Mąż uwięzionej dziennikarki Biełsatu: To wszystko będzie nam się wydawać drobnostką

Zanim Ihar Iliasz sam trafił do aresztu, zdążył nam on opowiedzieć, jak to jest być mężem dziennikarki uznanej za więźnia politycznego. Jego żona Kaciaryna Andrejewa spędzi czas w areszcie co najmniej do 20 stycznia. Władze oskarżyły ją o wywoływanie zamieszek.

Zadaliśmy pytanie: jak to jest, gdy bliska osoba staje się więźniem politycznym? Kiedy reżim odbiera żonę, męża, syna czy siostrę? Gdy cierpią oni z powodu niesprawiedliwego oskarżenia i nie ma sposobu, by im pomóc? Ihar Iliasz, mąż aresztowanej dziennikarki Kaciaryny Andrejewej przyznaje, że łatwiej byłoby mu samemu siedzieć za kratami zamiast niej. Obydwoje są dziennikarzami Biełsatu.

Jednak jego uwięziona żona widzi to inaczej i w wiadomości przekazanej za pośrednictwem prawnika Kaciaryna poprosiła go, by wyjechał za granicę. Ihar jednak nie chce nie opuścić kraju, i wolał skupić się za to na kampanii informacyjnej mającej na celu wspieranie Kaciaryny. Jego wysiłki jednak przerwały władze. Wkrótce po naszym spotkaniu on sam również trafił do aresztu.

Spotkaliśmy się w jednej z mińskich kawiarni. To było dziewięć dni po zatrzymaniu żony, ale Ihara wciąż zajmowały sprawy codzienne – praca, aktualne wydarzenia i inne obowiązki.

Dziennikarz Biełsatu Ihar Iliasz. Zdj. DD / belsat.eu

– Potrafię opanować emocje i kontrolować swoje działania, ale pomaga mi też to, że ciągle czymś się zajmuje. Byłoby trudniej, gdybym nic nie robił i wciąż myślał o tej niesprawiedliwości, o tym, że moja żona znalazła się w więzieniu bez powodu, o tym, że próbują zrujnować nam życie – powiedział Ihar.

Podczas rozmowy nawet starał się żartować, wydawało się, że dobrze to wszystko znosi. Jednak jak przyznał, nawet kiedy wydaje się, że jest się psychicznie gotowym na taką ewentualność, to nie da się być do końca przygotowanym na areszt ukochanej osoby. Choć obydwoje wiedzieli, że mogą być zatrzymani w każdej chwili.

Kaciaryna Andrejewa już trzykrotnie trafiła do aresztu po wyborach. W sierpniu „przymknęli” ją na jedną noc, a we wrześniu na trzy dni. Iharowi udało się wtedy przekazać żonie książkę, a w niej krótki liścik: „Noc najciemniejsza jest przed świtem, ale świt będziemy oglądać już razem”. Notatkę tę potem czytała cała cela.

„Okolice „Placu Zmian” w Mińsku 15 listopada br. To tu po raz ostatni pracowała Kacia przed zatrzymaniem. Zdj, АВ / Belsat.eu / Vot Tak TV

Małżonkowie mogli się cieszyć wspólnymi chwilami na wolności do 15 listopada, kiedy to Kaciaryna wraz z operatorką Darią Czulcową zostały zatrzymane. Prowadziły tego dnia emitowaną na Biełsacie relację z rozpraszania demonstrujących na tzw. Placu Zmian. Funkcjonariusze OMON-u włamali się do mieszkania, w którym przebywały wtedy dziennikarki. 20 listopada Kaciaryna została oskarżona o wszczynanie zamieszek z art. 342 kodeksu karnego (organizacja działań rażąco naruszających porządek publiczny) i aresztowana na dwa miesiące.

Na krótko przed aresztowaniem poinformowała męża, że dron, który krążył za oknem, określił ich lokalizację. Ihar poradził jej wtedy, by pilnie poszukała innego miejsca i nie prowadziła dalszej relacji na antenie. Kaciaryna jednak została w mieszkaniu i ponownie zadzwoniła wtedy, gdy funkcjonariusze stali już pod drzwiami. Powiedziała, że się boi, ale Ihar próbował uspokoić żonę. Był pewien, że mundurowi nie wyważą drzwi – tak samo jak był pewien, że Kacia i Daria przemieściły się w inne miejsce. Jak powiedział później właściciel mieszkania, oficerowie OMON-u zapukali, kilka razy pociągnęli za klamkę i natychmiast zaczęli wyważać drzwi.

„Plac Zmian” Minsk 15 listopada br. Zdj. ТК / Belsat.eu

Przez kilka godzin nie było z nią kontaktu. Ihar miał pojawić się na antenie Biełsatu. Prowadzący zapytał go, gdzie znajduje się Kaciaryna. – Według moich informacji, opuściła plac Zmian – powiedział dziennikarz. Miał nadzieję, że żona nie odbiera telefonu, bo się ukrywa. Ale wkrótce okazało się, że dziennikarka znajduje się się na komisariacie milicji dzielnicy Kastrycznicki Rajon i grozi jej sprawa karna.

Milicja zaczęła też szukać Ihara. Najpierw przyszli do mieszkania, gdzie zameldowana jest Kaciaryna. Zostawili wiadomość, że żona prosi, by przyszedł na komisariat Później funkcjonariusze z Komitetu Śledczego przyszli do miejsca, w którym zameldowany był Ihar. Ale dziennikarz nie mieszka w żadnym z tych miejsc.

Ihar rozpoczął kampanię informacyjną na rzecz wsparcia Kaciaryny już pierwszego dnia po jej zatrzymaniu. Zamieścił wtedy na Facebooku post, z którego bije godny pozazdroszczenia spokój:

– Byliśmy gotowi na to, że przeciwko któremuś z nas, w szczególności Kaci, zostanie wszczęte postępowanie karne, ponieważ doskonale wiedzieliśmy, w jakich czasach żyjemy. Kacia pracowała na niemal każdym niedzielnym proteście i zawsze brała ze sobą „awaryjną torbę” na wypadek zatrzymania – nigdy nie wiedzieliśmy, czy danego dnia wróci do domu.

Ihar Iliasz słucha swojej żony zeznającej podczas rozprawy sądowej 28 sierpnia. Została wtedy sądzona za udział w nielegalnej akcji ulicznej, w której rzekomo miała uczestniczyć dzień wcześniej. Zdj. belsat.eu

Rodzina, przyjaciele i koledzy od dawna namawiali małżeństwo do opuszczenia kraju z powodu niebezpieczeństwa, ale para postanowiła pracować tak długo, jak długo będą w stanie wykonywać swoje obowiązki zawodowe.

– Mieliśmy już niewielkie doświadczenie z emigracją i nie spodobało nam się. Ja za granicą każdego dnia budziłem się z pytaniami, gdzie jestem i co tu robię. Nie potrafiłem sobie wytłumaczyć, dlaczego mieszkam w innym kraju, jeśli całe moje życie i moja tożsamość są związana z Białorusią. I w końcu Kacia i ja jesteśmy dziennikarzami, nie możemy wyjechać w czasie, gdy w kraju dzieją się ważne wydarzenia, to byłoby zdradą zawodu. Przebyliśmy długą drogę, by przygotować się do pracy w takich warunkach – mówi Ihar.

Już w lipcu napisali swoim bliskim instrukcję, co zrobić, gdy oboje zostaną aresztowani – z kim trzeba się skontaktować, jak się zachować i jak rozmawiać z mediami. Wtedy wydawało się, że aresztowanie dziennikarza będzie czymś szokującym, ale później stało się to powszechne.

Kacia Andrejewa w pracy. Zdj. Iryna Arachouskaja / Belsat.eu

Kilka pierwszych dni po aresztowaniu Kaciaryny Ihar spędził u przyjaciół. Jak mówił, psychicznie łatwiej jest, kiedy nie jest się samemu, a poza tym nie było jasne, czy śledczy znów nie przyjdą do jego mieszkania.

– Szczególnie trudno było pierwszej nocy. Nie udało mi się zasnąć, choć nigdy nie miałem z tym problemu. Rano usnąłem na jakieś 20 minut. Obudziłem się zupełnie zdezorientowany. W głowie kłębiły mi się myśli – co się dzieje, gdzie jest moja żona, co teraz z nami będzie.

Od tego momentu noce były dla Ihara bardzo ciężkie. Często budził się, zastanawiając się, gdzie jest Kacia i z myślą, że może to wszystko się tak naprawdę nie wydarzyło.

– W pierwszych dniach po jej aresztowaniu najsilniejszym uczuciem we mnie była nienawiść do ludzi, którzy zabrali mi żonę. Ale mieszała się ona się z dumą z niej – z tego, jak się trzymała i jaką drogę przebyła przez lata naszej znajomości. Można naprawdę powiedzieć „wow”. Potem przyszła wiara w siebie, w nią i w to, że wygramy.

W końcu Ihar uznał, że ukrywanie się jest trudniejsze niż się wydawało – jest zbyt wiele czasu na myśli, które jeszcze bardziej przygnębiają. Wrócił więc do codziennego życia.

– Pojechałem do naszego mieszkania i był to jeszcze bardziej bolesny moment – wszystko tam przypominało o niej, o naszych wspólnych chwilach, o naszych rozmowach i rodzinnych sprawach. Tamtej nocy nie dałem rady tam zostać i pojechałem do mojej rodziny.

Ihar Iliasz. Zdj. DD / belsat.eu

Tymczasem Kaciarynie udało się przez prawnika i koleżanki z celi przekazać mężowi kilka wiadomości – że kocha go i żeby na siebie uważał, bo łatwiej znosić swój własny pobyt w areszcie, niż gdyby to przytrafiło się jej ukochanemu. Udało jej się nawet przekazać notatkę rodzinie: „Kochana rodzino, kocham was, wygramy. Żywie Biełaruś i ja będę żyć. Wasza Kacia”.

Ihar napisał pierwszy list dopiero po tygodniu.

– Łatwiej było przekazać coś przez prawnika, bo w ten sposób czułem, że rozłąka jest tylko tymczasowa. Trudno było napisać list, bo ciężko jest przestawić się na ten format komunikacji – kiedy wysyła się list, to przyznaje się, że taki stan utrzyma się długo.

Napisał długi na dwie strony formatu A4 list, w którym próbował opowiedzieć niedawne anegdoty dotyczące protestów.

Kacia i ja oglądaliśmy ostatnio serial oparty na powieści Sołżenicyna „Krąg pierwszy”. Tam jest jeden świetny odcinek, kiedy głównego bohatera odwiedza w więzieniu jego żona. Kiedy Kacia została przeniesiona do Żodzina, przeraziła mnie myśl o naszym widzeniu – przerażające było to, że zostanę po tej stronie, że przyjdę i odejdę, że będziemy się tak komunikować. To jak pisanie listu – trudno jest przyznać, że taka jest rzeczywistość i że zostanie z nami na dłużej.

Ihar Iliasz. Zdj. DD / belsat.eu

10 grudnia mija rocznica ślubu dziennikarzy. Są małżeństwem od prawie czterech lat. Ihar powiedział, że trudno mu jest nawet wyobrazić sobie, że to święto będzie obchodził sam, że coś takiego w ogóle jest możliwe. Podczas tych dziesięciu dni na wolności bez Kaciaryny wypracował mechanizmy obronne. Jak mówi, trzeba „ograniczać myślenie, pracować, pracować i jeszcze raz pracować, wyłączać światło i natychmiast zasypiać.” Inaczej wspomnienia szczęśliwego życia z żoną mogą wytrącić z równowagi. Teraz, gdy trafił mu do aresztu może być mu trudniej zatrzymać potok wspomnień

– Wiele razy mówiłem Kaci, że jeśli któreś z nas zostanie aresztowane, to będzie to tylko niewielki niuans w skali naszego całego życia. Będziemy wiedli długie, ciekawe, szczęśliwe życie. A kiedy będziemy mieć po 70 lat, to te kilka miesięcy lub nawet lat będzie wydawać się drobiazgiem w porównaniu z mikrokosmosem, który jest między nami.

Ihar, którego kazano na 15 dni za rzekomy udział w proteście 26 października, powinien wyjść na wolność tuż przed rocznicą ślubu.

Irena Kaciałowicz, ksz/ belsat.eu

Napisz list do dziennikarza!

Obecnie za kratami przebywają trzy białoruskie dziennikarki, którym postawiono zarzuty karne. To Kaciaryna Andrejewa (Bachwaława) i Daria Czulcowa z Biełsatu oraz Kaciaryna Barysiewicz z portalu tut.by. Ważnym gestem solidarności z nimi może być Wasz list do nich.

Adresy do korespondencji:

Białoruś

222160 г. Жодзіна

вул. Савецкая, д. 22а

Кацярына Бахвалава

 

Białoruś

222160 г. Жодзіна

вул. Савецкая, д. 22а

Дарʼя Чульцова

 

Białoruś

220030 г. Менск

вул. Валадарскага, д. 2.

СІЗА № 1

Кацярына Барысевіч

Prosimy o włożenie do listu pustej koperty. Nasze koleżanki będą mogły ją wykorzystać, aby odpisać na list.

Dziękujemy za solidarność i wsparcie!

Wiadomości