„Myślałam, że posadzą mnie na starość”. 90-letnia Białorusinka opowiada o pacyfikacji marszu emerytów

W poniedziałek 14 grudnia siły bezpieczeństwa zatrzymały w Mińsku prawie 100 seniorów zbierających się na Marsz Mądrości. Biełsat rozmawiał z 90-letnią Waleryją Smirnawą, najprawdopodobniej najstarszą z uczestniczek protestu. Kobieta była przez 6 godzin przetrzymywana przez milicję.

– Nazywam się Waleryja Michajłauna i mieszkam w Mińsku – rozpoczyna swoją opowieść seniorka, której oddajemy głos.

Za 4 miesiącę skończę 90 lat. W poniedziałek postanowiłyśmy z córką pójść na spacer. Ludmiła ma 67 lat. Córka powiedziała, że pójdziemy na plac Niepodległości [to tam miał się rozpocząć Marsz Mądrości – belsat.eu]. Przychodzimy, nikogo nie widać. Okazało się, że demonstranci stali za choinką.

Waleryja Smirnawa. Zdjęcie: TK/belsat.eu

I nagle ze wszystkich stron wybiegli OMON-owcy. Zobaczyłam, że podstawili kilka autobusów. Otoczyli nas ze wszystkich stron. I to nie jednym szeregiem, ale dwoma czy trzema. Takiego “cudu” jeszcze nigdy w życiu nie widziałam. Aż mi się nogi trzęsły. Myślałam: gdzie oni nas teraz wywiozą?

Strasznie było, wiadomo. Trzymaliśmy się, jak mogliśmy. OMON-owcy spletli się rękami. Chcieliśmy się im wyrwać, ale jak?

Przerwany „Marsz Mądrości”. Milicja w Mińsku rozpędziła emerytów

Wszyscy prosili:

– Wypuśćcie nas do domu.

Ale przyszedł oficer i powiedział:

– Chcemy tylko sprawdzić państwa dane.

Powiedziałam mu na to:

– Wszystko mam ze sobą, proszę, weźcie. Pan zobaczy, mam drugą grupę niepełnosprawności, tu jest zaświadczenie.

– Nie, musimy wszystko spisać. Więc przejdźcie spokojnie do autobusu.

Ale nikt nie poszedł. Wtedy zaczęli na nas napierać z czterech stron. W końcu wypchnęli nas tak, że sami zaczęliśmy wchodzić do autobusu. Ale on był już pełny, więc przez godzinę jechaliśmy na stojąco. Jak ten autobus się wlókł!

Marsz Mądrości. Mińsk, 30 listopada 2020 r. Zdjęcie: TK/belsat.eu

Zapytaliśmy OMON-owców:

– Gdzie jedziemy?

– Nie wiemy. Gdzie zawiozą, tam zawiozą.

Wszystkie okna były zaklejone ciemnym papierem. Było duszno. Ci, którzy siedzieli przy oknach, zaczęli odrywać ten papier. OMONowcy krzyczeli, żeby tego nie robili, ale ludzie się nie słuchali.

Autobus stanął na Sierabrance. Ja w tej dzielnicy nigdy nie byłam. Zaprowadzili nas do jakichś metalowych bunkrów z dużą ilością drzwi. Było nas tam 80 osób – podzielili nas na dwa bunkry po 40 osób. Wszyscy staliśmy na mrozie. Coś tam ogrzewali, ale drzwi nie zamknęli.

Marsz Mądrości. Mińsk, 30 listopada 2020 r. Zdjęcie: TK/belsat.eu

Staliśmy tak z 5 godzin. Usiąść nie było gdzie. Do łazienki prowadzili pod konwojem. Dziewczyny prosiły, żeby dać im zapalić – nie pozwalali nawet wyjść z tego bunkra. Wody nie było. Cały dzień o głodzie. No, wygłodzili nas, ale przeżyliśmy.

Gdy nas spisywali, wszystkie rzeczy osobiste zabrali w osobne woreczki. Mnie nie zapytali o telefon, a sama się nie wydałam. I tak telefon został w mojej kieszeni. Trochę mnie przemacali, ale mężczyzn to przetrzepali! Sznurówki im zabrali, paski kazali oddać, flagę [biało-czerwono-białą – belsat.eu] znaleźli. Powiedzieli: “Oj zapłacisz za to, drogi panie, pełną karę.”

