte. Dwa dni wcześniej była w Sztokholmie na spotkaniu ze szwedzką minister spraw zagranicznych Anną Linde. 6 października spotkanie z Angelą Merkel w Berlinie. Tydzień wcześniej – rozmowa z Emmanuelem Macronem w Wilnie. W Brukseli na rozmowach z europarlamentarzystami, ministrami spraw zagranicznych i szefem unijnej dyplomacji Josepem Borrellem Cichanouskaja była 21 wirześnia. 4 września wystąpiła na nieformalnej Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

W Polsce Białorusinka była dwa razy: na początku września, m.in. na Forum Ekonomicznym w Karpaczu i forum premierów Grupy Wyszehradzkiej, oraz 20 października. Za każdym razem rozmawiała z Mateuszem Morawieckim. Jeszcze wcześniej, 22 sierpnia spotkała się w Wilnie z zastępcą amerykańskiego sekretarza stanu Stephenem Biegunem.

Warszawa: Cichanouskaja podziękowała Polsce za pomoc

Do tej imponującej listy należy dorzucić liczne rozmowy z politykami, obrońcami praw człowieka, światowymi mediami. I to wszystko dysponując skromnym gronem doradców, bez liczonego w tysiącach ludzi aparatu administracyjnego. Rozmowy mają na celu przede wszystkim pozyskanie sojuszników w wywieraniu presji na Łukaszenkę. Z jednej strony Cichanouskaja zbudowała bliskie kontakty z bezpośrednio zainteresowanymi sytuacją na Białorusi sąsiadami: Litwą i Polską. Z drugiej z państwami zwyczajowo mocno zaangażowanymi we wspieranie demokracji i walkę o prawa człowieka: Holandią, czy Szwecją.

Znamienne było np. poruszenie w czułej na te kwestie Holandii kwestii odpowiedzialności karnej białoruskich organów bezpieczeństwa (OMON i HUBAZiK). Cichanouska namawiała holenderskich polityków do wsparcia idei trybunału dla sprawców przemocy wobec Białorusinów.

Cichanouskaja rozpoczęła proces uznania OMONu i HUBAZiKu za organizacje terrorystyczne

No i wreszcie próbuje nakłonić do większego zainteresowania europejskie potęgi: Francję, czy Niemcy. Oraz unijne instytucje. To przemyślana strategia pozyskania zarówno idealistów, jak i państwa bezpośrednio zainteresowane, oraz bardziej pragmatyczne i uwzględniające swoje interesy na Wschodzie potęgi.

Wiadomość dla Kremla

Jednocześnie, tym razem ustami swojego doradcy ds. międzynarodowych – Franka Wiaczorki, Cichanouska wysyła sygnały, że opozycja prowadzi jakieś rozmowy z otoczeniem Łukaszenki. Ich celem jest deeskalacja, oraz doprowadzenie do ustąpienia samo-zaprzysiężonego prezydenta. Cichanouskaja mówi też, że nie ma żadnych kontaktów z Kremlem. W ten sposób obala pojawiające się zwłaszcza na początku protestów teorie, jakoby były one inspirowane z Rosji w celu osaczenia Łukaszenki i osłabienia go. O ile nie są inspirowane, to z pewnością Rosja chciała je wykorzystać.

Doradca Cichanouskiej: Prowadzimy negocjacje z przedstawicielami Łukaszenki przez pośredników

 

Po trzech miesiącach sytuacja zabrnęła tak daleko, że obecnie przedłużający się na Białorusi kryzys jest dla Moskwy problemem. Widać to choćby po rosyjskich mediach rządowych – nie wiedzą jak tłumaczyć Rosjanom „Białoruś”. Jednak zaangażowanie Cichanouskiej w rozmowy z Moskwą byłoby na razie błędem, gdyż pozwoliłoby na prowadzenie operacji dyskredytacji liderki opozycji, jako marionetki Kremla. Do takich rozmów Cichanouskaja musi nabrać politycznej „masy”. Zachodnie media i politycy i tak są zwykle pełne nadmiarowego przekonania w potęgę rosyjskich intryg.

Ucięcie tego typu spekulacji i wzmacnianie pozycji przez rozmowy z Zachodem jest więc sukcesem Cichanouskiej, a jej dyplomatyczna aktywność zawiera przy okazji ukrytą wiadomość dla Kremla: nie zawładniecie i nie wykorzystacie białoruskiego protestu.

Cichanouskaja na liście osób poszukiwanych przez rosyjskie MSW

Kalendarium spotkań liderki opozycji i ich tematyka mówi wprost, że Cichanouskaja jest dla Rosji czynnikiem konkurencyjnym i niewygodnym. Bo to dla Putina nie do przyjęcia jest upadek Łukaszenki pod presją „ulicy i zagranicy”. Tymczasem Kreml nie ma kontroli nad Cichanouską. Dla Rosji nie jest problemem sam białoruski bunt, gdyż z rosyjskiej perspektywy przyniósł on pewne korzyści: Łukaszenka pogrążył się w izolacji, jest obciążony sankcjami i ma odciętą drogę do manewrów z Europą. Jest teraz słaby i zdany tylko na rosyjską pomoc, czyli łaskę i niełaskę. Oczywiście tak było tylko na początku. Determinacja Białorusinów zaskoczyła Moskwę i stworzyła trudną dla niej, kryzysową sytuację.

Białoruski scenariusz wyglądałby dla Rosji korzystniej, gdyby nie owa „zagranica”, czyli aktywność Cichanouskiej. To ona stwarza niepokojącą Kreml (i oczywiście Łukaszenkę) perspektywę, że białoruski protest może się zakończyć utratą przez Moskwę monopolu na zarządzanie polityką na Białorusi. Obserwując przekaz rosyjskich mediów widać, że nie ma jeszcze na Kremlu przekonania, jak traktować Cichanouską. Owszem, np. przed zapowiadanymi przez nią strajkami rosyjskie media szydziły, że „Swieta” popełniła falstart, że opozycja jest słaba.

Cichanouskaja nie jest jednak wrogiem numer 1, nie jest demonizowana jak na możliwości rosyjskiej propagandy. To może świadczyć o tym, że również Kreml liczy się z tym, że będzie ona ważnym i samodzielnym czynnikiem w białoruskiej polityce ery „po Łukaszence”.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Więcej tekstów autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów