Mateusz Bajek: z propozycjami Cichanouskiej wybory na Białorusi mogą być demokratyczne

W poniedziałek białoruska opozycja przedstawiła dziesięć rozwiązań, które mają zapewnić, że przyszłe wybory prezydenckie będą uczciwe. Propozycje te przeanalizował dla Biełsatu Mateusz Bajek, międzynarodowy obserwator wyborów i kierownik projektu wideoobserwacji wyborów w Rosji w ramach Fundacji Odpowiedzialna Polityka.

– Swiatłana Cichanouskaja i jej ekipa zapowiedzieli, że po ustąpieniu Alaksandra Łukaszenki potrzebują od 45 do 60 dni na przeprowadzenie wolnych, uczciwych i demokratycznych wyborów na Białorusi. Czy według Pana taka zmiana jest możliwa w tak krótkim czasie i to bez nowelizacji białoruskiego Kodeksu Wyborczego?

– Zakładam, że jeśli będzie wola polityczna szybkiego przeprowadzenia uczciwych wyborów na Białorusi, to ich przeprowadzenie w tak krótkim czasie nie sprawi problemów. Uważam, podobnie jak Swiatłana Cichanouskaja, że przy przeprowadzaniu wyborów wola polityczna jest najważniejsza. To nie z samych przepisów prawa wynika, że wybory są uczciwe, ale z tego, czy chce się te wybory uczciwie przeprowadzić.

To nie jest tak, że w krajach demokratycznych są najlepsze przepisy prawa i dlatego wybory są demokratyczne, a w państwach niedemokratycznych przepisy są złe. Nie ma tu pełnej zależności. Można mieć złe przepisy prawne, które dopuszczają pewne błędy, ale mieć demokratyczne wybory. Można też mieć prawo wyglądające na w miarę porządne i fałszować wybory.

Cichanouskaja opublikowała koncepcję nowych, demokratycznych wyborów na Białorusi

Także z koncepcją Swiatłany Cichanouskiej by zmodyfikować wyłącznie instrukcje użycia Kodeksu Wyborczego, bez zmiany samego Kodeksu, można te wybory przeprowadzić demokratycznie. Chociaż nie wiem, czy wszystkie punkty z przedstawionej listy uda się wypełnić w tak krótkim terminie.

– Opozycja zakłada, że zmiana Kodeksu Wyborczego nie jest konieczna. Wystarczy, że zmieniona zostanie instrukcja jego stosowania. Czy według Pana tak rzeczywiście jest?

– Prawo nie musi być idealne, by wybory były demokratyczne. Można porównać wybrane przepisy w Polsce, Wielkiej Brytanii i USA z tymi, które obowiązują w Europie Wschodniej. Wtedy możemy odnieść wrażenie, że niektóre przepisy, np. w Rosji, są lepiej dopracowane. Ale dlatego, że nie ma instytucji pilnujących ich przestrzegania, wybory tam nie są demokratyczne.

Wydaje się więc, że propozycja polegająca na załataniu dziur, a nie zmianie całego systemu wyborczego, w obecnych warunkach politycznych to jest jakiś logiczny wybór, dzięki któremu wybory można będzie przeprowadzić szybciej. Oczywiście chciałoby się, by prawo wyborcze było idealne, ale przy obecnym entuzjazmie Białorusinów i wyrażonej przez nich chęci zaangażowania się w reformy w kraju, te wybory powinno udać się przeprowadzić uczciwie nawet bez dogłębnych zmian prawnych.

– Zanim dojdzie do samych wyborów, Białorusini znów będą musieli zebrać podpisy pod kandydaturami. Cichanouskaja proponuje, by tym razem komisje wyborcze nie skupiały się na wychwytywaniu podpisów fałszywych i nieważnych, a na liczeniu podpisów prawdziwych. Na czym polega różnica?

– Chodzi o to, by pokazać, że dany kandydat uzyskał określone poparcie, a nie to, że podczas zbiórki podpisów miały miejsce błędy.

Załóżmy, że dla danego kandydata trzeba zebrać 100 tysięcy podpisów poparcia. Jeśli zbierzemy ponad 100 tysięcy i komisja potwierdzi, że przynajmniej 100 tysięcy zostało oddanych prawidłowo, to już nie musi dalej sprawdzać. Chodzi o pokazanie pewnego minimalnego progu poparcia, bez względu na liczbę podpisów błędnie złożonych, a nawet fałszywych.

Zwolennicy Swiatłany Cichanouskiej czekają w kolejce, by złożyć podpis pod jej kandydaturą. Mińsk, 31.05.2020 r. Zdjęcie: belsat.eu

Takie podejście pozwoli uniknąć sytuacji, gdy np. osoby podstawione fałszują podpisy i dzięki takim sfałszowanym głosom można nie dopuścić kandydatów do wyborów. Albo sytuacji, kiedy osoby sprawdzające podpisy określały te oddane uczciwie – jako sfałszowane. W momencie gdy komisje wyborcze miały za zadanie wyszukiwanie podpisów nieprawidłowych, ich celem nie było dopuszczenie kandydatów do wyborów, ale wręcz przeciwnie – zdyskwalifikowanie ich już na starcie.

– Opozycja chce postawić na maksymalną jawność wyborów. Obserwatorzy mieliby możliwość uczestniczenia w pracach komisji wyborczych na wszystkich etapach, nagrywania przebiegu wyborów na wideo. Cichanouskaja proponuje też, by wynik z każdej karty był odczytywany na głos przed zapisaniem go przez komisję, a protokoły liczenia głosów były natychmiast wywieszane przed lokalami i publikowane w internecie. Czy takie praktyki zapewnią uczciwość wyborów?

– Celem pani Cichanouskiej jest zalepienie tych dziur, przez które demokratyczny charakter wyborów jest naruszany. Obecność obserwatorów ma zmrozić osoby, które próbowały by fałszować te wybory, więc jest to jeden ze sposobów.

Odczytywanie wyników na głos to także dobra metoda, by zwiększyć szansę na to, że ogłoszone wyniki są zgodne z rzeczywistymi. Przy czym można widzieć jeden wynik, a przeczytać inny. W wersji maksimum można sobie wyobrazić, by takie głosy były dodatkowo prezentowane na rzutniku, który będzie wyświetlać je dobrze widocznym miejscu, by pokazać je wszystkim zainteresowanym. Jeśli dobrze pamiętam, taka praktyka jest stosowana na Łotwie.

Mohylew: niezależni obserwatorzy masowo wyrzucani z lokali wyborczych

Rozwiązaniem jest też wideoobserwacja, co także zapowiedziała pani Cichanouskaja. Gdyby w komisjach były zamontowane kamery internetowe, to osoby pracujące po drugiej stronie byłyby w stanie upewnić się, że głosowanie przebiega prawidłowo. To by pozwoliło uczestniczyć w kontroli przebiegu wyborów w szczególności żyjącym poza granicami kraju Białorusinom.

– Kolejną zmianą jest zasada przewagi w komisjach wyborczych mieszkańców danych obwodów: osiedli, konkretnych bloków, czy wsi. Do tej pory komisje tworzono z urzędników, nauczycieli, działaczy państwowych organizacji i kierownictwa zakładów pracy. Co taka zmiana oznacza w praktyce?

Doświadczenie mojej pracy przy obserwacji wyborów na Białorusi pokazuje, że w komisjach są tam głównie osoby narzucone z góry i kontrolowane przez władze. W związku z tym bardzo trudno było wymusić na nich, by były uczciwe.

Obecnie na Białorusi obserwujemy wielki entuzjazm, chęć przeprowadzenia uczciwych wyborów. To oznacza, że w całym kraju znajdą się ludzie, którzy będą chcieli pomóc w ich organizacji tak, by były uczciwe.

W związku z tym, że nie ma na razie mowy o zmianie prawa, jest to jedyne rozwiązanie by osoby zainteresowane uczciwym przeprowadzeniem wyborów mogły w tym uczestniczyć. Wydaje mi się, że jest to ciekawy i dobry pomysł. Natomiast absolutnie nie jest to docelowy model. Docelowy model wyboru członków komisji wyborczych mógłby przypominać ten znany z Polski, kiedy w komisjach wyborczych zasiadają reprezentanci komitetów wyborczych kandydatów na prezydenta, a dopiero kiedy ich brakuje – niezależni lokalni mieszkańcy.

To właśnie przedstawicielom kandydatów powinno najbardziej zależeć na tym, by wybory zostały przeprowadzone uczciwie w stosunku do ich kandydata. Jeśli takich osób będzie dużo, to komisje wyłącznie w ten sposób mogą stać się uczciwe. Nawet mimo zachowania obecnych przepisów prawa.

Liczenie głosów przez komisjęw Mińsku. 9.08.2020 r. Zdjęcie: VASILY FEDOSENKO / Reuters / Forum

Zmiana składu komisji wyborczych jest tu kluczową sprawą. W krajach, w których ich członkowie są narzucani przez władze, wybory bardzo często są fałszowane. Natomiast w takich krajach jak Polska, gdzie członkowie w pierwszej kolejności są wybierani przez komitety wyborcze, jest większa szansa na to, by wybory były uczciwe, gdyż każdy patrzy innym na ręce.

– Podsumowując, czy po wprowadzeniu zmian proponowanych przez opozycję białoruskie wybory mogą być wreszcie demokratyczne?

– To są propozycje rozwiązania najważniejszych problemów, widocznych na Białorusi dla wszystkich, w tym nas – międzynarodowych obserwatorów wyborczych. Dzięki zaproponowanym rozwiązaniom zlikwidowanych zostanie wiele elementów procesu wyborczego, w czasie których dochodziło w szczególności do fałszowania wyborów. Pewności, czy wybory będą uczciwe nigdy nie ma, bo Białoruś jest państwem pełnym agentów specjalnych, w którym administracja jest bardzo mocno zależna od władzy.

Jednak dzięki publicznej kontroli nad składanymi podpisami poparcia, a także kontroli obserwatorów nad przebiegiem głosowania i liczenia głosów, znacząco zwiększy się prawdopodobieństwo, że te wybory będą uczciwe. Choćby na poziomie lokalnych komisji wyborczych.

Jeśli protokoły liczenia głosów będą wreszcie wywieszane w miejscu publicznym i publikowane na stronie Centralnej Komisji Wyborczej, jeśli ludzie będą w stanie sprawdzić i porównać te wyniki, to będą oni mogli upewnić się, że wszystko jest w porządku.

Nawet mimo funkcjonującego obecnie prawa i zaangażowania urzędników państwowych, podczas tegorocznych wyborów prezydenckich mieliśmy przynajmniej kilkaset komisji wyborczych, które uczciwie policzyły głosy. Mieliśmy komisje, gdzie 90 proc. zdobyła Cichanouskaja, a 5 proc. Łukaszenka.

Gdy obserwowałem wybory w 2015 i 2016 roku również zdarzało mi się spotykać komisje, które ogłosiły wyniki wyglądające na uczciwe. W czasie wyborów prezydenckich w 2015 r. Łukaszenka w wielu komisjach wyborczych osiągał niewiele ponad 50% poparcia, a na wyborach parlamentarnych kandydaci Łukaszenki przegrywali głosowanie.

Jednak uczciwe wyniki z komisji obwodowych były fałszowane wyżej, w komisjach terytorialnych. To właśnie tam widziałem najpoważniejsze nieprawidłowości. W ciągu godziny dokonywano fałszerstw nie kilku głosów, a wielu tysięcy, a nawet dziesiątek tysięcy! Przy czym zawsze było tam za mało obserwatorów i nigdy nikt poza mną nie zauważał manipulacji liczbami.

Mateusz Bajek: „Tam, gdzie są obserwatorzy, Łukaszenka przegra”

I właśnie tego trochę brakuje w tych propozycjach pani Cichanouskiej – pomysłu na rozwiązanie problemu fałszowania wyborów w komisjach wyższego stopnia. Mówi ona co prawda, że obserwatorom trzeba zapewnić dostęp na wszystkich etapach wyborów – od wyłonienia członków komisji wyborczych do liczenia głosów. Może to też oznaczać kontrolę nad tymi wyższymi etapami.

Czy to wszystko doprowadzi Białoruś do demokratycznych wyborów? Chyba każde wybory można sfałszować, jeśli jest taka wola polityczna. Mechanizmy zaproponowane przez zespół Switłany Cichanouskiej, jeśli uda się je wprowadzić w życie, sprawią jednak, że ewentualne fałszowanie będzie zdecydowanie trudniejsze. Liczę, że w konsekwencji pozwoli to na narodziny demokratycznej Białorusi.

Mateusz Bajek. Zdjęcie: Twitter rozmówcy

Mateusz Bajek to międzynarodowy obserwator wyborów, uczestnik dwóch misji obserwacyjnych ODIHR/OBWE na Białorusi, członek Fundacji Odpowiedzialna Polityka, autor pracy analitycznej “Jak oszukuje się się białoruskich wyborców”.

Z Mateuszem Bajkiem rozmawiał Piotr Jaworski, belsat.eu

Wiadomości