„Nadchodzi wojsko Pana” – białoruscy protestanci zasiedlają duchową pustynię


Chrzest protestantów w Pińsku

Duży jednorodzinny dom za wysokim płotem gdzieś na obrzeżach Mińska. Wokół tereny fabryczne, kolejowe bocznice. Za płotem gwarno, co rusz ktoś wchodzi przez furtkę, za którą dwóch mężczyzn wita każdego z wchodzących słowami „Pokój z Tobą”. Zgromadzeni przechadzają się po podwórku – rozmawiają ze sobą po białorusku – co na zrusyfikowanej Białorusi nie jest zbyt powszechne. Zaraz zacznie się nabożeństwo w protestanckiej wspólnocie Jana Chrzciciela. Na dany znak wszyscy wchodzą do domu – gdzie w głównej sali gromadzi się ok. 60 osób.

Nabożeństwo zaczyna się krótkim czytaniem, dalej następuje modlitwa – wszystko po białorusku. Nie taka, jaką znamy z katolickich czy prawosławnych kościołów. Modlący się szepczą pod nosem tajemnicze słowa i wyrzucają w górę ręce w okrzyku „Chwała Tobie, Panie”. Modlitwa jest przerywana pieśniami wykonywanymi przez zespół, któremu towarzyszy cała sala. Atmosfera entuzjazmu udziela się wszystkim.

„Pasza, dziękujmy Bogu, że wytrwałeś”

Przychodzi czas na świadectwa. Każdy może wystąpić i opowiedzieć, co mu się udało w ostatnim tygodniu i podziękować Bogu za wsparcie. Na początku diakon wzywa Pawła. Dwudziestokilkuletni chłopak dopiero wyszedł z wojska. „Pasza, dziękujmy Bogu, że wytrwałeś” – słychać. Pomocnik pastora opowiada tymczasem, jak udało mu się nie spóźnić na pociąg w Wilnie – wszytko dzięki boskiemu wstawiennictwu. Ważnym tematem jest też Ukraina – prowadzący nabożeństwo prosi, by obecni pomodlili się o to, by Bóg wygnał całe to „diabelstwo z Ukrainy” – czyli w domyśle rosyjskich wojskowych – i wspomógł swą łaską odbywające się tam wybory.

Ukraina jest tez jednym z wątków kazania i analizy Listu do Fillipian. Zdaniem prowadzącego nabożeństwo – Ukraińcy zostali sparaliżowani przez zło i nie zrobili nic, by przygotować się do obrony. Pomocnik pastora podkreśla wagę znajomości historii, przywołując postać Józefa Piłsudskiego, który od najmłodszych lat słyszał o porażkach polskich powstańców. „On zrozumiał, że by wygrać – trzeba mieć wojsko i zorganizował polską armię. Postawił sobie jasny cel”. Dostaje się też Europie, która popada w dekadencję na tle wzmacniającej się Rosji.

„Nadchodzi wojsko Pana”

Kolejna opowieść dotyczy dziecięcego rajdu śladami białoruskiego rycerstwa w Nieświeżu. „I wyobrażacie sobie, kilkadziesiąt dzieci w strojach rycerskich, z tarczami i mieczami przed Urzędem miasta (Harwykankamem) idzie i śpiewa „Nadchodzi wojsko Pana”. Aż ludzie zatrzymywali się i wypytywali, kto my tacy” – opowiada organizator. Faktycznie w kraju, w którym nawet za klaskanie czy też polityczną obecność na milczących akcjach można trafić do aresztu, opis religijnej manifestacji małych chrześcijan robi wrażenie.

Protestantyzm pojawia się i znika

Protestantyzm na Białorusi pojawiał się, zamierał i znowu się odradzał. Na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego protestantyzm pojawił się w XVI wieku i miał charakter elitarny. Do Reformacji dołączyli przede wszystkim przedstawiciele magnaterii i szlachty, na przykład, potężne rody Radziwiłłów, Sapiehów, Kiszków, Chodkiewiczów, Tyszkiewiczów, Dorogostajskich i innych. W 1572 roku wśród senatorów WKL było 16 protestantów, trzech prawosławnych i trzech katolików. Wraz z Kontrreformacją ruch protestancki zaczął zamierać, aż praktycznie utracił swoją ciągłość.

„Moża i praudu jany każuć?”

Pod koniec XIX i na początku XX wieku Białorusini zaczęli wyjeżdżać do Ameryki. Niektórzy wracali, przywożąc ze sobą nowe obyczaje religijne – odcinające się od „zepsutych” katolicyzmu i przede wszystkim prawosławia. W białoruskich wioskach zaczęli pojawiać się pierwsi jak ich nazywano „sekciarze”. Obszerny ustęp poświęcił im polski dziennikarz i pisarz Józef Mackiewicz w wydanym w 1938 r. zbiorze swoich reportaży pt. „Bunt Rojstów”.

– Mackiewicz pytał białoruskich protestantów, na czym polega ich nauka? „Na Ewangelii i dobrych uczynkach. My jesteśmy chrześcijanie, reszta to tylko zapisani chrześcijanie w książkach metrycznych i więcej nic. Do cerkwi chodzą a piją, kradną i mordują, w karty grają, palą, złorzeczą. Czy to są chrześcijanie? Niech sam pan powie? Czy ja mieszkam wśród chrześcijan, skoro muszę dobytek zamykać na siedem zamków? To nie są chrześcijanie” – usłyszał od zielonoświątkowca z Radoszkowicz – miasteczka na zachód od Mińska.

Do dziś, gdy rozmawia się z protestantami o innych odłamach chrześcijaństwa – da się wyczuć pewną wyższość. Ewangelicy, by podkreślić swoją wyjątkową bliskość do Boga, w odróżnieniu od przedstawicieli innych konfesji nazywają się “wierzącymi”. “W poleskich wioskach prawosławni czasem nazywają protestantów świętymi, a to za sprawą ich absytynencji” – potwierdza Wasyl, dziennikarz z Pińska.

Mackiewicz uważał, że masowe pojawienie się protestantyzmu wśród Białorusinów mieszkających w Polsce przed II wojną było „mistyczną reakcją na pobliską sowiecką granicę”. Jego zdaniem, chłop białoruski pod wpływem wieści o kołchozach odwrócił się od komunizmu, a nie widząc rozwiązania dla swoich bied na ziemi, zwrócił się do Boga. „Tam (w ZSRR – red.) źle i tu źle. – Wtedy od wsi do wsi idą inni ludzie, trzymają w ręku Ewangelię świętą i głoszą coś nowego. To coś nowego, to ratunek może? To jest siła atrakcyjna nowości, zmiany ”moża i praudu jany każuć?” (może oni mówią prawdę? – belsat.eu) – pisał. W międzywojennej Polsce protestanci pierwsi przetłumaczyli Nowy Testament i Księgę Psalmów na współczesny język białoruski.

Wiara w podziemiu

Tamę rozwijającemu się na zachodniej Białorusi protestantyzmowi położyło wchłonięcie wschodnich ziem Rzeczypospolitej przez ZSRR. Wierni protestanccy byli prześladowani przez władze komunistyczne, dlatego musieli działać w podziemiu. W czasach stalinizmu działaczy protestanckich orzekano “wrogami ludu”, rozstrzeliwano, przesiedlano lub wysyłano do GUŁAGu. W czasie II wojny światowej władze radzieckie wysyłały ich na Syberię za rzekome sympatie proniemieckie. Wspólnoty protestanckie zawsze były inwigilowane, ponieważ komuniści obawiali się buntu. Na tajne spotkania zborów zazwyczaj przychodzili donosiciele. „Podejrzewano, że jeden z mężczyzn, który zaczął uczęszczać na zebrania wiernych, jest kapusiem, ale nie można było tego udowodnić. Na jednym ze spotkań ktoś z wiernych po przeczytaniu fragmentu Ewangelii poprosił, by podzielił się przemyśleniami. Mężczyzna strasznie zmieszany wstał i pośpiesznie wyszedł, uważając, że go zdemaskowano. Więcej nie pokazywał się na zgromadzeniach.” – opowiada ewangeliczka z Pińska.

Nowa fala protestantyzmu pojawiła się na Białorusi wraz z upadkiem komunizmu, który praktycznie zniszczył życie duchowe na ogromnych przestrzeniach ZSRR. Wtedy z podziemia wyszło wiele kościołów i najbardziej zahartowanych wiernych. Również z zagranicy zaczęli przyjeżdżać misjonarze. Wśród nich był również katolicki aktywista z Polski Jarosław Łukasik. Według relacji wiernych, miał on usłyszeć od Boga, że musi wyjechać na Białoruś i odwdzięczyć się narodowi, który wydał takich ludzi jak Adam Mickiewicz czy Józef Piłsudski i wiele zrobił dla polskiej kultury i historii. Aktywista założył w Mińsku przy kościele św. Rocha wspólnotę charyzmatyczną, która po jakimś czasie wyszła z Kościoła katolickiego i włączyła się w ruch zielonoświątkowy.

Elita kraju – protestanci

Po latach Kościół Jana Chrzciciela stał się największą białoruskojęzyczną wspólnotą, która łączy modlitwę z białoruskim patriotyzmem. Kościół działa legalnie, jednak białoruskie władze mają na jego działalność oko. W roku 2007 deportowano z Białorusi pastora Jarosława Łukasika. Zarzucono mu “działalność na szkodę narodowym interesom Białorusi”. W lutym 2012 roku doszło do napaści na budynek zboru oddziału OMON podczas spotkania historycznego koła dyskusyjnego „Litwiński Klub”. Pretekstem do napaści miało być rzekome zgłoszenie o obecności narkotyków w domu modlitwy. Funkcjonariusze wdarli się przez okno do budynku i zatrzymali uczestników spotkania, których potem wypuszczono. Możliwe, że była to prowokacja ze strony władz, gdyż do wspólnoty Jana Chrzciciela należy wielu zadeklarowanych opozycjonistów.

Jak choćby Paweł, który dopiero wrócił z wojska. Chłopak był przedtem niepraktykującym prawosławnym, lecz stał się protestantem właśnie dzięki kontaktom z liderami opozycyjnego “Młodego Frontu” Zmicierem i Nastą Daszkiewiczami. „Mój pobór do wojska miał motywy polityczne. Byłem uczniem technikum budowlanego, ale administracja skreśliła mnie z listy specjalnie przed poborem do wojska”, – twierdzi. Paweł zrezygnował natomiast ze złożenia przysięgi oficjalnym władzom Białorusi, za co trafił do brygady kolejowej. „Uznałem to za niepotrzebne, skoro przysięgałem już przed Bogiem w “Młodym Froncie” – dodaje. Okazało się, że w jego oddziale służyła ponad setka innych „wierzących”. „Byli tam protestanci innych odłamów – baptyści, adwentyści. Służyła w niej więc można powiedzieć elita naszego kraju – protestanci. Oprócz tego rozmaici kryminaliści, którym wojsko bało się dać bron do ręki” – przyznaje się. Paweł podkreśla jednak, że nie doświadczył szykan ze strony dowództwa. Nikt nie czepiał się jego białoruskiego – niektórzy po prostu nie rozumieli, co mówi. Wraz z innymi wierzącymi miał możliwość spotykania się na nabożeństwach. Chłopak przyznaje, że dla białoruskich władz największym zagrodzeniem są protestanci i katolicy. „Jesteśmy niezależni od władzy i robimy to, co uważamy za konieczne i jak nam każe Pan” – dodaje.

Ucieczka z „duchowej pustyni”

Pomocnik pastora Juraś również przeszedł drogę od prawosławia do zielonoświątkowców i kościoła Jana Chrzciciela. Sam, jak mówi, pochodzi ze wschodniej Białorusi, którą nazywa „duchową pustynią”. Rodzice choć ochrzcili go w cerkwi, nie byli na liturgii nawet w święta. Do wspólnoty trafił przez swojego kolegę z wydziału historii – który zaprosił go do zboru. „Gdy trafiłem, tam akurat dyskutowano na temat Boga, czy też człowieka z punktu widzenia Biblii. Zainteresowało mnie to, bo jeszcze w dzieciństwie pragnąłem żyć w otoczeniu dobrych ludzi okazujących miłość. Potem okazało się, że moje dziecięce marzenie okazało się być mrzonką, a i do tego sam zacząłem robić złe rzeczy. Ale potem trafiłem do kościoła i usłyszałem, kim jest człowiek w Bożym planie”. Białoruskość przyszła potem – bodźcem do tego była obecność w zborze ludzi nie wstydzących się mówić w ojczystym języku.

Juraś przyznaje, że na Białorusi nieraz traktuje się protestantów podejrzliwie. „Gdy powiedziałem swojej żonie, że zostałem protestantem, wpadła w histerię, że trafiłem do sekty. Ale jak dwa razy ją tu przyprowadziłem, zmieniła zdanie”. Problemem są też rodzice – wielu z nich uważa, że odejście od prawosławia do protestantyzmu – to zdrada wiary przodków. „W rzeczywistości ci ludzie sami zdradzili swoją wiarę i dawno w Boga nie wierzą, ale stereotyp istnieje” – dodaje.

– „Panie, Ty wyznaczyłeś nam wąski szlak, z którego w każdej chwili zejść możemy, – ale nie zejdziemy, bo Ty jesteś z Nami”. – Protestanci wierzą, że wszytko, co im się przydarza dobrego, odbywa się nie bez boskiej interwencji.

