Mińskie władze przygotowują się do pacyfikacji niepokornych podwórek

Wiceszef Mińskiego Komitetu Wykonawczego Arciom Curan zapowiedział zastosowanie środków specjalnych w rejonach miasta „narażonych na wpływ destrukcyjnie nastawionych obywateli”.

Od trzech miesięcy, oprócz uczestniczenia w demonstracjach i marszach, opozycyjnie nastawieni mieszkańcy zbierają się na dziesiątkach podwórek, by wyrazić solidarność z zatrzymanymi, zaprotestować przeciwko fałszowaniu wyborów i milicyjnej przemocy. Niekiedy pojawiają się tam artyści i dają koncerty lub przedstawienia. Bloki i ich okolice są przystrajane biało-czerwono-białą symboliką, uznawaną przez władze za opozycyjną.

Kultura białoruskiego sprzeciwu: milicyjne więźniarki i pałki stają się częścią sztuki ulicznej

Najbardziej znanym takim miejscem jest tzw. Plac Zmian. To podwórko przy ulicy Czerwiakowa, nazwane tak nieoficjalnie na cześć dwóch didżejów, którzy w przeddzień wyborów na prorządowym festynie puścili kultowy utwór sowieckiego zespołu KINO „Pieriemien!” (pol. „Chcemy zmian!”). Obaj chłopcy trafili do aresztu, po czym musieli wyjechać z kraju. Jednak mural z ich podobiznami przyozdobił budkę transformatorową na placyku nazwanym odtąd Placem Zmian.

Opozycyjne podwórka są obiektami zainteresowania białoruskiej milicji. Funkcjonariusze przyjeżdżają, by usunąć flagi czy patriotyczną symbolikę. W ubiegłą środę jedna z takich interwencji skończyła się śmiertelnym pobiciem 31-letniego Ramana Bandarenki, który wyszedł przed blok, by zwrócić uwagę tajniakom zrywającym biało-czerwono-białe wstążki.

Białoruś: służby prześladują rodzinę zakatowanego Bandarenki

W ostatnią niedzielę w Mińsku odbył się kolejny marsz, który zakończył się właśnie na Placu Zmian. Tam właśnie uczczono zabitego przy spontanicznie zorganizowanym miejscu pamięci. Przeciwko protestującym rzucono jednak ogromne siły OMONu, które aresztowały zgromadzonych i zrujnowały społeczny memoriał.

W ostatnią niedzielę Plac Zmian spacyfikowały setki omonowców. Zdj Belsat.eu

Wczoraj Alaksadr Łukaszenka nakazał swoim urzędnikom „zaprowadzenie porządku w Mińsku” do końca tygodnia. Jego zdaniem na podwórkach ludzie wieszają „faszystowskie wstążki”, a inni przychodzą, by je usunąć, przez co dochodzi do konfliktów i bójek.

Stwierdził tak, choć w rzeczywistości agresją wobec mieszkańców niepokornych domów wykazują się milicjanci i tajniacy. Jego zdaniem należy też zlikwidować miejsca pamięci, bo nie można zamieniać placów zabaw w cmentarze.

Łukaszenka przeciwny miejscom pamięci poświęconym zabitym w czasie protestów

Dziś na polecenie Łukaszenki zareagowały władze Mińska i zapowiedziały skoncentrowanie się na rejonach miasta, które „podlegają wpływom destrukcyjnych obywateli”.

– Uprawnienia wszystkich służb miejskich są określone przez prawo i wystarczą, aby przywrócić porządek w Mińsku. I w ramach tych uprawnień służby będą działać. Plan działania zakłada koncentrację wysiłków na terenach najbardziej narażonych na wpływ destrukcyjnych obywateli, niszczenie mienia — powiedział wiceprzewodniczący Mińskiego Miejskiego Komitetu Wykonawczego Arciom Curan.

Jak podkreślił na oficjalnym kanale władz miejskich w komunikatorze Telegram, w najbliższym czasie ma być zintensyfikowana „praca wychowawcza” oraz dyżury służb. Za porządek na danym terenie będą oddelegowani urzędnicy i dzielnicowi. Według Curana w każdej dzielnicy jest od trzech do sześciu takich miejsc podlegających „kontroli specjalnej”.

Miejsce, w którym został pobity i zatrzymany Raman Bandarenka zamieniło się w społeczny memoriał. Zdj. Belsat.eu

Za porządek na kontrolowanych terenach będą odpowiedzialni szefowie władz dzielnic, naczelnicy dzielnicowych komisariatów oraz dzielnicowe wydziały Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych (straży pożarnej) – informuje BiełTA.

jb/ belsat.eu

Wiadomości