Wszystkie rzeczy opisali, odłożyli na bok i mogliśmy na tym biurku usiąść we troje. Inni stali. Sześć godzin stali. Potem około 20 zaczęli nas wywoływać. Sfotografowali mnie i zapytali, ile razy byłam na wiecu. Powiedziałam, że pierwszy raz. I że nawet nie szłyśmy na wiec, tylko przechodziłyśmy obok. Przecież żadnego wiecu nie było – ludzie dopiero się zbierali, gdy nas zatrzymano. Ale nikt mnie nie słuchał.

Waleryja Smirnawa. Zdjęcie: TK/belsat.eu

Spisali protokół zatrzymania i powiedzieli, że mam się podpisać. Tam trzeba było z 10 podpisów postawić. Zapytałam:

– A co pan tam napisał? Pod czym będę się podpisywać? Do więzienia mnie posadzicie. Za co?

Nie ma się co bać, pani podpisze.

– Nie wzięłam okularów. Nawet nie widzę, pod czym mam się podpisać.

– Napisaliśmy, że przyszła pani na wiec.

– Ale ja nie przyszłam na wiec, przechodziłam obok.

– No, ale i tak była pani na wiecu. Proszę postawić podpis.

Podpisałam się we wszystkich miejscach poza ostatnim.

– A tu co jest napisane?

– Że zgadza się pani z protokołem.

– Ale ja się nie zgadzam.

– Jak pani chce. Może pani nie podpisywać.

Więc nie podpisałam. Myślałam już, że zamkną mnie na starość w więzieniu. Posadzą i będę siedzieć za niewinność… Poszłyśmy tylko z córką na spacer i trafiłyśmy do więzienia.

Waleryja Smirnawa. Zdjęcie: TK/belsat.eu

A tu nagle zaczynają nas wypuszczać z bunkra po trzy osoby. Zaczęłyśmy wychodzić z komisariatu i zastanawiałyśmy się, jak wrócić do domu. Nigdy tu nie byłam, mogłyśmy się zgubić. A tu ciemno, zimno i do domu daleko. Córka powiedziała, że wyjmie telefon, ale okazało się, że jej zabrali. Powiedzieli, że oddadzą, ale nie wiadomo kiedy.

A ja telefon miałam. Już chciałam zadzwonić, ale wyszłyśmy przed bramę, a tam tłum. I wolontariusze stoją i rodzina nasza. Boże, nie spodziewałam się tego. Stałam i gębę rozdziawiałam. Przybiegła wnuczka Natasza, płakała. Prawnuczka Dasza też tam była. Cieszyły się, że jesteśmy na wolności. Wolontariusze dali się napić gorącej herbaty, ciastko. Zjadłam, wypiłam, szczerze im podziękowałam i zabrali mnie do samochodu.

Waleryja Smirnawa. Zdjęcie: TK/belsat.eu

Do aresztu trafiłam pierwszy raz i mam nadzieję, że ostatni. Nigdy nie sądziłam, że trafię tam na emeryturze. Ale przecież nie mogłam siedzieć w domu. No jak to tak: ludzie za mnie giną, a ja w domu siedzę. Więc wstałam i poszłam. Poszłam jak na wojnę.

Wszyscy jesteśmy za nowym życiem. Przez te 26 lat ciągle mamy to samo: Łukaszenka jeździ po polach, po łąkach, bydłu pod ogon zagląda. Teraz co prawda przerzucił się na medycynę – po szpitalach jeździ, do chorych się przysiada.

Waleryja Smirnawa. Zdjęcie: TK/belsat.eu

A ja bym tak chciała zobaczyć nową Białoruś bez Łukaszenki. Tylko, żeby nie zostawili go na jakimś stołku, bo wszystko popsuje. Teraz będą nowe wybory i nikt na niego głosować nie będzie, tak mi się wydaje. A jak już Łukaszenki nie będzie, życie stanie się zupełnie inne. Wszystko się zmieni. On przecież tylko swoich wszędzie wciska. Cała jego nadzieja w swoich i wojsku.

Mam swój smartfon. W Telegramie [komunikator internetowy – przyp. red.] czytam wszystkie ciekawe wiadomości o polityce. YouTube oglądam. TUT.by czytam. Tam cały czas piszą: wyślij nam swój komentarz, ale jeszcze nie umiem tego robić. Jeszcze coś skomentuję i znów mnie posadzą.

Mińsk: 87-latka skazana za “opozycyjną” flagę na balkonie

tk,pj/belsat.eu

Wiadomości