Czyhunka: Białorusini czyli „self-hating Russians”*

Felieton

Rosyjscy propagandziści są jak katarynka, choć  minęło 80 lat od wojny to oni  wciąż „faszyzm” i „faszyzm”. Na celownik trafiła również starożytna Pogoń, która wymyślono i wymalowano coś na oko 700 lat przed Hitlerem.

Do annałów propagandy przejdzie chyba tekst publicystki agencji Regnum Ałły Broń, pt. „Młodzież przyszłość Białorusi, a Rosja ją traci” , która rozpacza nad niewdzięcznikami z suworowskiej uczelni wojskowej. Chodzi o słynną czwórkę białoruskich kadetów, którzy pod mundur założyli koszulki z Pogonią, sfotografowali to i jeszcze wrzucili do internetu. Niewdzięcznicy, bo okazuje się, że Pogoń to symbol nazistowski. No więc jak to możliwe, że Białorusini, którzy zdaniem publicystki to „Russkije”, wykazali się taką rusofobią.

W  dyskusji o czterech odważnych chłopcach pominięto inny fakt – kadeci  uczelni im. Suworowa założyli na siebie koszulki z Pogonią. To dopiero ironia losu, bo to symbol Wielkiego Księstwa Litewskiego, które Suworow przecież najechał i podbił. Z Pogonią – symbolem powstańców 1863 r., którzy z ideologicznymi potomkami Suworowa walczyli. No ale oczywiście pamięć rosyjskich propagandzistów nie sięga tak daleko i są chyba przekonani, że Pogoń wymyślił i narysował piękny Adolf w swojej kancelarii na Voßstraße w Berlinie.

„Właśnie nazistowska swastyka agresji i ludobójstwa skrywa się pod dowolną symboliką nacjonalistów – kolaboracjonistów. To robi z nich neonazistów i współuczestników ludobójstwa przeciwko swoim narodom” – taki podpis widnieje pod reprodukcją Pogoni umieszczoną w artykule. Oczywiście ta prosta „prawda” dotyczy wszystkich narodów b. ZSRR oprócz Rosjan. Rosyjski trikolor i wstążka gieorgijewska – w czasie II wojny wykorzystywana przez kolaborującą z Hitlerem Rosyjską Armię Wyzwoleńczą – oczywiście dziś jest symbolem „antyfaszystów”, a nie „ludobójczych neonazistów”.

Artykuł to krok ku bolesnemu oświeceniu, że człowiek mówiący po rosyjsku wcale nie musi uważać się za Rosjanina, a za swoją stolicę uznawać III Rzymu. I jak pisałem wcześniej, nagroda dla Swiatłany Aleksijewicz to taka sprytna szpilka Szwedów w bok rosyjskiego wielkoruskiego szowinizmu, który chciałby bronić w całym świecie rosyjskojęzycznych, nawet jeśli ci absolutnie tego nie chcą. Aleksijewicz to dokładnie modelowy przypadek. Pochodzi z Białorusi, pisze po rosyjsku, nie znosi Putina, rosyjskiej polityki ani ogłupionego narodu rosyjskiego.

Musi być to koszmarny szok dla autorki artykułu, skoro cytuje przypowieść o atamanie Sirko, który zabił dzieci wyzwolonych od tatarów niewolników, które chciały wracać z powrotem na Krym „bo nie mógł dopuścić, żeby gdzie żyli Rosjanie, którym podoba się być niewolnikami”.

„W naszych czasach tak radykalnie nie postępują, ale fakt jest faktem: Rosja pozwoliła na istnienie rosyjskich rusofobów.”  – dodaje autorka.

Widać, zdaniem autorki ci rosyjskojęzyczni nie-Rosjanie, są jak te dzieci rosyjskich niewolników.  Mówią po rosyjsku, choć urodzili się poza Rosją i  za nic nie chcą powrócić do ojczyzny. Nie podzielają tej całej patriotycznej histerii #krymnaszu i #damszeknaszu, #Putinwprowadzwojska. I trzeba by ich wszystkich… Jednak dziś już niestety tak ostro nie można. Na razie więc tacy rosyjskojęzyczni Białorusini, to dla publicystki Regnum nadal Rosjanie, tylko tacy cholerni „self-hating Russians”. Na prawdziwe oświecenie przyjdzie tu jeszcze poczekać.

———————

* Istnieje pojęcie „Self-hating Jew” czyli „Żyd nienawidzący samego siebie” – ma on różne zastosowanie – wobec Żydów prezentujących antysemickie poglądy lub politycznie wobec Żydów krytykujących politykę Państwa Izrael. Czasem jest rozpatrywane w kategoriach zaburzenia psychologicznego.

Maksym Czyhunka/Biełsat

Zobacz też
Komentarze