Nabór do polskiej szkoły w Grodnie wznowiono. Pomogli dyplomaci

Wiadomo już, że do przyjętych wcześniej 58 dzieci dołączy jeszcze 20. Ale na razie jeszcze ich nie zapisano, a chętnych jest o wiele więcej.

Trzy dni w kolejce i… bez powodzenia

Rodzice, którzy w tym roku zamierzali zapisać swoje dzieci do szkoły z polskim językiem nauczania w Grodnie, dyżurowali po trzy doby, żeby złożyć tam dokumenty. Była lista kolejkowa, ludziom nie zawsze udawało się zachować wymagany w czasie epidemii dystans socjalny – po prostu było tłoczno… Rano rodzice szli do pracy, a po pracy – wracali pod szkołę.

Ale jak mówi prezes Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys, podobna sytuacja trwa już przez ostatnie pięć lat.

– Przyczyna jest taka, że białoruskie władze na wszelki sposób sprzeciwiają się poszerzaniu nauczania w języku polskim – mówi nam szefowa ZPB.

Działacz Związku i dziennikarz Andrzej Poczobut zwraca uwagę, że po trzydniowym oczekiwaniu samo złożenie dokumentów zajęło raptem dwie godziny. Dokumenty przyjęto tylko od 58 „szczęśliwców”. Ponad 30 innym chętnym – odmówiono.

– Trzeba było widzieć rozczarowanie tych ludzi – mówi Poczobut. – Oni byli gotowi na wszystko…

Polska szkoła w Grodnie nie przyjmie wszystkich polskich dzieci

Wtedy zainterweniowała Ambasada RP na Białorusi. Po rozmowach, które polscy dyplomaci przeprowadzili z przedstawicielami białoruskich władz nabór do pierwszej klasy wznowiono.

Będzie jeszcze 20 dzieci?

Ze szkoły już zadzwoniono do rodziców, których wcześniej przekonywano, że miejsc już nie ma. Teraz zapewniono ich, że ich dzieci są tam mile widziane, a szkoła zaprasza.

Mowa o 20 „dodatkowych” uczniach pierwszej klasy – uściśla prezes Borys. Ale ostrzega, że na razie to tylko obietnica. Jak zdążył już wyjaśnić Andrzej Poczobut, dokumenty przyjęto na razie tylko od ośmiorga.

– Chociaż termin ich składania do szkół na Białorusi trwa do 28 sierpnia, więc w zasadzie czasu jest jeszcze dużo – zauważa działacz ZPB.

Wznowiono rekrutację do polskiej szkoły w Grodnie

Poczobut poinformował w Facebooku, że Związek obserwuje sytuację wokół naboru do pierwszej klasy polskiej szkoły i poradził, aby nie ustawali w swoich staraniach.

– Razem zawalczymy by zapisany w art. 50 Konstytucji Białorusi obowiązek państwa zapewnić możliwość nauki w języku ojczystym nie był pustym deklaratywnym frazesem! – zaapelował.

Jak zdarta płyta…

Sytuacja z nieustannymi próbami ograniczenia polskiego szkolnictwa na Białorusi jest bardzo niepokojąca – podkreśla Andżelika Borys. Od pięciu lat trzeba albo pisać skargi aż do samego Alaksandra Łukaszenki, albo wystawiać pikiety z żądaniami respektowania praw mniejszości narodowej.

– Co roku jedna i ta sama piosenka – mówi pani prezes.

Jej zdaniem w ogóle niedopuszczalne jest, aby rodzice stali po nocach w kolejkach, aby zapisać dziecko do szkoły. Dlaczego nie można pozwolić uczyć się wszystkim chętnym tam, gdzie chcą?

– Przecież szkoła i tak należy do białoruskiego systemu szkolnictwa – mówi szefowa ZPB.

Jak przypomina, pięć lat temu, kiedy po raz pierwszy doszło do ograniczenia zapisów, władze oświatowe wyjaśniały, że dla wszystkich nie starczy miejsc i w szkole trzeba by wprowadzić nauczanie na dwie zmiany. Ale przecież w wielu zwyczajnych grodzieńskich szkołach jest nawet po 11 i więcej równoległych klas pierwszych i w wielu z nich nauczanie odbywa się w systemie zmianowym…

– To bardzo nieprzyjemna sytuacja. Przede wszystkim dla rodziców, którzy też płacą podatki i nie mogą zapewnić dzieciom nauki w języku ojczystym – komentuje sytuację w szkole z polskim językiem nauczania prezes Związku. – Wielu pisało nawet skargi do prokuratury.

Ze szkoły – na studia. Do Polski!

Tym bardziej, że zainteresowanie nauczaniem po polsku na Białorusi cały czas rośnie. I to nie tylko w Grodnie, ale także w innych miastach regionu. 90 proc. absolwentów grodzieńskiej szkoły dostaje się na studia do Polski. A wielu uczniów szkół rosyjskojęzycznych chodzi na zajęcia języka polskiego, aby też dostać się na uczelnie w sąsiednim kraju.

I to właśnie zdaniem działaczy ZPB irytuje białoruskie władze. I walka o nią wciąż trwa.

– Pięć lat temu w tej szkole chciano zorganizować rosyjskojęzyczne klasy, ale Związek Polaków do tego nie dopuścił – przypomina pani prezes. – W ciągu tych lat zebraliśmy ponad 30 tys. podpisów w obronie placówki i wysyłaliśmy skargi do najróżniejszych instytucji.

Prezes ZPB Andżelika Borys. Zdj. belsat.eu

Bo to tak unikalna szkoła, że chcą do niej oddawać dzieci nie tylko miejscowi Polacy. Wielu z rodziców wyjaśnia to sytuacją gospodarczą na Białorusi i faktem, że nie widzą oni możliwości rozwoju dla swoich dzieci w kraju, gdzie zarobią one 300 dolarów miesięcznie. To najbardziej powierzchowny argument.

Szkoła, która uczy i wychowuje

Można usłyszeć też inne tłumaczenie. Jedna z matek przekonywała nas, że w polskiej szkole dzieci zupełnie inaczej się zachowują. Bo jak z zachwytem mówiła, obchodzi się tam Boże Narodzenie wspólnie w klasie – z nauczycielami, rodzicami i przyjaciółmi. W domowej atmosferze.

A inna nasza rozmówczyni nie ukrywała wdzięczności, że w szkole z polskim językiem nauczania nikt nie kpił z jej syna, kiedy po przyjściu do pierwszej klasy mówił tylko po białorusku, a po polsku nie znał ani słowa. Na odwrót – inne dzieci od razu go wsparły i mu pomogły. Teraz ta klasa jest jak jedna rodzina.

Grodzieńską szkołę z polskim językiem nauczania zbudowano w 1996 roku ze środków polskiego rządu i przekazano białoruskiemu Ministerstwu Oświaty. Nauczanie odbywa się tam wyłącznie po polsku, ale zgodnie z białoruskim programem i podręcznikami wydanymi na Białorusi. Dzieci uczą się tam też dwóch języków urzędowych – białoruskiego i rosyjskiego oraz jednego języka obcego.

Dziś do szkoły uczęszcza ponad 500 uczniów, a pracuje w niej ok. 90 nauczycieli. Druga taka szkoła działa w Wołkowysku. Uczy się w niej nieco ponad 300 uczniów.

Nad Niemnem: Forum nauczycieli języka polskiego w Grodnie.

mk, cez/belsat.eu

Wiadomości