Latyfundia oligarchów. Jak ludzie Kremla zostają plantatorami


Aleksander Tkaczow - piewca rosyjskiego imperializmu, wsławił się szowinistycznymi poglądami, ale jeszcze bardziej tym, że zbudował na południu Rosji potężne latyfundia i rolnicze imperium. Źródło: agronews.ru

Aleksander Tkaczow za rządów Putina trząsł rosyjskim rolnictwem jako wysoki urzędnik. Teraz popadł w niełaskę na Kremlu. Ale nadal jest jednym z największych posiadaczy ziemi w Rosji i rolniczym oligarchą.

Władze w Moskwie chwalą się, że zachodnie sankcje nie przyniosły skutku i nie zaszkodziły rosyjskiej gospodarce. Głównie dlatego, że w Rosji stanęło na nogi rolnictwo i przemysł spożywczy. W dużej mierze to prawda.

4 lata embarga: wzrosła produkcja, ale też ceny rosyjskiej żywności

Ale, podobnie jak w przemyśle naftowym i gazowym, również w rolnictwie powstały wielkie, oligarchiczne koncerny korzystające z rządowych dotacji. W pełni kontrolowane przez trzymających z władzą urzędników. I podobnie jak w przemyśle wydobywczym, również w rolnictwie bardziej opłaca się im eksportować np. pszenicę, niż dostarczać ją na rosyjski rynek.

Dzięki inwestycjom Rosja stała się największym producentem pszenicy na świecie, choć tegoroczne zbiory są niższe niż w ubiegłym roku. Rosjanie w 2018 r. wyprodukowali łącznie około 106 mln ton (w ub. roku 135 mln ton), z czego około 30-35 mln ton trafi na eksport.

W najważniejszym, rolniczym regionie Rosji, Kraju Krasnodarskim największą firmą włada Aleksander Tkaczow. To były gubernator regionu i do maja tego roku minister rolnictwa. Należąca do jego koncernu grupa ferm, firm i gospodarstw włada ponad połową miliona hektarów. Jest największą firmą rolną na południu Rosji.

Pan na Kubaniu

Kiedy w 2000 r. do władzy w Moskwie doszedł Władimir Putin wkrótce sukcesywnie wymieniał rządzących od czasów Borysa Jelcyna gubernatorów. W Kraju Krasnodarskim, ważnym regionie południa, gubernatorem został ambitny, czterdziestoletni biznesmen z branży rolnej Aleksander Tkaczow. Rządził w Krasnodarze przez 14 lat. W tym czasie wsławił się szowinistycznymi komentarzami.

– Wszyscy z nazwiskami kończącymi się na –szwili, -adze, -ian i –man to nielegalni imigranci – powiedział Tkaczow w jednym z programów telewizyjnych, uderzając w mieszkających na południu Rosji od pokoleń Ormian, Gruzinów i inne kaukaskie narody. Później dodał: – Turcy Meschetyńscy rozmnażają się jak króliki.

Tkaczow zabronił w Kraju Krasnodarskim tańczyć lezginkę na ulicach miast. Publiczne wykonywanie tradycyjnego kaukaskiego tańca uznał za propagandę radykalizmu. Rozwścieczył tym mieszkających po sąsiedzku Adygów z zaczynającej się tuż pod Krasnodarem Republiki Adygei.

– U nas w Adygei nikt nie zakaże lezginki, podobnie jak np. tradycyjnych kozackich strojów, w których paradują kozacy kubańscy. Tkaczow robił jednak wiele, by poróżnić narody południa Rosji – mówi Askar Adżigirijew, czerkieski i adygejski aktywista z Majkopu – W swoim czasie chciał przysyłać Kozaków kubańskich, by pilnowali porządku w adygejskich miastach, a to byłaby jawna prowokacja, bo historycznie narody Kaukazu nie cierpią się z Kozakami.

Gubernator budował swoją władzę zaogniając narodowościowe animozje w wieloetnicznym tyglu, jakim jest Krasnodarski Kraj. Ale jednocześnie bywał asertywny wobec Moskwy. Zwłaszcza w polityce kadrowej. Z czasem wyciął z aparatu rządzącego prowincją wszystkich ludzi poprzednika, a nawet najniższe stanowiska obsadził swoimi krewnymi, przyjaciółmi, znajomymi i znajomymi znajomych. Głównie pochodzącymi z północnej części regionu, stepowego, rolniczego Kubania.

Tkaczow zbudował ogromną sieć powiązań i zależności między urzędnikami, biznesem rolniczym i regionalną władzą w Kraju Krasnodarskim. Źródło: kommersant.ru

Kiedy w 2015 r. otrzymał awans i został ministrem rolnictwa w Moskwie, ściągnął tam całą swoją armię. W Moskwie mówiono o „kubańskim desancie”. A z czasem o „kubańskiej mafii”, która trzęsła rolnictwem. Do rolniczych holdingów w Kraju Krasnodarskim popłynęła rzeka państwowych dotacji. Rzecz w tym, że ponad połowę krasnodarskiego biznesu rolnego kontrolował… Tkaczow.

