Alaksandr Kłaskouski Moskwa jest pewna – Łukaszenka nigdzie nie ucieknie


Mińsk może zrezygnować z Państwa Związkowego z Rosją. Gdyby bardzo tego zechcieć, to taki właśnie przekaz można było wyczytać w wielkim wywiadzie udzielonym pięciu białoruskim niezależnym mediom przez ministra spraw zagranicznych Uładzimira Makieja.

Część dziennikarzy wyłapała ten wyraźny motyw z pozostałych rozważań ministra i umieściła go w tytułach. Można się tym podniecać, ale z ręką na sercu można powiedzieć co innego: nawet dziecko zrozumie, że na taki zuchwały krok obecne białoruskie kierownictwo nigdy się nie odważy.

Szef białoruskiego MSZ: integracja z Rosją bezpieczna dla Białorusi

Łukaszenka to nie kamikadze

Tak, Makiej powiedział, że społeczeństwo ma prawo zadać pytanie, czy Białorusinom jest potrzebne Państwo Związkowe, i że istnieją „elementy ustawodawcze, umożliwiające przygotowanie odpowiednich petycji, apeli, wniesienia pytania na referendum itd.” Tylko właśnie co do tego „itd.” są bardzo poważne wątpliwości.

Oczywiście, petycje można pisać aż do bólu. Jednak system redut ustawodawczych i administracyjnych na Białorusi jest taki, że wszelkie próby opozycji i społeczeństwa obywatelskiego mające na celu przeforsowanie swojego porządku dnia, są skazane na niepowodzenie. A już tym bardziej próba przeprowadzenia referendum.

Rzecz jasna, władze potrafią wprowadzać potrzebne im rozwiązania „na prośbę mas pracujących” (młodsi Czytelnicy nie wiedzą, ale w taki sposób nawet podnoszono kiedyś ceny). Ale Alaksandr Łukaszenka nie przypomina kamikadze.

Rosyjski „nawis strategiczny”

Przywódca Białorusi, który instynktownie wyczuwa wszelkie zagrożenia, od razu przymierzył do kontrolowanego przez siebie terytorium scenariusz krymski z 2014 roku. Bo Kreml oderwał Krym przede wszystkim dlatego, że przestraszył się amerykańskich okrętów w Sewastopolu. Zadziałały stereotypy, że Ukraina po ustąpieniu Wiktora Janukowycza natychmiast wejdzie do NATO i przeklęty wróg podkradnie się jeszcze bliżej.

Łukaszenka zapewnił, że Białoruś nie wejdzie w skład Rosji. Bo nie musi

Białoruś dla Moskwy to przede wszystkim przyczółek strategiczny, który jak nawis spoczywa nad europejską sceną działań zbrojnych (na razie hipotetycznych). Kapryśnemu białoruskiemu przywódcy trzeba czasem nadskakiwać, ale rozerwania więzów integracyjnych i wycofania się z sojuszniczych obowiązków Kreml nie zniesie.

Wierność sojusznika

Minister Makiej wyraźnie dodawał sobie animuszu podczas swojego wywiadu: zapewniał, że Białoruś odrzuciła polityczną nadbudowę, którą Rosja chciała ją przycisnąć w ramach pogłębionej integracji. Teraz więc rzekomo pozostała czysto gospodarcza „harmonizacja”, a dla suwerenności nie ma już zagrożenia.

Ale po pierwsze, to tak jest niebezpieczeństwo, ponieważ białoruska gospodarka jest słaba i wręcz przyspawana do rosyjskiej. Dalsze zbliżenie grozi banalnym wchłonięciem. Po drugie, Moskwa wciąż wywiera naciski poprzez odmowę udzielania wcześniejszych preferencji gospodarczych – czyli ropy, gazy i kredytów.

Poza tym w Rosji coraz uważniej przyglądają się przejawom białoruskiej „zdrady”: to postraszą tam „lokalnymi banderowcami”, to zbliżeniem z Amerykanami, to planami wydania odwiecznemu wrogowi zza oceanu rosyjskiej obywatelki.

Lekcja ze skandalu z Bogaczową

Ostatnia sprawa dotyczy oczywiście zatrzymaniem Anny Bogaczowej, ściganej przez Interpol na mocy międzynarodowego listu gończego. Obywatelka Rosji jest powiązana z „fabryką trolli” Jewgienija Prigożyna i oskarżana przez Amerykanów o ingerencję w wybory w ich kraju. Popłoch wśród białoruskiego „naczalstwa”, które w trudnej sytuacji postawił jakiś służbista z bazą danych, był tak ogromny, że władze w Mińsku zaczęły wyjątkowo niezręcznie dementować nawet sam fakt zatrzymania Rosjanki.

I nawet sam Łukaszenka tłumaczył się z tego incydentu – podczas dzisiejszego spotkania z gubernatorem obwodu nowogrodzkiego Andriejem Nikitinem. O jakich więc tu mowa referendach na temat wyjścia z Państwa Związkowego? Niech w praktyce tylko, ktoś się o tym zająknie, to od razu aż pierze poleci…

Łukaszenka skomentował zatrzymanie w Mińsku Rosjanki związanej z rosyjską „fabryką trolli”

Zresztą w latach 90. sam Łukaszenka był płomiennym agitatorem na rzecz integracji i wręcz poganiał Rosję ku zjednoczeniu. Inna sprawa, że z takim zapałem wykuwał wtedy to Państwo Związkowe, bo w perspektywie sam widział się na Kremlu. Teraz chodzi o co innego – jakby tylko ocaleć i zostać ze swoimi.

Ale zrezygnowanie z idei Państwa Związkowego, którą samemu się głosiło, byłoby teraz niemożliwe. Również dlatego, że byłoby to też przyznaniem się do zabrnięcia w ślepą uliczkę i do tego, że wieloletnia polityka „bratniej integracji” była błędna.

Nawet nie szantaż

Zapytacie więc, dlaczego taki doświadczony polityk jak Makiej, pozwolił sobie na taką wypowiedź na ten temat. Nawet tak mgliście-teoretyczną. Nie budowałbym tu teorii spiskowych i poszukiwał głębokiego sensu. Po prostu natrętni dziennikarze przyczepili się jak się rzep do psiego ogona… A minister nie mógł przecież powiedzieć – „nie wasza to sobacza sprawa pchać się w nasze przepychanki z Moskwą”. Dlatego ujął to tak, jakby w kraju panowała demokracja. (Aha, trzymajcie mnie!)

Ta wypowiedź na temat możliwego referendum to nawet nie zawoalowana próba zaszantażowania Moskwy. Podobnie jak oświadczenia samego Łukaszenki, które brzmią od czasu do czasu: że zaczniemy pompować ropę przez Polskę i przejmiemy rurę, której potrzebujemy do eksportu.

Realny szantaż jest wtedy, kiedy groźba jest mocniejsza od jej wykonania. A jeśli chodzi o zachodniego partnera, to Rosja już dawno zrozumiała – nigdzie on się podzieje. Łukaszenka sam zresztą się przyznaje, że w Europie nikt go nie chce (chociaż eufemistycznie mówi „nas”.) No a gdzie chciałby iść – z sowiecką gospodarką i półfeudalnym reżimem władzy absolutnej.

I dlatego Kreml będzie dokręcać śrubę.

Alaksandr Kłaskouski, komentator polityczny dla belsat.eu

Inne teksty autora:

(cez)

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Zobacz też
Komentarze