Metoda „na Czeburaszkę*”, czyli uniwersalny model polityki rosyjskiej

Aleksandr
Podrabinek
Rosyjski dziennikarz, dysydent

W przewlekłej rosyjsko-amerykańskiej wojnie energetycznej doszło do kolejnego pogorszenia. I oczywiście chodzi tu o front europejski.

Tydzień temu Izba Reprezentantów USA zatwierdziła projekt budżetu obronnego na kolejny rok podatkowy. Zobowiązuje on Biały Dom do zaostrzenia sankcji wobec gazociągów Nord Stream 2 i Turecki Potok. Jak podaje niemiecka gazeta Die Welt, Amerykanie w ostatnich dniach przeprowadzili z wykonawcami gazociągów z Niemiec i innych krajów europejskich dwie wideokonferencje, aby „wskazać na daleko idące konsekwencje dalszego zaangażowania w projekt”. Obejmowały one sankcje wobec tych, którzy ułatwiają sprzedaż, wynajem lub udostępnianie statków do układania rur dla obu rurociągów.

„Kremlowski reżim utrzyma się i wzmocni machinę represji”. W kogo uderzą sankcje ze strony USA?

Europejczycy uważają groźby Waszyngtonu za „bardzo poważne”. Nie mogą ignorować amerykańskiej nieugiętej postawy, a jednocześnie marzyć o tanim rosyjskim gazie. Jednak pragmatyczny biznes europejski jest gotowy do współpracy z Rosją Putina, bez względu na ewentualne konsekwencje.

Nie kradzież, nie oszustwo, nie groźby

Ta dwuznaczna sytuacja przywołuje pewne wspomnienia. W czasach sowieckich jeden dowcipny kryminalista opowiedział mi, jakie oryginalne, bezprawne akcje organizował ze swoimi przyjaciółmi. Wieczorem opuszczoną ulicą miasta idzie mężczyzna. Na drodze spotyka piękną długonogą dziewczynę w płaszczu. Dziewczyna zatrzymuje mężczyznę i pyta:

„Przepraszam, widział pan Czeburaszkę?” – „Nie…” odpowiada zaskoczony przechodzień. „Proszę spojrzeć!” – mówi dziewczyna i otwiera przed nim płaszcz, pod którym nie ma ubrań, jest zupełnie naga.

Po kilku sekundach dziewczyna zapina płaszcz i idzie dalej, a oszołomiony przechodzień kontynuuje swoją drogę, zaskoczony i zachwycony niezwykłym wydarzeniem sprzed minuty. Jednakże jego radość nie trwa długo. Po chwili podchodzi do niego kilku twardzieli z pytaniem:

„Widziałeś Czeburaszkę?” – „Już widziałem”, odpowiada przechodzień, który nie nabrał żadnych podejrzeń i po prostu nie chce oglądać numeru w męskim wykonaniu. „No to płać” – mówi jeden z osiłków. – „Za oglądanie Czeburaszki się płaci”.

Mój dowcipny przestępca powiedział, że rzadko kto odmawiał zapłaty. Z jednej strony intencje silnych facetów nie pozostawiały wątpliwości; z drugiej strony widoczna była pewna logika w ich żądaniach. Nawet śledczy przez długi czas wahał się, jaki artykuł kodeksu karnego powinien tutaj zastosować: nie kradzież, nie oszustwo, nie groźby. Wygląda na to, że zatrzymali się na chuligaństwie, pod które można podciągnąć właściwie wszystko.

Dzisiejsza rosyjska polityka zagraniczna w pełni pasuje do modelu tej prostej zbrodni. Chodzi o to, by za wszelką cenę narzucić potencjalnemu wrogowi coś zyskownego, a następnie zażądać przesadnej zapłaty za okazaną „hojność”. Czy w 2015 r. podpisane zostało porozumienie mińskie z Rosją? Tak.

Rosyjski gaz jako karta przetargowa

Nie będzie teraz rozpamiętywania, dlaczego Ukraina podpisała umowę obligacyjną. Nikt nie będzie pamiętał ani o ewentualnej eskalacji działań wojskowych z tamtego okresu, ani o zagrożonym Kijowie, ani o katastrofalnym stanie armii ukraińskiej w tym czasie. Umowa podpisana – trzeba wypełnić warunki. Widziałeś Czeburaszkę – zapłać. To są „legalne” żądania świata przestępczego.

Jednym z „wariantów” Czeburaszki jest rosyjski gaz. Tu warto przytoczyć przykład bratniej Białorusi, która na początku tego roku straciła dostawy rosyjskiego paliwa i po raz kolejny przekonała się o konieczności płacenia za przyjemności. Kreml dał Białorusinom jasno do zrozumienia, że za dostawy gazu trzeba płacić integracją polityczną lub przynajmniej publicznie wspierać iluzję ewentualnego zjednoczenia.

Cena rosyjskiej ropy. Czy będzie ceną białoruskiej niepodległości?

Podobne relacje Kreml buduje nie tylko z „bratnimi narodami”. Europa Zachodnia chętnie kupuje rosyjski gaz w miarę potrzeb. Z jednej strony jest to zrozumiałe – Europejczycy go potrzebują. Z drugiej strony zależność energetyczna od Rosji jest źródłem poważnych problemów. Kiedy kilku twardzieli podejdzie do przechodniów i weźmie ich za gardło, będzie za późno, by żałować tego, co zobaczyli.

Wiele osób na Zachodzie to rozumie, ale ich reakcja na rosyjską ekspansję energetyczną jest zupełnie niewystarczająca. Próby obrony ekonomicznej niezależności sprowadzają się do żądania zaprzestania budowy rosyjskich gazociągów Nord Stream 2 i Tureckiego Potoku. To nie jest jednak jednolite stanowisko krajów Europy, ale żądania ze strony USA. Niektórzy w Europie są ogłupieni rosyjskim gazem i marzą o jego nieprzerwanych dostawach, inni są zdeterminowani, by żądać jedynie wstrzymania budowy gazociągów.

Czyj teraz jest Akademik Czerski ?

Tymczasem nawet nie chodzi o to, że żądania zaprzestania budowy gazociągów są niewystarczające, bezużyteczne i sprzeczne z zasadami gospodarki rynkowej. Największym problemem jest to, że nie rozwiązują one głównego problemu – gotowości do uzależnienia od agresywnej polityki rosyjskiej.

Równowaga na granicy wojny i pokoju

Byłoby dobrze gdybyśmy rozmawiali tylko o gazie i lokalnych konfliktach. Ale niestety tak nie jest. Kreml oferuje dziś Zachodowi bezpieczeństwo międzynarodowe. Chcecie wojny? Nie chcecie pokoju? Cóż, zawierajmy niewiążące porozumienia, bierzmy pod uwagę wzajemne interesy, nie wtrącajmy się w sprawy wewnętrzne i uzasadnione strefy wpływów, a wtedy będzie panował ład i porządek. Jest to wielka pokusa, której ulega wielu na Zachodzie. Albo są gotowi ulec. Przecież wszyscy tak naprawdę chcą pokoju.

Problem polega jednak na tym, że ta droga nie prowadzi do pokoju. To pułapka. Im bardziej Zachód da się wciągnąć w tę grę, tym żądania Kremla będą większe. Nie dlatego, że chcą wojny, ale dlatego, że w ogóle nie potrzebują pokoju. Dla Putina i jego otoczenia niezbędne jest niekończące się napięcie, równowaga na granicy wojny i pokoju, poczucie stałego zagrożenia.

Im bardziej realistyczny jest obraz Rosji jako oblężonej twierdzy, tym łatwiej jest Putinowi utrzymać władzę w kraju. Jest obrońcą ojczyzny, zbawieniem narodu. To ma wpływ także na Zachód – im bardziej odczuwalne jest zagrożenie militarne, tym łatwiej jest się poddać, negocjować, pójść na ustępstwa i kapitulować.

Tak jak bandyta w walce gangów przypadkowo odsuwa poły swojej kurtki, pokazując przeciwnikowi pistolet za pasem, tak Kreml od czasu do czasu demonstruje Zachodowi swoje możliwości bojowe, arsenały nuklearne i gotowość do ich wykorzystania. Bardzo przydatny dodatek do procesu negocjacji.

– Dziś musimy przyjąć, że ekspansja NATO, rozwój jego infrastruktury wojskowej w pobliżu granic Rosji jest jednym z potencjalnych zagrożeń dla bezpieczeństwa naszego kraju – powiedział kiedyś Putin na spotkaniu dotyczącym rozwoju rosyjskiej marynarki wojennej.

„Musimy” z ust Putina to istota rosyjskiej polityki. Wprowadzenie do umysłów Rosjan idei zagrożenia ze strony NATO jest dziś niemal głównym zadaniem propagandowym.

Putin mówi o wojskowej potędze Rosji. Może to potwierdzić tylko wojna

 

Nowe i stare metody zastraszania

Nie ma w tym nic nowego, to znajome metody zastraszania. Sowiecka propaganda od samego początku istnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego przedstawiała go jako potencjalnego agresora. Stworzyło to w narodzie sowieckim poczucie „zbliżającej się wojny” i pozwoliło komunistom na dalsze uzurpowanie sobie władzy, usprawiedliwiając się zewnętrznym zagrożeniem militarnym.

Przed powstaniem NATO były w modzie inne strachy na wróble: z zewnątrz zagrożenia ze strony międzynarodowej burżuazji, a wewnątrz, eskalacja walki klasowej. Takie zagrożenia są nieodzownymi satelitami uzurpacji władzy i do dziś wykorzystuje je autorytarny reżim. Oczywiście z dostosowaniem do nowych czasów.

Niestety nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji. Im bardziej ustępliwy i przyjazny jest Zachód, tym większa będzie ekspansja rosyjska. To dlatego, że pokój nie jest tym, czego Kreml potrzebuje. Zresztą, doszło już do lokalnych konfliktów zbrojnych oraz ingerencji wojskowej i politycznej Rosji w wielu krajach.

Dalsze losy zależą od nieugiętości Zachodu. Nie będę udzielał strategicznych rad, ale na pewno jedno jest jasne: nie łapcie się na przynętę na haczyku. Przyjęcie kolejnego trojańskiego prezentu jest niebezpieczne. A na pytanie „Widziałeś Czeburaszkę?” najlepiej odpowiedzieć szybko i stanowczo: „Nie widziałem i nie chcę patrzeć”.

* Czeburaszka to egzotyczne zwierzątko, które trafia do rosyjskiego miasta w skrzynce pomarańczy. I tu znajduje sobie przyjaciół. Postać nazwana w Polsce Kiwaczkiem, podobnie jak inni bohaterowie jego książek: Krokodyl Giena, Wiedźma Szapoklak były znane dzieciom na całym świecie, za sprawą filmów animowanych w reżyserii Romana Kaczanowa.

Aleksandr Podrabinek dla vot-tak, belsat.eu

(ksz)

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów