Minął rok od pogrzebu w Wilnie, który był najważniejszym zwiastunem białoruskiej rewolucji

Agnieszka
Romaszewska-Guzy

Byłam ostatnio pytana wielokrotnie czy można się było spodziewać tego co się zdarzyło tego lata i jesieni na Białorusi. Zazwyczaj pytanie zadawane było z założeniem, że odpowiedź powinna być raczej „nie, nikt się nie spodziewał”. A jednak…

Istnieje coś takiego jak zwiastuny przemian społecznej świadomości. My w Biełsacie, mieliśmy do nich o wiele łatwiejszy dostęp niż ktokolwiek inny, bo coraz lepiej znaliśmy naszych coraz liczniejszych widzów. Obserwując jak zmienia się zachowanie wobec naszych dziennikarzy ludzi na ulicy, rozmawiając z nimi, śledząc drobne wydarzenia i sieci społecznościowe, można było dobrze wyczuwać społeczny „puls”.

Białorusini odprowadzają przez Ostrą Bramę bohaterów postania styczniowego. Zdj. Denis Dziuba/ Belsat.eu

Jasne, że absolutnie nikt, także ja, nie spodziewał się dokładnie tego co nastąpiło. To jest najciekawsze w życiu społecznym, że choć zmiany świadomościowe i nastroje można badać, a też po prostu wyczuć, o tyle ile byś się nie nagłowił i tak nie przewidzisz w 100 proc., co się dokładnie wydarzy… Kto np. w 1979 r. przewidywał powstanie „Solidarności”?

Dla mnie momentem niezwykle znaczącym, który został przeoczony, czy też zlekceważony przez wielu obserwatorów, były tzw. protesty darmozjadów. W 2017 r., po nałożeniu podatku na osoby bezrobotne, przez Białoruś i to także przez białoruską prowincję, przetoczyła się fala społecznego niezadowolenia i protestów. Było widać, że pracowicie ulepiony przez „dobrego choć autorytarnego Baćkę” system definitywnie przestaje działać. Że władza odjeżdża od rzeczywistości, sądząc że bezrobotni w rzeczywistości wszyscy są krezusami pracującymi na czarno w ościennych krajach. Widać też było, jak bardzo dokuczyła ludziom urzędnicza samowola, w ramach której każdy jest małym dyktatorkiem na swoim odcinku.

Trumny przykryte były flagą z godłem powstania styczniowego, na którym oprócz Orła Białego, widniała litewsko-białoruska Pogoń i symbol Ukrainy Archanioł Michał. Zdj. Denis Dziuba/ Belsat.eu

Jednak ostatecznym ZWIASTUNEM zmiany były wileńskie uroczystości pochowania powstańców styczniowych, na czele z narodowym bohaterem Białorusi czyli Wincentym Konstantym Kalinowskim, znanym na Białorusi jako Kastuś Kalinouski.

Ta wielka, litewsko – polsko – białoruska uroczystość, której dwa państwa – spadkobiercy Rzeczpospolitej Obojga Narodów czyli Polska i Litwa nadały przepiękną i podniosłą oprawę, była w rzeczywistości, w największym stopniu, uroczystością BIAŁORUSKĄ.

Tego dnia dzięki Białorusinom, którzy przyjechali pożegnać swojego bohatera zaroiło się od biało-czerwono-białych flag. Zdj. Denis Dziuba/ Belsat.eu

Po jednej stronie lawety wiozącej trumny przywódców powstania na Litwie – Konstantego Kalinowskiego i Zygmunta Sierakowskiego szła litewska, a po drugiej polska kompania honorowa, za trumnami – prezydenci Litwy i Polski wraz z małżonkami, ale każdy kto widział te morze biało-czerwono-białych flag i te tysiące ludzi, musiał się zadumać.

Ci wszyscy ludzie ściągnęli w zimny, listopadowy dzień do Wilna, nie bacząc na to, że Litwa to kraj Schengen i trzeba załatwiać wizę, tłukli się pociągami w nocy albo o świcie, stali na granicy marszrutkami albo własnymi samochodami – bo tak bardzo bliska i ważna dla nich była ta uroczystość. Widać było w czyich sercach przesłanie wolności sprzed 160 lat wciąż budzi najżywszy oddźwięk. Który naród został wciąż jeszcze zapomnianą sierotą po Rzeczpospolitej, gdy tymczasem rodzeństwo już urządziło się i umościło, każdy po swojemu…

Napis na plakacie „Kogo kochasz? Kocham Białoruś”. Te słowa miał niegdyś wypowiedzieć sam Kalinowski. Zdj. Denis Dziuba/ Belsat.eu

I to był właśnie najważniejszy zwiastun, świadczący o tym, że nic już nie będzie takie jak dawniej. Nie jestem pewna czy prezydenci Litwy i Polski, słusznie celebrując sojusz pomiędzy dwoma naszymi narodami, wiedzieli że tą piękną uroczystością największy i NAJWAŻNIEJSZY prezent robią Białorusinom.

I dziś znów jak oglądam te zdjęcia, mam łzy w oczach.

Biełsat zainstalował w Wilnie polowe studio, które nadawało prawie ośmiogodzinna relację na żywo. Zdj. Belsat.eu

Agnieszka Romaszewska, dyrektor Biełsat TV

Więcej materiałów