Naczelny Naszej Niwy skazany po 1,5 miesiąca za udział w manifestacji

Redaktor naczelny „Naszej Niwy” stanął przed sądem za udział w nielegalnej manifestacji. Proces rozpoczął się dopiero po tym, jak postawiono mu nowe zarzuty w całkowicie innej sprawie: zarzucono mu zniesławienie wiceszefa MSW.

Podczas rozprawy Jahor Marcinowicz nie zgodził się z zarzutem, jakoby miał brać udział w nielegalnym zgromadzeniu w nocy z 10 na 11 sierpnia. Dziennikarz twierdzi, że w czasie, gdy w Mińsku trwały tłumione przez milicję masowe protesty, jechał po żonę, również dziennikarkę Adarię Husztyn, do miejsca skąd relacjonowała zajścia. Został jednak po drodze zatrzymany przez oddziały specjalne, wyciągnięty z samochodu i zabrany do więźniarki, a następnie pobity. Do rana przebywał w dwóch różnych aresztach, a rodzina nie została poinformowana o jego losie. Został jednak zwolniony bez stawiania zarzutów, gdy funkcjonariusze dowiedzieli się, że mają do czynienia z pracownikiem mediów.

Półtora miesiąca później okazało się, że zarzuty jednak zostały postawione. Świadkiem w sprawie był inspektor milicji Kanstancin Sawienia, który opisał zatrzymanie w zupełnie inny sposób niż podsądny. Twierdził, że podejrzany nie zastosował się do polecenia rozejścia się. Nic nie wspominał o samochodzie. Choć białoruskie media informowały o godzinie 2.09, że doszło do zatrzymania Marcinowicza, milicjant twierdził, że stało się to godzinę później.

Sędzia sądu dzielnicy Zawadski Rajon Tacciana Niakrasawa nie zwracając uwagi na te nieścisłości, skazała dziennikarza na karę 405 rubli – ok. 800 zł.

Białoruś: redaktor naczelny Naszej Niwy wyszedł na wolność

Skazanie Marcinowicza zbiegło się z postawieniem mu kolejnych zarzutów. 23 września w domu dziennikarza funkcjonariusze wydziału bezpieczeństwa wewnętrznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przeprowadzili rewizję. Redaktor naczelny Naszej Niwy trafił na przesłuchanie do siedziby Komitetu Śledczego, skąd przewieziono go do aresztu śledczego przy ul. Akreścina, gdzie spędził kolejne trzy dni. Jest podejrzanym w sprawie kryminalnej o zniesławienie zastępcy ministra spraw wewnętrznych Alaksandra Barsukowa, na którego temat napisał artykuł. W tekście padło stwierdzenie, że Barsukou w areszcie przy ul. Akreścina przesłuchiwał i pobił jednego z zatrzymanych.

Białoruska milicja przeszukała mieszkanie szefa internetowej gazety Nasza Niwa

– – Obiecali, że jeśli powiem, od kogo otrzymałem informację o Barsukowie, wypuszczą mnie do domu ze statusem świadka (a nie oskarżonego – belsat.eu). Pytali, kto zapłacił za zniesławienie Barsukowa, ile zapłacili DJ-owi Sakałouskiemu za zniesławienie Barsukowa. Ale najważniejsze pytanie – dlaczego nie wyjechałem z Białorusi jak Cichanouskaja; lepiej się żyje za granicą – mówi Biełsatowi naczelny „Naszej Niwy”.

Areszt za protest song. W Mińsku skazano dźwiękowców

md / belsat.eu

Wiadomości