„Na Białorusi panuje bezprawie”. Były więzień obozu koncentracyjnego opowiada o milicyjnej łapance WYWIAD

Anton Bubała (l. 78) jest wierchniedźwińskim pedagogiem i historykiem. Zdjęcie: Alona Szabunia/belsat.eu

78-letni Anton Bubała to znany i szanowany mieszkaniec Wierchniedźwińska na północny Białorusi. Człowiek, który przeżył hitlerowski obóz koncentracyjny, nie może uwierzyć, że w XXI wieku do jego kraju znów wróciły represje.

Urodzony w 1942 roku Anton Bubała jako dziecko trafił z matką do obozu koncentracyjnego w Salaspils (dawniej Kircholm) na Łotwie. Z wykształcenia pedagog, wieloletni nauczyciel, przez jakiś czas kierował rejonowym wydziałem kultury. Obecnie jest starszym pracownikiem naukowym Wierchniedźwińskiego Museum Regionalnego. Tworzy wspaniałe wiersze i jest autorem wielu materiałów o historii regionu. Został odznaczony tytułem Honorowego Obywatela Wierchniedźwińska.

Ale wszystkie te zasługi nie uchroniły go przed powyborczymi represjami. Miało to miejsce 12 sierpnia, trzeciego dnia po wyborach prezydenckich. Pana Antona odwiedziła wtedy mieszkająca za granicą córka i wraz z wnukami udał się na plac w centrum miasta. Chciał pokazać dzieciom fontannę.

Wnuki biegały po placu, a Anton Bubała usiadł odpocząć przy fontannie. Nagle pojawiła się milicja i rozpoczęła łapankę. Do pana Antona podeszli dwaj funkcjonariusze: jeden w mundurze, drugi w cywilnym ubraniu i zatrzymali go, brutalnie wykręcając ręce. Później okazało się, że w cywilu był rejonowy komendant milicji Dzmitryj Nowikau. Bubała mówi, że znając swoją wartość, zapytał ich:

– Kim jesteście w porównaniu do mnie?! Zabierajcie ręce!

Swoją historię pan Anton opowiada nam w pracy – Wierchniedźwińskim Muzeum Regionalnym. Zdjęcie: Alona Szabunia/belsat.eu

Oficer powiedział, że został zatrzymany i ma wejść do więźniarki. Inni milicjanci zatrzymali w pobliżu młodego mężczyznę. Jeden z nich nadepnął mu na gardło, chłopak zwyzywał ich.

– Pomyślałem wtedy, że na jego miejscu, nie tak bym przeklinał – mówi pan Anton.

Milicja przeszukała Bubalę. Wkrótce dołączył do niego syn, a potem jeszcze kilka osób. Emeryt miał nadzieję, że to nieporozumienie:

– Myślałem, że jako honorowy obywatel miasta zostanę przesłuchany i zwolniony. Wcale nie!

Starszy mężczyzna z chorymi stawami musiał kilka godzin stać, nikt nie zaproponował mu usiąść.

– Stałem jak czapla, raz na jednej nodze, potem na drugiej.

Milicja skonfiskowała i przeliczyła pieniądze zatrzymanego i umieściła go w pomieszczeniu bez okien, w którym przebywało wielu zatrzymanych. Milicjant, syn jego byłego ucznia, powiedział:

– Odpocznij tutaj przez kilka godzin.

Według Antona Bubały zatrzymani pocieszali się żartami i starali się nie rozpaczać. Chłopak, którego pobili podczas zatrzymania, żartował najwięcej. Następnie wszyscy zostali wezwani po kolei do sporządzenia protokołów. Bubała opuścił celę jako ostatni, a pobity nie został zwolniony. Oskarżono go o stawianie oporu milicji.

„Jeśli złapali parę – chłopaka bili, a dziewczynę zmuszali do patrzenia lub na odwrót” – relacja z mińskiego aresztu

– Podczas obu przesłuchań zapytano mnie: „Dlaczego masz tyle pieniędzy?” – mówi Anton Bubała z uśmiechem.

Według niego tuż po wyborach były problemy z gotówką w bankomatach. Jakimś cudem w jednym bankomacie udało mu się wypłacić całą emeryturę, co prawda w dziesięciorublówkach. I wszystkie pieniądze miał przy sobie podczas zatrzymania. Podczas przesłuchania jeden z funkcjonariuszy – według historyka człowiek niegłupi i na stanowisku – chciał mu wmówić opłacanie młodzieży biorącej udział w wiecu.

– Co to za wiec? – zastanawia się pan Anton. – Tam nie było żadnego wiecu. I komu miałbym oddawać własną emeryturę?! Ale później po mieście zaczęły krążyć plotki, że rozdawałem banknoty po pięćdziesiąt rubli, a później aż po sto dolarów.

Anton Bubała był przesłuchiwany przez komendanta milicji ppłk Dzmitra Nowikawa. Ten zapytał go surowym głosem: „Kiedy, gdzie i dlaczego zostałeś zatrzymany?” Pan Anton powiedział milicjantowi, że na trzecie pytanie musi sam odpowiedzieć, ponieważ on nie wie, dlaczego został zatrzymany.

– Generalnie ich twarze zimne, bez ciepła w oczach – powiedział honorowy obywatel miasta.

Następnie Dzmitryj Nowikau zniżył głos i zaczął mówić spokojniej. Mówił: “Wszystko o tobie wiemy, jesteś aktywny w Internecie”.

– Nigdy nie ukrywałem swoich poglądów. Czy nie mogę wyrazić swojego punktu widzenia? – pyta zaskoczony Bubała.

Próbowali go zastraszyć, grozili wyrokiem. Według komendanta cała Białoruś jest cicha i spokojna, a tacy jak Bubała niszczą państwo.

– Ja szkodzę państwu?! – Anton Bubała jest oburzony. – Ja dla niego pracowałem przez całe życie!

Pan Anton wciąż pracuje na rzecz swojego miasta. Zdjęcie: Alona Szabunia/belsat.eu

Ostatecznie Anton Bubała został zwolniony z posterunku bez kary, był tam sześć godzin. Natychmiast po wyjściu spotkał się z dziećmi.

– Moralnie wyszedłem stamtąd jako wolny, silniejszy człowiek. Przecież widziałem, że ta ich machina represji działa nie najlepiej – mówi pan Bubala.

Były więzień obozu koncentracyjnego jest oburzony, że białoruska milicja potraktowała obywateli jak bydło. Nawet nie zwracali uwagi na jego wiek i zasługi. Bubała uważa, że w milicji pracują nie tylko ludzie źli, ale też celowo pracują nad pogorszeniem swojego wizerunku. Który i tak nie jest najlepszy.

– Nasze państwo stało się rodzajem potwora – mówi Anton Bubala. – Nie mogę już dłużej patrzeć na całe to kłamstwo. Nasze państwo jest fałszywe, niesprawiedliwe, przeżyło samo siebie. Nie może tak być. To jest niemożliwe! Na Białorusi panuje bezprawie, państwowe media albo milczą o problemach, albo otwarcie kłamią.

Emeryt mówi, że w tym miesiącu przestał prenumerować gazetę rejonową. Według niego to efekt 26-letniego panowania Alaksandra Łukaszenki, który całkowicie oderwał się od rzeczywistości:

– Tylko medycyna może już przywrócić tak zwanego prezydenta do odpowiedniego stanu. To już ostatnie stadium, które leczy się klinicznie. Łukaszenka żyje we własnym świecie – podkreśla Bubała.

Sprawa zatrzymania zasłużonego działacza lokalnego oburzyła wielu mieszkańców Wierchniedźwińska. Ludzie apelowali nawet w niezależnych mediach o ukaranie sprawców. Chociaż od wydarzenia minęły trzy tygodnie, nikt z milicji i władz rejonowych nie przeprosił Antona Bubali. Tak tako, jak innych zatrzymanych.

ONZ wie o 450 przypadkach torturowania demonstrantów na Białorusi

Alona Szabunia, Zmicier Łupacz, belsat.eu

Wiadomości