Protestancki sprzeciw

Na nabożeństwie spotykamy Nastę Daszkiewicz. Jej mąż Zmicier Daszkiewicz w sierpniu 2013 roku został wypuszczony po 2,5 roku więzienia. Aresztowany został w przeddzień wyborów prezydenckich w grudniu 2010 r. pod pretekstem napadnięcia na przechodnia. Wtedy był jeszcze narzeczonym Nasty. Para wzięła ślub cywilny w więzieniu, a ceremonia religijna odbyła już po wyjściu właśnie w otoczeniu członków kościoła Jana Chrzciciela. Nasta jest sama, bo Zmiciera znowu na kilka dni wsadzili do więzienia rzekomo za opór milicji, która chciała go wylegitymować. Dla Nasty, która w wieku 12 lat straciła matkę, pytanie o istnienie Boga było bardzo bolesne. „Nie chodziłam do cerkwi, a rodzice ochrzcili mnie, gdy miałam 7 lat. Czułam, że moja wiara nie ma fundamentów, nie dysponowałam odpowiednią wiedzą” – mówi. Właśnie w wieku 12 lat przyłaczyła się do “Młodego Frontu” i tam zaprzyjaźniła się ze Zmicierem Daszkiewiczem. „On cały czas powtarzał jedno zdanie – „tracisz swoją szansę”. I tak zaprosił mnie, bym przystąpiła do kościoła” – dodaje.

Według aktywistki, bycie protestantem nie oznacza automatycznie bycia opozycjonistą. Jednak wyznanie to promuje niezależność w myśleniu. „Ogólnie protestanci nie boją się wypowiadać swojego zdania i rozumieją, że nie można człowiekowi zabierać wolności. Bywają takie wspólnoty, które choć nie specjalnie są probiałoruskie, a jednak wspierają więźniów politycznych. Są też kościoły, które kompletnie odcinają się od polityki”. Według niej, bycie protestantem dodaje sił w działalności opozycyjnej: „Ciężko jest żyć latami w systemie totalnej niesprawiedliwości i zachować godność”. Żal jest jej ludzi, którzy marnują się w walce z dyktaturą wpadając np. w alkoholizm. „Mam wrażenie, że niewierzący szybciej się wykruszają, bo nie mają w sobie nadziei.” Przyznaję, że wiara pomogła jej przetrwać więzienie, a Biblia doradziła, jak przeżyć ciężkie momenty. Daszkiewicz podkreśla, że wiara jest mocnym wsparciem dla osób, mających życiowe problemy – na modlitwę do protestantów przychodzą ludzie, którzy niegdyś weszli w konflikt z prawem, alkoholicy i narkomani.

Dzieci Lutra

Pastor kościoła Antoni Bokun uważa się za pełnokrwistego protestanta w duchu Lutra czy Kalwina. „Nasza wspólnota przeżyła takie doświadczenia, jak Marcin Luter czy Jan Kalwin. Założyciele naszego Kościoła, jak i pierwsi Reformatorzy, będąc w Kościele Katolickim, zapragnęli duchowej odnowy” – opowiada.

Pastor stawia sobie za cel chrystianizację białoruskich patriotów i białorutenizację białoruskich chrześcijan. Odrzuca model Białorusina-chłopa. „Działacze białoruskiego odrodzenia narodowego na początku XX wieku wybrali model opierający się na białoruskiej ludowości. Janka Kupała, choć był szlachcicem, pisał: “Jestem chłopem-Białorusinem, panem sochy i kosy. Odtąd wszystkich Białorusinów zaczęto kojarzyć z kulturą chłopską. Władze radzieckiej Białorusi wzmocniły tę ideę “sierpem i młotem” – dodaje Bokun.

Siła wspólnoty

Zwykle po nabożeństwie zbór zamienia się w kawiarnię. Ludzie kupują kawę i ciastka, siadają przy stolikach i długo rozmawiają. Wspólnota protestancka zdaje się silniejsza pod tym względem od katolickiej parafii, szczególnie w większym mieście, gdzie po mszy ludzie rozchodzą się do domów, lub prawosławnej wspólnoty, gdzie ludzie wychodzą z cerkwi nawet przed zakończeniem liturgii. Zbory protestanckie rozsiane są praktycznie po całej Białorusi, choć raczej nie mają tak pro-białoruskiego charakteru. Jedni widzą w nich sposób na zapełnienie pustki duchowej, inni – miejsce dla ludzi zagubionych. Jeszcze inni traktują je jako centra charytatywne, które przyciągają ludzi z mniejszych miejscowości, nie tyle duchowością, co realną pomocą materialną uzyskiwaną z zagranicy. Jednak protestantyzm nadal żyje, a w domu modlitwy, gdzie zbierają się wierni wspólnoty Jana Chrzciciela, panuje duch dawnej, chwalebnej historii białoruskich ziem. Zamiast obrazów i ikon osłoniętych haftowanymi ręcznikami na ścianach sali, gdzie modlą się wierni, wiszą dawne herby Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Jakub Biernat/Wiktar Szukiełowicz/Biełsat

www.belsat.eu/pl/

Zobacz też
Komentarze