Miał dość prześladowań. Po kolejnej prowokacji „nieznanych sprawców” Kastuś Żukouski wyjechał z Białorusi


Wieloletni współpracownik Biełsatu z Homla wraz z rodziną zdecydował się na opuszczenie kraju i wyjazd do „jednego z państw Zachodu”.

Incydentem, który ostatecznie wpłynął na decyzję o emigracji stał się napad na samochód dziennikarza. Doszło do niego na trasie Chłomiecz-Brahin-Chojniki w obwodzie homelskim.

Kastuś Żukouski oraz towarzyszący mu kolega Barys Anikiejeu zatrzymali się po drodze, aby sprawdzić, dlaczego w samochodzie, którym jechali, przegrzewa się silnik. Według ich relacji, nagle otoczyło ich czterech mężczyzn, którzy znienacka podjechali do nich terenowym autem.

– Prysnęli mi w oczy jakąś piekącą substancją, aż spadły mi okulary. Kastusia przewrócili, wyrwali dokumenty i podarli paszport – na szczęście nieważny. Jeszcze kpili: „Masz swoją zagranicę!” – cytuje Barysa Anikiejewa Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy.

Żaden z poszkodowanych nie zgłosił na milicji faktu napadu. Wcześniej Żukouski zawiadomił ją o tym, że ktoś wysyła mu groźby przez Facebook i e-mail. Na milicji dowiedział się jednak, że znalezienie osoby, która je wysyłała, jest niemożliwe. Wykryto tylko, że pogróżki nadchodziły z adresu zarejestrowanego w Kanadzie. Wcześniej dziennikarz bezskutecznie zwracał się do milicji o pomoc w ujęciu prześladujących go „chuliganów”.

Teraz uznał, że nie chce już kusić losu.

– Obecnie jestem w jednym z państw Europy Zachodniej. Uczę się języka i jednocześnie się leczę. Jest też ze mną moja rodzina, bo obawiam się przede wszystkim o przyszłość córki. Dziecko rośnie, nie wiadomo, jaką prowokację mogą urządzić nieżyczliwe mi osoby, aby poprzez córkę zaszkodzić mnie i żonie. Nie wierzę milicji, a tym bardziej służbom specjalnym – komentuje decyzję o emigracji.

Kastuś Żukouski osobą roku TV Belsat. Podsumowanie roku 2016.

W ostatnich latach nasz homelski współpracownik był kilkadziesiąt razy zatrzymywany przez milicję, której funkcjonariusze usiłowali uniemożliwić mu wykonywanie obowiązków zawodowych. W ub.r. wszczęto przeciwko niemu ok. 20 postępowań z artykułów kodeksu wykroczeń – za tzw. nielegalny wyrób produkcji medialnych, czyli przygotowywanie materiałów emitowanych potem przez Biełsat. 16 razy skazano go za to na wysokie grzywny, jeden raz został ukarany za brak szacunku do sądu.

Łączna suma grzywien, na które został skazany, wyniosła prawie 12,5 tys. rubli, czyli ponad 20 tys. zł. To więcej niż średni roczny dochód na Białorusi.

Kilka razy Żukouski trafiał do szpitala po napadach – był bity przez „nieznanych sprawców”, duszony na komendzie milicji, oblany nieznaną substancją przez pracownika gospodarstwa rolnego, do którego przyjechał na zdjęcia. Milicja nigdy nie znalazła i nie ukarała winnych.

Kilkakrotnie ogłaszał głodówki, a raz w desperackim akcie protestu, zaszył sobie w sądzie usta.

Desperacki protest Kastusia Żukouskiego: dziennikarz zaszył sobie usta (VIDEO)

SK, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze