Mińscy milicjanci sądzą się z listonoszką za ujawnienie ich adresów

Łarysa Tanaszkur. Grudzień 2020 r. Zdj. TK/ Belsat.eu

W Mińsku rozpoczął się proces 56-letniej Łarysy Tankaszkur, która udostępniła osiedlowemu czatowi listę prenumeratorów milicyjnej gazety „Na straży”, którą obligatoryjnie wykupują funkcjonariusze „organów”.

Śledczy określili jej działania jako nielegalne zbieranie i rozpowszechnianie informacji o życiu prywatnym bez ich zgody. (art. 179 część 1 Kodeksu karnego). Grozi za to kara aresztu, prac poprawczych lub grzywna.

W sprawę zaangażowanych jest 35 osób: funkcjonariusze Wydziału Spraw Wewnętrznych dzielnicy Centralny Rajon, wykładowcy Akademii MSW, zastępca komendanta milicji drogowej, a nawet byli funkcjonariusze.

Milicjanci uważają, że ponieśli szkody moralne, sąsiedzi przestali się do nich odzywać, a do ich skrzynek ktoś powrzucał, kartki z wydrukowanym art. 128 Kodeksu Karnego dotyczącego kar za zbrodnie przeciwko bezpieczeństwu ludzkości. Poczuli się też zagrożeni i został „podważony autorytet i reputacja zawodowa funkcjonariuszy milicji”.

Łarysa Tankaszkur. Grudzień 2020 r. Zdj. TK/ Belsat.eu

Łarysa Tankaszkur przyznała, że rozpowszechniła informacje o miejscu pobytu funkcjonariuszy milicji, jednak zaprzeczyła, że zrobiła to z ideologicznej i politycznej wrogości lub dla zemsty:

– Miałam na myśli tylko pomoc i dialog -powiedziała.

Stwierdziła, że przekazała dane administratorom czatu, aby dać innym możliwość innym porozmawiania z milicjantami nt. nielegalnych działań służb, jednak nie chodziło jej grożenie. Była to, jej zdaniem reakcja, na brutalność milicji wobec protestujących, do której dochodziło również na jej osiedlu. Nie zdawała też sobie sprawy, że administrator wrzuci do sieci całą listę.

Pod aresztem w Mińsku zatrzymano dwóch programistów. Przyszli powitać kolegę wychodzącego na wolność

Uważający się za poszkodowanych milicjanci, skarżyli się przed sądem na znajdowane w skrzynkach ulotki z artykułem kodeksu karnego. Przytaczali fakty, że sąsiedzi przestali się z nimi witać. Opowiadali o negatywnych i wulgarnych komentarzach, jakie wyczytywali pod adresem milicji na osiedlowym czacie.

Przed sądem wystąpił też były milicjant Leanid, który odszedł z pracy w listopadzie br. Przyznał, że w pierwszych dniach po opublikowaniu danych zaparkował samochód na innym podwórku. W swojej skrzynce pocztowej znalazł również list z przepisami Kodeksu karnego. Stwierdził, że nie ma żadnych roszczeń wobec oskarżonej i chciałby wycofać wniosek o ukaranie listonoszki, gdyż jego zdaniem działania Łarysy nie miały żadnych konsekwencji. Zwrócił się do sądu o łagodny wyrok.

jb/ belsat.eu wg spring96.org

 

Wiadomości