Mołdawia: Maia Sandu wygrała wybory prezydenckie

Maia Sandu. Zdj. Facebook/Maia Sandu

Prozachodnia liderka centroprawicy Maia Sandu wygrała niedzielne wybory prezydenckie w Mołdawii. Jak podała w nocy Centralna Komisja Wyborcza, po przeliczeniu prawie 99 proc. głosów, 48-letnia Sandu zdobyła blisko 56 proc. głosów. Jej rywal, obecny prorosyjski prezydent Igor Dodon, otrzymał nieco ponad 43 proc. głosów.

Sandu, kierująca obecnie centroprawicową Partią Działania i Solidarności (PAS), w przeszłości była m.in. minister edukacji w rządzie Vlada Filata, a także premierem w nietypowej kilkumiesięcznej koalicji z socjalistami Dodona – ten eksperyment zakończył się wotum nieufności dla niej jako szefowej rządu.

Swoją kampanię była premier i ekonomistka Banku Światowego prowadziła na kontrze do tego, czym zmęczeni byli Mołdawianie – korupcji, nadużyć, pogarszającej się sytuacji gospodarczej i nieskutecznej walki z epidemią koronawirusa. Pod hasłem „Czas dobrych ludzi” wzywała rodaków do wspólnej budowy europejskiej Mołdawii – bez oligarchów i korupcji.

– Sandu wierzy w liberalną demokrację, w rządy prawa, co bardzo często podkreśla. Nie jest powiązana z mołdawskim światkiem polityczno-biznesowym. Przede wszystkim – ma poglądy, co jest nietypowe w mołdawskim mainstreamie – podkreśla analityk Ośrodka Studiów Wschodnich Kamil Całus.

Przed II turą wyborów prezydenckich w Mołdawii: Zachód vs Rosja

Dodon, który jest nieformalnym liderem mołdawskich socjalistów, reklamował swoją kandydaturę jako „wybór stabilności”. Polityk ten prowadził politykę zorientowaną na bliskie relacje z Rosją.

Wybory odbyły się przy wysokiej frekwencji (52,59 proc.) i rekordowej mobilizacji diaspory – za granicą zagłosowało ponad 250 tys. osób (w pierwszej turze – ok. 150 tys., co też było rekordem).

W związku z dużą liczbą głosujących w co najmniej trzech komisjach za granicą – w Montrealu, Londynie i Frankfurcie zabrakło kart do głosowania. Ponadto we Frankfurcie na pewien czas głosowanie przerwano z powodu fałszywej informacji o bombie. CKW poinformowała również o dwukrotnie większej niż w I turze aktywności obywateli mołdawskich, mieszkających na terenie separatystycznego Naddniestrza. Również w Rosji zagłosowało więcej Mołdawian niż w I turze.

– Chcę podziękować wszystkim, którzy zagłosowali. W tej kampanii walczyliśmy przeciwko kłamstwu, korupcji i dalszemu rozkradaniu państwa. Nie udało im się skłócić nas ze sobą – powiedziała po zakończeniu głosowania Sandu, dziękując wyborcom „za każdy głos”.

Mołdawia: zakończyła się II tura wyborów prezydenckich

Była premier zapowiadała walkę z korupcją i zbliżenie z Zachodem. Dodon, który jest nieformalnym liderem mołdawskich socjalistów, reklamował swoją kandydaturę jako „wybór stabilności”. Polityk ten prowadził politykę zorientowaną na bliskie relacje z Rosją. W I turze wyborów 1 listopada Sandu zdobyła 36,1 proc. głosów, a Dodon – 32,6 proc.

– Ludzie głosowali, kierując się tym, kto ma szanse zrobić z Mołdawii funkcjonalne państwo, a nie realizować mechanizmy korupcyjne i wypompowywać pieniądze, rentę z zarządzania państwem – mówił po zwycięstwie Sandu w I turze wyborów politolog Vladislav Kulminski.

Jego zdaniem kluczowe były właśnie takie argumenty, a nie tradycyjny dylemat geopolityczny – Zachód czy Rosja. Inni analitycy również wskazują na ogromne zmęczenie w społeczeństwie mołdawską klasą polityczną, w której w ostatnich latach źródłem rozczarowań byli już zarówno politycy prorosyjscy, jak i prozachodni. Jak mówią eksperci, w przypadku Sandu nie ma żadnych wiarygodnych informacji o tym, by była zaangażowana w jakąkolwiek korupcję.

– Nic na nią nie mają, a jedyne, co można jej zarzucić to to, że nie ma męża i dzieci – mówił jeden z analityków w rozmowie z PAP.

Przed wyborami Sandu stała się obiektem kampanii fake news – w internecie pojawiły się informacje, że zamierza ona zamknąć cerkwie, zmniejszyć emerytury, a zamiast defilady 9 maja (z okazji Dnia Zwycięstwa ZSRR w II wojnie światowej) zorganizować w Kiszyniowie paradę Gay Pride. Dodatkowo Sandu ma się już przygotowywać do wprowadzenia kraju do NATO oraz siłowego odbicia separatystycznego Naddniestrza, a także do wprowadzenia w kraju całkowitego lockdownu z powodu koronawirusa.

Prorosyjski Dodon niejednokrotnie używał, mówiąc o niej, tradycyjnych na obszarze poradzieckim argumentów – idzie na pasku Zachodu, chce oddać mu mołdawską gospodarkę, zerwać relacje z Rosją, ograniczyć rolę języka rosyjskiego, itd.

Mołdawia: trudne wybory mistrza politycznej koniunktury

Oponenci zarzucają Sandu, że jest zwolenniczką zjednoczenia Mołdawii z Rumunią. Ona sama mówiła, że „jako obywatelka” zagłosowałaby „za”, ale jest to kwestia wyboru obywateli. Z sondaży wynika, że zjednoczenie Mołdawii z Rumunią popiera obecnie ok. 30 proc. Mołdawian.

cez/belsat.eu wg PAP

Wiadomości