„Myślałem, że tam umrę” – artysta opowiada o nocy na milicji


Porwanie z samochodu, brutalne przesłuchanie, wulgaryzmy i przemoc – to nie sceny z gangsterskiego filmu, a wspomnienia mińskiego grafika po nocnej wizycie na komendzie milicji.

Do Centrum Obrony Praw Człowieka zwrócił się miński artysta-ilustrator Alaksiej Żaliba, który opowiedział o znęcaniu się nad nim na stołecznej komendzie milicji. W nocy 31 stycznia chłopak zasiedział się z przyjacielem w barze. Postanowili wrócić do domu taksówką, szczególnie, że Alaksiej nie czuł się dobrze – grafik jest chory na serce. Wsiadając do taksówki, chłopak powiedział kierowcy, by najpierw odwiózł jego, a potem kolegę, który zapłaci za przejazd.

Ale z nieznanego powodu taksówkarz zamienił kolejność i najpierw odwiózł kolegę, który poszedł do mieszkania po pieniądze i nie wrócił – jak się potem okazało, zasnął. Alaksiej nie miał przy sobie pieniędzy i taksówkarz najpierw zawiózł go na posterunek, który okazał się zamknięty, a potem wezwał patrol milicji.

– To wyglądało jak gangsterskie porwanie: podjechał UAZik i podjechał taksówkarz, przechwycili mnie i wrzucili do milicyjnego wozu, zawieźli na komendę dzielnicową Kastrycznickiego Rajonu. Nikt mi się nie przedstawił, na komisariacie posadzili mnie koło bezdomnego i nawet nie przesłuchali – dzieli się wrażeniami Alaksiej Żaliba.

Po jakimś czasie do grafika podszedł funkcjonariusz milicji, który także się nie przedstawił, i, według słów Alaksieja, zaczął mu ubliżać. Chłopak poprosił o długopis i kartkę papieru, by napisać oświadczenie. Poprosił też, by milicjanci wezwali pogotowie ratunkowe – gwałtownie podniosło mu się ciśnienie. Funkcjonariusze go wyśmiali i zaczęli ostentacyjnie ignorować.

– Ja nikogo nie obrażałem, nie wyzywałem, tylko prosiłem o wezwanie karetki. Mimo to zaczęli mnie ciągnąć do żelaznego krzesła przymocowanego do podłogi, posadzili na nim i ciasno zakuli w kajdanki. Nie mogłem się ruszać. Do tego jestem hipertonikiem i do teraz zostały mi krwiaki na rękach – opowiada Alaksiej.

Jeden z funkcjonariuszy przyniósł grafikowi jakieś papiery, które dał do przeczytania i podpisania. Alaksiej Żaliba zdążył przeczytać tylko kilka linijek, gdy milicjant zapytał go, czy podpisze dokumenty bez czytania do końca. Zatrzymany oburzył się, bo niczego jeszcze nie przeczytał i nie może po prostu podpisać papierów. Wtedy zagrozili mu pobytem w karcerze aż do rozprawy sądowej.

– Zaczęli mnie już ciągnąć do karceru. Mówię im: „Jeżeli zaraz nie wezwiecie karetki, ja tam po prostu umrę”. Zapytali się mnie: „Będziesz podpisywał?”. Poprosiłem, by dali mi przeczytać i potem podpisać. Ale milicjanci powiedzieli, że nie dadzą. I byłem zmuszony się zgodzić i podpisać bez czytania – skarży się Alaksiej.

Artysta został potem wyrzucony z komendy. Alaksiej Żeliba zwrócił się już ze skargą na milicjantów do wydziały wewnętrznego MSW. Planuje także przekazać odpowiednie oświadczenie Komitetowi Śledczemu.

Czytajcie również:

KA, PJ/belsat.eu za spring96.org

Zobacz też
Komentarze