– Jest jasne, że Tkaczow wspierał swój biznes, pod płaszczykiem odbudowy rosyjskiej potęgi rolnej. Z gabinetu ministra rolnictwa było to najłatwiejsze i mościł sobie miękkie lądowanie po zakończeniu kariery politycznej – mówi Dmitrij Szewczenko, krasnodarski aktywista z Ekologicznej Straży Północnego Kaukazu.

Po ostatnich wyborach Tkaczow stracił władzę ministra. Ludzi z otoczenia Putina irytowała „kubańska mafia”. Była hermetyczna, nie słuchała nikogo spoza kręgu znajomych Tkaczowa z Krasnodaru. Pod odejściu ministra w moskiewskich gabinetach trwa sprzątanie. Ostatnich ludzi Tkaczowa zwolniono z departamentów ministerstwa rolnictwa tydzień temu.

Ryżowy magnat

Na brzegach Zbiornika Krasnodarskiego, sztucznie utworzonego w latach 60-70. akwenu, popularnie zwanego „Morzem Kubańskim”, rośnie ryż. Pierwsze uprawy pojawiły się za Chruszczowa. Komuniści marzyli wtedy, że ZSRR stanie się ryżową potęgą i wyżywi głodującą Azję. Na imperialnych planach się skończyło.

Ale w ostatnich latach uprawy ryżu na Kubaniu przeżywają renesans. Rosja produkuje ponad milion ton, jedną czwartą na eksport. Sprzedaż za granicę (głównie do Turcji) rośnie z roku na rok. Nastawienie na eksport powoduje to wzrost cen na krajowym rynku. Podobnie więc jak z kaszą gryczaną, która jest podstawą jadłospisu przeciętnego Rosjanina, ryż staje się coraz droższy, co zauważają Rosjanie. Ceny kilograma ryżu krasnodarskiego i kaszy gryczanej wahają się od 40 do nawet 100 rubli za kilogram, zależnie od regionu. W ostatnim roku wzrosły średnio o 40 proc.

– Produkcja ryżu jest w Rosji prowadzona w sposób bardzo intensywny i prymitywny, wyjątkowo szkodliwy dla środowiska – mówi Dmitrij Szewczenko i wyjaśnia – Pola ryżowe na brzegu „kubańskiego morza” są zalewane wodą ze zbiornika i bardzo mocno nawożone, by przyspieszyć wzrost, potem ta woda jest spuszczana z powrotem do zbiornika i rzeką Kubań tony chemii spływają do Morza Azowskiego.

Zdaniem ekologów zanieczyszczenia te doprowadziły do wymarcia całych populacji ryb w Morzu Azowskim, m.in. jesiotrów.

Pola ryżowe nad rzeką Kubań.

Produkcja ryżu, tak ja większość biznesu rolnego w Krasnodarskim kraju, należy do jednej firmy: Agrokompleksu imienia Nikołaja Tkaczowa. I należy do Aleksandra Tkaczowa. Nikołaj Tkaczow był ojcem obecnego właściciela i byłego ministra rolnictwa. W dawnej, kozackiej stanicy Wysiełki na północny wschód od Krasnodaru, stoi pomnik Nikołaja Tkaczowa, byłego działacza kołchozowego i założyciela Agrokompleksu. Z Wysiełków pochodzi rodzina Tkaczowów. W całym rejonie pełno jest wielkich ferm kurzych, gigantycznych ubojni bydła i ciągnących się po horyzont pól obsianych zbożem. Tkaczowowie sukcesywnie przejmowali fermy i gospodarstwa rolne. Kiedy te stawiały opór, w ich chlewniach i oborach wybuchały podejrzane epidemie, albo pożary. Nachodziły ich tabuny kontroli sanitarnych. I w końcu się poddawali.

– Tkaczow nie jest już ministrem, ani gubernatorem, ale to on rządzi na Kubaniu – mówi Dmitrij Szewczenko i dodaje – W praktyce stworzył idealny monopol żyjący w symbiozie z władzą, może dyktować dowolne ceny i wysyłać zboża i mięso za granicę, kiedy żywność w Rosji drożeje, może stosować tyle chemii ile chce, bo nikt go nie skontroluje.

Oczywiście dopóki będzie przynosił dochody całej armii znajomych i zaangażowanych w „kubański klan” biurokratów. Ale o to Tkaczow może być spokojny: popyt na żywność na świecie rośnie i jest to biznes bardziej perspektywiczny nawet od produkcji ropy naftowej.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze