Moskwa spowalnia zakończenie wojny w Syrii i boi się ugrzęznąć w syryjskiej łamigłówce


Rosjanie liczą, że uda im się nie wysyłać do Syrii sił lądowych i wspierać siły Baszara al-Assada głównie z bazy lotniczej w Hmejmim. Źródło: gazeta.ru

Rosjanie myśleli, że już wygrali wojnę i będą kontrolować większą część Syrii, tymczasem wiele wskazuje na to, że właśnie zaczyna się nowe rozdanie kart w syryjskim kotle. Moskwa robi nerwowe ruchy i straszy prowokacją z użyciem broni chemicznej.

Wzrasta napięcie w Syrii. Wojska reżimu Baszara al-Asada, jego irańscy i szyiccy sojusznicy oraz Rosjanie przygotowują się do szturmu ostatniego, dużego bastionu syryjskiej opozycji w Idlibie na północnym zachodzie ogarniętego wojną kraju. Jednocześnie Moskwa prowadzi skomplikowaną grę dyplomatyczną w której wzmacnianie obecności wojskowej w Syrii jest ważną kartą przetargową. Celem Moskwy jest wypchnięcie USA z Syrii. Amerykańscy (a także francuscy) żołnierze z sił specjalnych są obecni w położonym na północnym wschodzie tzw. Demokratycznej Federacji Północnej Syrii, obejmującej głównie terytoria kurdyjskie. Oraz w niewielkiej, ale ważnej strategicznie enklawie at-Tanf.

Moskwa stara się również znaleźć kompromis między zaniepokojonym ofensywą wojsk al-Asada na północ Recepem Tayipem Erdoganem,prezydentem Turcji, a obietnicami wobec syryjskiego reżimu, że odzyska kontrolę nad większą częścią terytorium Syrii. To nie koniec syryjskiej układanki. Są jeszcze Irańczycy, którzy nie zamierzają wycofać się z Syrii, ich szyickie bojówki, oraz Kurdowie. Moskwa obiecała Izraelowi strefy bezpieczeństwa, al-Asadowi Syrię, Turcji wolną rękę na północy, a Donaldowi Trumpowi nie do końca wiadomo co. I nawet jeśli Putin obiecał Trumpowi jakiś układ w Syrii, to w ostatnich dniach widać wyraźnie, że misterna układanka zaczyna się mu sypać. A to oznaczać może perspektywę zwiększenia rosyjskiej obecności na Bliskim Wschodzie i długoletnim ugrzęźnięciu w syryjskiej wojnie.

Chemiczna prowokacja

W ostatnią sobotę przez tureckie cieśniny Bosfor i Dardanele wypłynęły na Morze Śródziemne dwie fregaty rosyjskiej floty czarnomorskiej: Admirał Grigoriewicz i Admirał Essen. Oba okręty skierowały się prosto w rejon syryjskiego wybrzeża. Jedna z fregat zamieni stacjonującą na Bliskim Wschodzie fregatę Admirał Makarow. W sumie nowe fregaty będą wzmocnieniem rosyjskiej grupy morskiej w Syrii. Obie jednostki są uzbrojone w rakiety manewrujące Kalibr. Jednocześnie Moskwa nasila kampanię propagandową wokół Syrii.

– Brytyjczycy przygotowują prowokację z użyciem broni chemicznej – stwierdził w sobotę przedstawiciel rosyjskiego ministerstwa obrony generał Igor Konaszenkow.

Zdaniem rosyjskiego generała brytyjska, prywatna firma najemnicza dostarczyła na pozycje walczącego z reżimem z Damaszku ugrupowania Tahrir al-Sham (czyli syryjskiej odnogi i mutacji al-Kaidy) pojemniki z chlorem, lub jego pochodną. Rosjanie twierdzą, że w ciągu najbliższych dwóch dni odbędzie się prowokacja, której celem będzie zrzucenie na wojska al-Asada odpowiedzialności za atak chemiczny. Konaszenkow uważa, że bojownicy z Idlibu założą białe kaski, by udawać ratowników ze słynnej organizacji zajmującej się pomocą dla ofiar ataków chemicznych. I będą chcieli pokazać światu okrucieństwo al-Asada i Rosjan. Celem prowokacji ma być powstrzymanie ofensywy reżimu i Rosjan na Idlib.

Admirał Grigorowicz, fregata projektu 11356 przechodzi Bosfor, by wzmocnić presję na Zachód na Bliskim Wschodzie. Źródło: topwar.ru

Rosyjscy generałowie rozpowszechniają również informacje o planowanej przez siły opozycji w rejonie Idlibu kontrofensywie i ataku na pozycje armii reżimy. Oraz możliwych atakach zachodniej koalicji na siły al-Asada i ich szyickich sojuszników.

– Nie ma wątpliwości, że Rosjanie prowadzą wojnę informacyjną wokół Syrii i tego typu rewelacjami sami opóźniają potencjalne natarcie na Idlib, bo dla nich przyspieszenie jest obecnie niekorzystne – mówi Robin Wright, amerykańska publicystka i ekspertka zajmująca się Bliskim Wschodem.

Moskwa ugrzęzła bowiem w syryjskiej układance. Z wojskowego punktu widzenia coraz trudniej Rosjanom panować nad rozwojem sytuacji na syryjskich frontach mając do dyspozycji jedynie lotnictwo i możliwość wyprowadzania uderzeń rakietowych z okrętów. W Syrii Rosjanie mają wprawdzie jednostki sił specjalnych i instruktorów wspierających reżimową armię, oraz „wagnerowców” czyli najemników. Ale coraz bardziej doskwiera brak własnych sił lądowych. A na ich zaangażowanie Władimir Putin nie może się zgodzić. Zwiększenie zaangażowania w niepopularną w Rosji, zamorską wojnę w sytuacji zwiększających się problemów gospodarczych i udziału w wojnie na Ukrainie, byłoby dla Kremla zbyt kosztowne. O ile jednak obecna formuła ograniczonej obecności wojskowej Rosjan w Syrii sprawdzała się do tej pory, to nie gwarantuje rozwiązania sytuacji w Syrii po myśli Moskwy i obrazuje brak pomysłu na zakończenie wojny.

Syryjska łamigłówka

Perspektywa zajęcia Idlibu przez wojska al-Asada, przy rosyjskim wsparciu, musiałaby być okupiona znacznymi ustępstwami na rzecz Turcji. Do jakiegoś układu rosyjsko-tureckiego w tej sprawie zapewne już doszło. Może on np. oznaczać zgodę na poszerzenie kontrolowanej przez Turcję strefy w północnej Syrii. Ale to z kolei doprowadzi do zwiększenia napięć z Kurdami i pogłębiania ich współpracy z USA. Rosja tymczasem chciałaby się z Kurdami dogadać. Podobnie Iran.

Zniszczenia wojenne w syryjskich miastach są tak duże, że Rosji nie stać na ich odbudowę. Źródło: gazeta.ru

Stłumienie ostatniego dużego ogniska antyreżimowego powstania przyniesie inne skutki: wojna w Syrii zmieni charakter. Teoretycznie pod kontrolą reżimu al-Asada znajdzie się większa część terytorium kraju. W wielu miejscach będą się tliły ogniska oporu i walki np. z wciąż istniejącym tzw. Państwem Islamskim. Ale w zasadzie Moskwa będzie musiała przystąpić do realizacji rzuconej obietnicy zakończenia wojny i odbudowy kraju.

– Tylko w teorii ładnie to brzmi. Po pierwsze Rosji nie stać na poniesienie wielomiliardowych rachunków za odbudowę Syrii, a po drugie obłożona sankcjami Moskwa ma minimalne szanse na wciągnięcie do współpracy przy odbudowie Syrii zagranicznych partnerów, z wyjątkiem Chin, arabskich monarchii z Zatoki Perskiej i Iranu – mówi Robin Wright.

Tylko, że Chiny, Iran, czy Arabia Saudyjska mają w Syrii swoje, często sprzeczne interesy. I nie chcą pozwolić, by Rosjanie stali się jedynym protektorem uchowanego przy życiu reżimu z Damaszku (po zakończeniu wojny wcale nie musi to być władza Baszara al-Asada). Np. zaangażowanie Iranu w Syrii nie wynika wcale jedynie z powodów ideologicznych i religijnych przy wspieraniu syryjskich szyitów. Teheran jest bardzo zainteresowany poprowadzeniem od siebie, przez północny Irak i Syrię magistrali tranzytowych ropy i gazu do Morza Śródziemnego. Byłaby to dla tych surowców najkrótsza droga. Ale oznaczałaby stworzenie konkurencji dla węglowodorów z Rosji.

– Na gruzach wojny z islamistami i opozycją wybuchną nowe walki o wpływy w Syrii, a Rosjanie ugrzęzną tam na długo i będą zmuszeni do zwiększenia obecności wojskowej i ponoszenia kosztów – tłumaczy Robin Wright.

I być może dlatego starają się utrzymywać tlącą się wojnę domową przy życiu. Bo obecna sytuacja, kiedy mając kontrolę nad rządem w Damaszku, stosunkowo niewielkimi siłami i kosztami blokują w Syrii zarówno USA, jak i Iran i Turcję i wyciągają z tej patowej sytuacji największe korzyści jest idealna dla Władimira Putina. Lepszej już nie będzie miał.

Michał Kacewicz/belsat.eu

 

Zobacz też
Komentarze