Miński „megamityng” poparcia dla Łukaszenki odwołany?

Wiec poparcia dla Alaksandra Łukaszenki na Placu Niepodległości w Mińsku. 19. października 2020 r. Zdj. belsat.eu

Koronawirus czy brak chętnych? Załogi zakładów pracy z całego kraju dostają powiadomienia, że wyjazdu do stolicy nie będzie, a w centrum Mińska zdemontowano dopiero co zainstalowaną scenę.

Pracownicy budżetówki oraz przedsiębiorstw państwowych od samego rana zaczęli dzielić się informacjami, że weekendowa impreza, na którą „zapraszano” ich do Mińska, została odwołana lub przełożona. Z innych zakładów pracy dochodzą jednak powiadomienia, że dyrekcje wciąż planują wysłać swoje delegacje na wiec poparcia dla władz.

– Dopiero co kierownik napisał, że w niedzielę nie trzeba nigdzie jechać. Bez wyjaśnienia przyczyn – cytuje swojego czytelnika portal tut.by.

Podobne wiadomości docierają z całego kraju. Gdzieniegdzie pracownikom wytłumaczono, że udział w wiecu został odwołany (lub przełożony na inny termin) w związku z pandemią.

Tymczasem na Placu Niepodległości w centrum Mińska, przed południem zdemontowano instalowaną tam scenę. Robotnicy załadowali jej elementy na ciężarówkę i wywieźli z miejsca planowanych wystąpień zwolenników Alaksandra Łukaszenki i świątecznego koncertu. Drugą scenę zdemontowano przed tzw. Stellą – pomnikiem Miasta Bohatera Mińska, gdzie co weekend dziesiątki tysięcy osób gromadziły się na opozycyjnych demonstracjach.

Łukaszenka: w niedzielę w Mińsku będzie zaprowadzony porządek

Według opinii niezależnych dziennikarzy sytuacja epidemiczna może być tylko pretekstem do odwołania prorządowej masówki. Nie mniejszym ryzykiem była perspektywa braku pożądanej frekwencji i w rezultacie – niemożność pokazania tłumnego poparcia dla Łukaszenki.

Redakcje piszą o tym, że do udziału w mityngu zachęcano wysokimi premiami i dniami wolnymi od pracy. Opornych straszono odebraniem premii, a nawet zwolnieniem z pracy. Wiele wskazuje jednak na to, że tzw. „zasoby administracyjne” nie zagwarantowały sukcesu akcji.

– Niektórzy odmawiali z powodu swoich poglądów, inni tłumaczyli, że są zajęci. Były też powiadomienia, że ludzie oferują pieniądze kolegom, aby ci pojechali za nich do Mińska. W jednym z zakładów energetycznych losowano, kto pojedzie na wiec. Chętnych nie było, a lokalne władze żądały od dyrekcji wydelegowania pracowników – pisze tut.by.

Mińsk: „Marsz Mądrości” kontra zwolennicy władz. FOTOREPORTAŻ

cez/belsat.eu

Wiadomości