Łukaszenka wyczyścił pole polityczne. Ale pozostała Cichanouskaja…

Alaksandr
Kłaskouski

W miniony czwartek wieczorem Walery Capkała, były kandydat na prezydenta, opuścił Białoruś z dwójką dzieci. Wcześniej kandydatka na prezydenta Swiatłana Cichanouskaja zabrała swoje dzieci do jednego z krajów UE. Jej męża, popularnego blogera Siarhieja Cichanouskiego aresztowano już dawno. Wiktar Babaryka, kolejny polityczny przeciwnik Aleksandra Łukaszenki, również znajduje się za kratkami. W tym tygodniu również okazało się, że zostaną mu postawione jeszcze cięższe zarzuty.

Zarówno Cichanouskaja, jak i Capkała wpadli w polityczny wir i ratują swoje dzieci, jak na wojnie. Takie są realia obecnej kampanii prezydenckiej na Białorusi. Sam Alaksandr Łukaszenka często używa ostatnio słowa „wojna”. Odwiedzając brygadę Wojsk Specjalnych w miejscowości Marina Horka, prezydent czule dotknął karabinu, po czym wygłosił przed wojskowymi wykład o tym, że „wszystkie wojny zaczynają się teraz od ulicznych protestów, demonstracji i majdanów”. Jak twierdzi głowa państwa, jeśli „swoich” ludzi będzie za mało, to nowi zostaną przyciągnięci z zewnątrz (a w Białorusi „ludzi majdanu” jest niewielu).

W Dniu Niepodległości Łukaszenka ostrzega „zewnętrzne siły”

 

Odwiedzając spadochroniarzy z Witebska w zeszłym tygodniu, prezydent również delikatnie wziął do rąk karabin snajperski: „Kochanie, pamiętam cię”. A chcąc wylać wojskowym miód na serca, powiedział: „Właściwie powinniśmy nawet wprowadzić do konstytucji zapis, że osoba, która nie służyła w armii, nie może ubiegać się o stanowisko prezydenta”. Również w Witebsku sekretarz Rady Bezpieczeństwa Białorusi, Andrej Raukou poinformował, że wojsko i inne agencje bezpieczeństwa przygotowują się do zapobiegania masowym zamieszkom.

Z kim będą walczyć?

Z kim więc mają zamiar walczyć ci dzielni mężowie? Ci, których „góra” zakwalifikowała jako niebezpiecznych uczestników kampanii, zostali już wyeliminowani. Bloger Cichanouski, który wzburzał ludzi na ulicach, trafił za kratki. Były bankier Babaryka, który szybko zyskał na popularności, również został poddany postępowaniu karnemu. Capkała – kolejny niespodziewany rywal Łukaszenki – jak sam powiedział, wyjechał po otrzymaniu informacji, że i on zostanie zamknięty. Aresztowano również znanych organizatorów masowych protestów: Mikołę Statkiewicza, Pawła Siewiarynca i wielu współpracowników Cichanouskiego.

Kiedy mężczyzn usunięto z rozgrywki, ich chorągiew w tej kampanii przejęły trzy kobiety: Cichanouskaja (która zaangażowała się w politykę, aby uratować swojego męża), Weranika Capkała, (żona niezarejestrowanego kandydata Waleryja Capkały) i Maryja Kalesnikawa (szefowa sztabu Babaryki). Po 15 minutach rozmów kobiety zgodziły się połączyć trzy komitety wyborcze i teraz triumfalnie podróżują po kraju w ramach kampanii Cichanouskiej, gromadząc tłumy Białorusinów, którzy chcą zmian.

Czy solidarność kobiet wygra wybory na Białorusi?

Z przeciwników została już tylko krucha kobieta

Żona blogera, obecnie gospodyni domowa (choć z dobrym angielskim), Cichanouskaja, stała się w niewiarygodny sposób alternatywą dla Łukaszenki w najczystszej postaci. Podkreśla, że nie ma żadnych osobistych ambicji politycznych i w przypadku zwycięstwa po prostu uwolni mężczyzn uwięzionych za działalność polityczną i zorganizuje uczciwe wybory z ich udziałem. Wielu jest poruszonych jej ludzką historią i jej powtarzaną na wiecach frazą: „Nie jestem politykiem, jestem tu z miłości”. Na początku była niepewna, teraz występuje coraz bardziej zdecydowanie i zbiera oklaski.

„Swieta! Swieta!” Rywalka Łukaszenki fetowana w Bobrujsku FOTO WIDEO

Nieoczekiwanie, pomimo braku doświadczenia politycznego, Cichanouskaja okazała się twardym orzechem do zgryzienia. Ktoś pewnie już pluje sobie w brodę, że pozwolił na zarejestrowanie jej jako kandydatki w wyborach. Co prawda zwolennicy teorii spiskowych twierdzą, że kampania Cichanouskiej jest projektem władz, ale niewielu zdaje się w to wierzyć. Kłócą się: jeśli to jest projekt i wszystko jest pod przykrywką, to dlaczego najwięksi oligarchowie są tak poddenerwowani? Z jakiego powodu zastraszają społeczeństwo? A co najbardziej dziwi, dlaczego są gotowi użyć nawet armii przeciwko swoim własnym obywatelom?

Białoruś: Łukaszenka straszy użyciem wojska

– Oczywiście nie chcielibyśmy musieć uciekać się do sił zbrojnych. Ale wszystko może się zdarzyć. Stany Zjednoczone są tego przykładem – przekonywał Łukaszenka w Marinej Horce.

Przypomniał, że w niektórych stanach Donald Trump musiał wprowadzić armię, jednak porównanie z USA jest co najmniej szokujące. Tam dochodzi do aktów wandalizmu, napadów, podpaleń i przemocy. Białorusini, jak ironizują obserwatorzy, nawet protestują tylko na zielonym świetle. I rzeczywiście, podczas niedozwolonych akcji, kolumny protestujących czekają zwykle na zielone światło na skrzyżowaniu.

Terroryzm się zestarzał

Nie ma sensu dłużej rozdmuchiwać mitu sił zewnętrznych i kilku strasznych bojowników gotowych przelać krew za przewrót w kraju. Tak było podczas protestów w 2017 roku i sfabrykowania sprawy „Białego Legionu”. Wtedy to około trzydziestu schwytanych ludzi przedstawiono jako bandytów, a następnie po cichu zwolniono bez procesu. Chodziło głównie o to, by zasiać strach, zdyskredytować protesty i uzyskać powód do ich brutalnego stłumienia.

Teraz Białorusini znów się obudzili. Ale co to w ogóle za bojownicy? Na wiecach wyborczych widzimy trzy eleganckie kobiety nawołujące do zmian za pomocą legalnych środków i mnóstwo absolutnie spokojnych ludzi, przepełnionych pozytywną energią. I w rzeczywistości, to właśnie im grozi żelazna pięść systemu, który nie chce zmian. „Wielcy naczelnicy” wciąż uporczywie generują obawy przed zagranicznymi manipulantami i bojownikami. Inaczej musieliby przyznać, że są gotowi użyć przemocy i uciskać wojskowymi metodami swój naród.

Białoruski bunt jest kobietą

Alaksandr Kłaskouski

Więcej materiałów autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów