Marsz połączonych sił demokratycznych w Mińsku: największa demonstracja w historii

O godzinie 14 czasu białoruskiego w Mińsku rozpoczął się marsz przeciwników reżimu Łukaszenki. Niektóre media mówią o 500 tysiącach demonstrantów. W tym samym czasie na Placu Niepodległości trwał wiec białoruskiego przywódcy.

Udział w marszu zapowiadali udział przeciwnicy milicyjnej brutalności i ludzie uważający, że Alaksandr Łukaszenka ukradł im możliwość wyboru nowego prezydenta. W centrum Mińska gromadzili się robotnicy, kobiety w białych ubiorach i z kwiatami oraz strajkujący pracownicy innych profesji.

Równocześnie w Homlu odbywały się uroczystości pogrzebowe Alaksandra Wichora, 25-latka zabitego przez milicję. Chłopak został porwany z ulicy, gdy szedł na randkę. W dusznej więźniarce, w której przetrzymywano go kilka godzin, miał atak serca – zmarł w szpitalu. Rodzinie nie pokazano jednak jego ciała – matka uważa, że po zatrzymaniu został dotkliwie pobity.

Maszerujący przez miasto pokojowi demonstranci twierdzili, że Łukaszence nie zostało już nic więcej, poza ściągnięciem do stolicy zależnych od siebie urzędników i pracowników budżetówki. Przynieśli ze sobą transparenty z żądaniami ogłoszenia prawdziwych wyników wyborów, odejścia Łukaszenki i pokojowej zmiany władzy. Chcą też sprawiedliwego procesu osób odpowiedzialnych za pacyfikacje protestów i tortury w aresztach. O cierpienia swojego narodu oskarżają Łukaszenkę i ministra spraw zagranicznych Juryja Karajewa. Domagają się też skazania Lidzii Jarmoszyny, szefowej Centralnej Komisji Wyborczej odpowiedzialnej za fałszerstwa wyborcze.

Demonstranci maszerowali w spokoju po chodnikach, zatrzymując się przed przejściami dla pieszych. Kobiety szły z kwiatami. Nie było milicji i nie dochodziło do prowokacji.

Uczestnicy Narodowego Marszu „Za wolność”. 16 sierpnia 2020. Mińsk, Białoruś. Zdjęcie: Alaksandr Wasiukowicz/ Vot-tak.tv / Belsat.eu

– Mam 54 lata i czworo wnuków. W tym roku po raz pierwszy poszłam na wybory, bo wcześniej nie uważałam tego za potrzebne. Chcę wolnej Białorusi dla swoich wnuków – powiedziała Radiu Swaboda uczestniczka marszu.

– My wszyscy jesteśmy za pokojem. Nie mamy nic przeciwko ludziom, którzy tu są. Nie jesteśmy agresywni i chcemy żyć w spokojnym państwie – dodał młody demonstrant.

– Jestem przedszkolanką. Chcę Białorusi, w której nauczyciele nie muszą sami robić zabawek dla swoich dzieci – mówi młoda kobieta. – Pracownicy budżetówki boją się, że stracą pracę, jeśli pójdą na protest. Ale wszyscy chcemy zmian.

Mińsk: pół miliona kontra kilkadziesiąt tysięcy REPORTAŻ

Korespondent wypatrzył w tłumie parę ubranych na biało-czerwono szczudlarzy. Mówią, że pierwszy raz są na niezależnej demonstracji.

– My, Białorusini musimy się piąć wzwyż. Nie możemy zostawać w miejscu – powiedział artysta. – Jesteśmy tu, by w tych trudnych chwilach na twarzach ludzi pojawił się uśmiech. Dawanie ludziom szczęścia to cel artystów cyrkowych.

Uczestnicy Narodowego Marszu „Za wolność”. 16 sierpnia 2020. Mińsk, Białoruś. Zdjęcie: Iryna Arachouskaja/vot-tak.tv/belsat.eu

Kolumna mieszkańców wschodnich dzielnic Mińska skupiła się wokół 100-metrowej biało-czerwono-białej flagi. Uszyły ją kobiety mieszkające przy stacji metra Uschod (po polsku Wschód), które zorganizowały potem swoje osiedle w internecie.

– Przyjechałem ze Smolewicz. To na wschód od Mińska, więc idę z kolumną od stacji Uschod. Tak się identyfikuję – powiedział jeden z mężczyzn niosących flagę.

Czytelnicy informują nas, że w wielu miastach Białorusi skończył się już biały i czerwony materiał. Szwaczki szyją flagi w pasmanteriach, także państwowych sieci. Efekty widać dziś na ulicach. Nie tylko Mińska, ale innych miast. Np. Brześcia:

„Ogólnonarodowy marsz o wolność” w Brześciu. Zdjęcie: Wasil Małczanau / Vot-tak.tv / Belsat.eu

Jak poinformował nasz wypuszczony z aresztu korespondent Stanisłau Iwaszkiewicz, tłumu pod obeliskiem „Mińsk Miasto Bohater” nie da się policzyć. Ludzie świętują i są przekonani, że zwyciężyli.

– Wierzymy! Możemy! Zwyciężymy! – skanduje tłum. – Niech żyje Białoruś!

W niedzielę w tym miejscu doszło do krwawej pacyfikacji pokojowej demonstracji. Świat obiegły kadry, na których milicyjna więźniarka taranowała tłum. Bardzo dużo osób zostało wtedy rannych odłamkami granatów hukowym. Lekarze mińskich szpitali informowali nas o ranach penetrujących klatki piersiowej i urwanych granatami stopach.

Białorusini liczą rannych i zabitych

Do zgromadzonych przemówiła Wolha Kawalkowa, przedstawicielka sztabu wyborczego Swiatłany Cichanouskiej. Powiedziała, że Białorusini nigdy nie zapomną zbrodni sił bezpieczeństwa i będą domagać się osądzenia osób wydających rozkazy strzelania do tłumu oraz tych, którzy katowali zatrzymanych.

– Mordercy! Nie zapomnimy! – skandował tłum.

Uczestnicy Narodowego Marszu „Za wolność”. 16 sierpnia 2020. Mińsk, Białoruś. Zdjęcie: Alaksandr Wasiukowicz/ Vot-tak.tv / Belsat.eu

W pewnej odległości stali żołnierze wojsk powietrznodesantowych (WDW), którzy od dwóch dni uczestniczą w protestach. Mają transparent „WDW z narodem” i sztandar WDW.

– Jesteśmy tu „w cywilu” jako prywatne osoby, ale chcemy, żeby ludzie widzieli, że w strukturach siłowych są ludzie, którzy widzą i rozumieją, co się dzieje. W armii też są ludzie, którzy chcą zmian – – mówił sierżant Siarhiej Kiedyszka. – Mówię w swoim imieniu. Było mi wstyd, gdy widziałem, co OMON robi na ulicach z naszymi ludźmi. Dzisiaj się już nie wstydzę, bo zebraliśmy się z innymi, którzy byli w wojsku i jesteśmy tutaj i pokazujemy, że jesteśmy ze społeczeństwem – dodał.

Spod pomnika Miasta Bohatera, który znajduje się na wzniesieniu, widać było ludzkie morze w promieniu kilku kilometrów. Liczbę uczestników demonstracji powszechnie szacowano na co najmniej 100 tysięcy. Według portalu TUT.by jest nawet 200 tys. ludzi i ciągle przychodzą nowi. Choć jest to największe zgromadzenie w historii niepodległej Białorusi, to jego uczestnicy nie weszli na jezdnię. Przejezdne były wszystkie ulice wokół skrzyżowania, gdzie gromadzili się ludzie.

Białorusini – najgrzeczniejsi demonstranci na świecie

Spod pomnika, nazywanego przez mińszczan „Stellą” tysiące uczestników ruszyły w kierunku Plac Niepodległości, gdzie mieści się tzw. Dom Rządu – siedziba m.in. Rady Ministrów i szeregu resortów oraz parlamentu i Centralnej Komisji Wyborczej. Rozbrzmiewały te same hasła: odejście prezydenta Alaksandra Łukaszenki i wypuszczenie z aresztów uczestników wcześniejszych protestów powyborczych.

– „Wypuść ich!”, „Nie wybaczymy”, „Niech żyje Białoruś!”, „Odejdź!” – skandowali ludzie.

Zdj. Iryna Arachouskaja / Vot-tak.tv / Belsat.eu

Po drodze uczestnicy marszu wolności przeszli przez centrum miasta. Kolumna rozciągnęła się na kilka kilometrów. Ludzie wykrzykiwali pod adresem Łukaszenki „Odejdź!” i „Wypuść ich!”, a także „Nie wybaczymy” i „Niech żyje Białoruś!”. Przy budynku KGB rozbrzmiewało hasło „Łukaszenka do więźniarki”.

Charakterystyczny budynek z wieżyczką – nazywaną przez mińszczan „wieżą św. Laurentija” – to siedziba białoruskiego KGB. Zdj. Vot-tak.tv / Belsat.eu

W miarę rozwoju protestów na Białorusi na ulicach pojawiają się nowe plakaty: „Przyjechał twój Uber Dyskomfort”, „Hala (to żona prezydenta) – zabierz Saszę”, „Aviasales Mińsk – Haga”.

Na Plac Niepodległości dotarło ok. 100-200 tys. ludzi. W centrum miasta wstrzymano ruch samochodów. Na placu nie ma wojska ani milicji. Pomnik Lenina, który znajduje się przed budynkiem rządu, został obklejony plakatami, sporządzonymi przez uczestników demonstracji.

Wielka demonstracja solidarności obywatelskiej i sprzeciwu wobec rządów Alaksandra Łukaszenki zakończyła się bez interwencji sił bezpieczeństwa. Przed godziną 21.00 (20.00) czasu polskiego jej uczestnicy zaczęli rozchodzić się do domów.

Zdj. Alaksandr Wasiukowicz/ Vot-tak.tv / Belsat.eu

Ogólnonarodowe protesty na Białorusi rozpoczęły się wieczorem 9 sierpnia po ogłoszeniu przez władze sfałszowanych wyborów. Przez pierwsze dni pokojowych manifestacji milicja, OMON i wojsko zatrzymały do 7000 osób, setki Białorusinów zostały pobite podczas zatrzymania i katowane w aresztach. Są ofiary śmiertelne brutalności służb.

pj/belsat.eu

Wiadomości