Na wschodzie Białorusi bezczynność Mińska wykorzystuje Moskwa

Moskwa stara się wzmocnić swój wpływ na wschodzie Białorusi. W tym samym czasie Mińsk nie ma pomysłu na rozwój przygranicznych regionów – uważają białoruscy eksperci ds. bezpieczeństwa narodowego.

Stwierdzenie to padło podczas dorocznej konferencji niezależnych ekspertów organizowanej przez Belarus Security Blog. W tym roku poświęcona była także sytuacji w graniczących z Rosją obwodach witebskim, mohylewskim i homelskim.

“Granica wschodnia: życie na Murze” nazwał swój wykład Andrej Stryżak, przewodniczący homelskiego regionu niezależnego związku zawodowego REP. W ten sposób nawiązał on do Muru chroniącego świat żywych od świata zmarłych w “Grze o tron”.

Granica białorusko-rosyjska. Zdjęcie: TASS

Stryżak stwierdza, że w regionie zaczęła działać siatka prorosyjskich stron internetowych. Udają one strony regionalne, ich treść to w 70 proc. wiadomości lokalne, a w 30 proc. to rosyjska propaganda, która zaprzecza białoruskiej państwowości i tożsamości narodowej.

Antybiałoruscy propagandyści starają się też zdobyć wpływ na czytelników z regionu w sieciach społecznościowych. Moskwa finansuje też bezpośrednio lub pośrednio organizacje paramilitarne – w tym tzw. kozaków. Wspiera też stowarzyszenia weteranów – jak np. Związek Marynarzy Wojennych w Rzeczycy.

Słowiańsko-aryjscy bojownicy. Jak russkij mir prezentuje się pod Grodnem

Straż na Murze

Agresji informacyjnej przeciwstawiają się blogerzy, niezależne media, organizacje pozarządowe, związki zawodowe i organizacje obrony praw człowieka. Równocześnie wschodniobiałoruskie władze lokalne, rozumiejąc swoją słabość w kwestiach społecznych, niejednokrotnie stają po stronie aktywistów.

Różnica z sytuacją z lat 2012-2014 jest kolosalna. Władze zaczęły wychodzić do ludzi – zauważa Juryj Stukałau z Centrum Inicjatyw Miejskich w Mohylewie. Zauważa on także stopniową zmianę pokoleniową wśród urzędników. Wg. niego do administracji idą młodzi ludzie z mniej autorytarnymi, sowieckimi lub prorosyjskimi poglądami.

Białoruski ornament na schodach to jeden z projektów Centrum Inicjatyw Miejskich w Mohylewie. Zdjęcie: masheka.by

– Nie ma ogólnobiałoruskiej strategii pracy z regionami. Wszystko zależy od konkretnych urzędników. Każdy region to inny świat – podkreśla Juryj Stukałau.

Wołodia popularniejszy od Saszy

– Wschód to delikatna sprawa, nawet jeśli to tylko wschód Białorusi – parafrazuje Siarhiej Niarouny, wydawca gazety “Wolny horad” z Krzyczewa.

Podkreśla on, że z jednej strony wschodnie regiony Białorusi ulegają degradacji ekonomicznej, a ich mieszkańcy wyjeżdżają za pracą do Mińska, Rosji czy Polski. A z drugiej strony, dziennikarz zarzuca władzom centralnym “tendencję do napełniania kadr regionu międzynarodowym odpadem”. Uważa on, że na najważniejsze stanowiska we wschodnich obwodach Białorusi mianowani są ludzie, którzy “nie czują związku z białoruską niepodległością i gotowi są oddać ją temu, kto da więcej”. Według Niarounego tacy urzędnicy regularnie trafiają na pierwsze strony gazet, jako oskarżeni w sprawach o korupcję.

W związku z biedą i gospodarczą stagnacją, na ludzi nie działają już tu standardowe hasła Alaksandra Łukaszenki. W rezultacie popularniejszy od białoruskiego prezydenta na wschodzie kraju ma być Władimir Putin.

W tym samym czasie, władze lokalne, które znalazły się w ideologicznej próżni, zaczęły wysłuchiwać sił niezależnych, uważa Niarouny.

– Zauważalnie ukrócono kontakty z organizacjami rosyjskimi. 9 maja rzadko kiedy zobaczysz wstążkę św. Jerzego. Najwyraźniej nie pracujemy tu na marne, bo władze zaczęły się uczyć.

Nasila się rosyjska propaganda wymierzona w Białoruś

Aleksandr Hiełahajeu,pj/belsat.eu

Zobacz też

Wiadomości