Milicja nie obroni dziennikarki Biełsatu przed donieckim bojówkarzem


Oddział, w którym walczył Dzianis Hłazkin

Milicja odmówiła wszczęcia sprawy przeciwko byłemu żołnierzowi tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, który groził Kaciarynie Andrejewej. Wcześniej powiedział on dziennikarce, że był tajnym współpracownikiem białoruskich służb.

W postanowieniu, które otrzymała Kaciaryna Andrejewa, podkreślono, że po wstępnym sprawdzeniu, milicja zrezygnowała ze wszczynania sprawy karnej z art. 186 KK Białorusi – o groźbie zabójstwa, uszkodzenia ciała lub mienia.

15 stycznia korespondentka Biełsatu zwróciła się na milicję po tym, jak zaczął jej grozić bohater jej śledztwa dziennikarskiego. Dzianis Hłazkin opowiedział dziennikarce Biełsatu o swoim pobycie w szeregach wojsk tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Po publikacji materiału mężczyzna zadzwonił do Kaciaryny na prywatny telefon i powiedział, że „nie jest jedynym, który chce skręcić jej kark”. Bojownik stwierdził, że informacja w artykule jest „podana nieprawidłowo”, ale co go konkretnie oburzyło – nie powiedział.

 

Zawiadomienie dziennikarki sprawdził starszy pełnomocnik wydziału operacyjno-kryminalnego komendy dzielnicy Sawiecki Rajon w Mińsku, podpułkownik A. Bochan. Stwierdził on, że numer człowieka, z którego grożono z pogróżkami, należy do Dzianisa Dawidowicza. W materiałach operacyjnych, poza zeznaniami dziennikarki, były też zdjęcia człowieka z bronią, który był „podobny do Dawidowicza”. Jednak milicjant nie mógł go przesłuchać, „gdyż znajduje się poza granicami Republiki Białoruś”.

Według funkcjonariuszy, w działaniach „nieznanej osoby”, z którą dziennikarka rozmawiała telefonicznie 12 stycznia, nie ma cech przestępstwa z art. 186 KK – czyli groźby odebrania życia, zdrowia lub majątku. Dlatego, że „dana osoba mnie miała możliwości zrealizowania groźby”.

Prawnik Aleh Ahiejeu (z lewej) i przewodniczący Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Andrej Bastuniec

– Milicja może mieć rację tylko częściowo. By groźbę zakwalifikowano do art. 186, musiałaby brzmieć np. „Zabiję cię”. Ale w tym przypadku rzecz nie w słowach. Tu jest ważne, jak sama poszkodowana ocenia realność zagrożenia – tłumaczy prawnik Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ), Aleh Ahiejeu. – Jeśli założyć, że ten człowiek ma doświadczenie bojowe i mógł już zabić pewną liczbę osób, dziennikarka może czuć się zagrożona. Oczywiście, milicjanci powinni przesłuchać Dawidowicza, wyjaśnić sytuację. To, że nie ma go teraz na Białorusi, to już ich problem. Zawsze można wysłać za nim nakaz zatrzymania – dodaje prawnik.

Według Ahiejewa, jeśli dziennikarka zaskarży decyzję milicji w prokuraturze, prawdopodobnie zostanie ona cofnięta i funkcjonariusze wrócą do śledztwa.

– Ale to, że nowe dochodzenie da jakieś wyniki, jest mało wiarygodne. Wydaje się, że nie chcą się zajmować tą sprawa i szukać go – uważa ekspert.

Kaciaryna Andrejewa

Kaciaryna Andrejewa nie planuje zaskarżać decyzji milicji. Dziennikarka podkreśla, że nigdy nie miała zamiaru inicjowania prześladowania konkretnej osoby, ale spotkała się z nadzwyczajną sytuacją, wykonując swoje obowiązki zawodowe, dlatego zwróciła się na milicję.

– Moim zadaniem w przypadku wywiadu z Dawidowiczem było tylko informowanie społeczeństwa. Ale gdy usłyszałam groźby, oczywiście zwróciłam się o pomoc. Pozwolenie komuś (nie ważne, czy bojownikowi, czy nie) na dzwonienie i grożenie „skróceniem o głowę” jest niedopuszczalne. Jestem zaniepokojona tym, odpuściła sprawę. Ta sytuacja dobrze demonstruje podejście państwa białoruskiego do obrony swoich obywateli w ogóle, jak i bezpieczeństwa dziennikarzy – komentuje Kaciaryna Andrejewa.

Jak podkreśla nasza korespondentka, w 2019 roku stało się jasne, że milicja nie zajmuje się Białorusinami walczącymi po stronie nielegalnych formacji Doniecka i Ługańska, jeśli konkretne polecenie nie padło „z góry”. Tak, jak było w 2017 roku, gdy podczas negocjacji Alaksandra Łukaszenki z Petrem Poroszenką aresztowano aż trzech bojowników na raz.

– Teraz, w najlepszym razie służby trzymają bojowników pod kontrolą, składając im „wizyty z troski”. W najgorszym razie – współpracują z nimi – dodaje Andrejewa.

Баявік ДНР заявіў, што яго завербаваў ГУБАЗіК: хацелі адправіць на бок Украіны

kb, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze