Łukaszenka wpadł w korona-pułapkę

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Białoruski prezydent najpierw nie widział koronawirusa, a teraz przyznał, że sam chorował „bezobjawowo”. Białorusini widzą jednak w polityce władzy wobec pandemii objawy słabości i arogancji.

Jedno trzeba przyznać Alaksandrowi Łukaszence: wobec koronawirusa jest konsekwentny. Kiedy po świecie rozlewała się pandemia, białoruski prezydent jej nie zauważał. Jak już zauważył, to zaczął ostentacyjnie bagatelizować i ignorować zagrożenie. – Koronapsychoza! – śmiał się z Europy. – Dobra sauna i wódeczka wystarczą na tego wirusa – chełpił się domowymi „sposobami”. Zapewniał, że skoro wirusa nie widać, to go nie ma. Białoruski prezydent zachowywał się, jakby cytował katalog bredni o koronawirusie zebranych z internetowych forów antyszczepionkowców. Wczoraj, prowadząc swoją kampanię wyborczą objazdową po specjalnych jednostkach wojskowych Łukaszenka przyznał, że sam miał koronawirusa. Tyle, że przeszedł zakażanie bezobjawowo. Ta deklaracja była zwieńczeniem koronawirusowej kampanii białoruskiego lidera.

Prezydent co wirusowi się nie kłaniał

Prezydent na własnej skórze sprawdził, że koronawirus jest niegroźny. Tak przynajmniej twierdzi. No, a skoro sam sprawdził, że COVID-19 jest mniej dotkliwy od kataru, to znaczy, że nie należy się nim przejmować. Prezydent przyznał też, że 97 proc. Białorusinów przeszło „zarazę” bezobjawowo. Skąd ta liczba? Być może Łukaszenka zasugerował się cyfrą 97 proc. – liczbą Białorusinów, którzy mają, zdaniem opozycji, dość prezydenta. Chyba jednak nie jest tak, że chorują tylko przeciwnicy Łukaszenki. Nawet, jeśli bezobjawowo. Na wszelki wypadek milicjanci z OMON-u ciągający demonstrantów do więźniarek zwykle mają maseczki. Dla większości Białorusinów to właśnie jest najbardziej niezrozumiałe.

Łukaszenka się przyznał: był chory na Covid-19

Prezydent kpi z pandemii. Władze oficjalnie prężą się, demonstrując odwagę i drwią z Zachodu i Rosji pogrążonych w panice. Kiedy Europa zamykała się, na Białorusi grała liga piłkarska. Putin odwołał narodową świętość – defiladę 9 maja, Łukaszenka przeciwnie, zrobił wielką paradę wojskową w centrum Mińska. Wszędzie w maseczkach. Na Białorusi bardzo długo władza wręcz drwiła z Zachodu, ale i Wschodu. Wszędzie panikują – mówiła. To miała być recepta na podbijanie popularności prezydenta przed zaplanowanymi na 9 sierpnia wyborami. Tyle, że Białorusini nie zrozumieli tej chełpliwej dezynwoltury, ani nie są dumni, że władza wirusowi się nie kłania. Po Mińsku i innych miastach już wiosną krążyły przerażające wieści o karetkach wywożących zakażonych COVID do zamkniętych ośrodków i szpitali w których znikali. Jakoś nie komponowała się Białorusinom śmiejąca się z „zarazy” twarz prezydenta z przerażeniem nie twarzach lekarzy i pielęgniarek.

Objawy buntu

Wg oficjalnych danych białoruskiego ministerstwa zdrowia do dziś wskutek zakażenia koronawirusem zmarło 538 osób, a aktywnych przypadków zakażenia jest obecnie 6221. Ogółem, liczba zakażonych od początku epidemii wynosi ponad 67,2 tys. To dane oficjalne i mocno podejrzewane o manipulacje. A i tak są złe. Sąsiednia Ukraina, zwykle oskarżana o słabość państwa i administracji – ma taką samą liczbę zakażeń (choć większą w przypadku zgonów). Jednak to kraj prawie czterokrotnie większy od Białorusi. I teraz to Kijów wpisał Białoruś na „czerwoną listę” państw. Wszyscy przyjeżdżający z Białorusi muszą przejść na Ukrainie dwutygodniową kwarantannę.

Łukaszenka ujęty w statystykach? Nowe dane o koronawirusie na Białorusi

Być może Alaksandr Łukaszenka zakpi i z tego, stwierdzając, że przecież 97 proc. Białorusinów już chorowało. Bezobjawowo. W tej sprawie prezydent się myli. Objawy są. To protesty i rosnąca niechęć wobec władzy Łukaszenki. Kpiny z wirusa tylko pogorszyły jego sytuację. Pokazały, że zabrnął za daleko i traci kontrolę nad rzeczywistością. Że jego ocena sytuacji, nawet jeśli jest wbrew faktom uznawanym przez cały świat, jest ważniejsza. I tym gorzej dla faktów. Jak większość zasiedziałych na tronie władcy autokratów, także Łukaszenka nie potrafi się cofnąć. Nigdy nie przyznawał się do porażki. Zawsze brnął z uporem w raz obraną błędną drogę. Także i tym razem uznał, że pokonał „zarazę” i już. W podobny sposób ignoruje zresztą objawy innej choroby. Tej, której sam jest przyczyną. Udaje, że wielbi go ponad 80 proc. Białorusinów, a przypadek Cichanouskiej to wybryk marginesu inspirowanego zza granicy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów