Łukaszenka w Austrii: poszukiwanie ratunku?


Alaksandr Łukaszenka we Wiedniu. Phot. belsat.eu

Nad Dunajem Alaksandr Łukaszenka chce coś udowodnić Władimirowi Putinowi. Inne cele wyprawy do Wiednia to: interesy białoruskiej elity, pieniądze i sondowanie Europy.

To pierwsza od dekady wizyta Alaksandra Łukaszenki w unijnym kraju. Do Wiednia przyleciał już wczoraj. Później wybiera się na sąsiadującą z Białorusią, Łotwę. Kraj, który podobnie jak Austrię, łączą z Białorusią liczne powiązania gospodarcze. Wiedeń, tak jak Ryga, są dla białoruskiej elity oknami na świat i biznesowymi HUB – ami. Nic zatem dziwnego, że w swojej ostrożnej polityce zagranicznej, półtora roku po zaproszeniu ze strony austriackiej, Łukaszenka zdecydował się odwiedzić Wiedeń.

Alaksandr Łukaszenka podczas rozmów w Austrii. Zdj: belsat.eu

To ważna dla niego wizyta. Ale pokazująca zarazem, że białoruski lider porusza się w wąskim okienku możliwości. Jest ograniczany z jednej strony swoją autorytarną polityką, z drugiej – Rosją. Jeśli Łukaszenka chciał zyskać argumenty w negocjacjach z Władimirem Putinem i pokazać, że buduje świetne relacje z Europą, to nie zyskał nic.

Austria nie jest bowiem w jądrze polityki europejskiej, a raczej na jej uboczu. Zwłaszcza, jeśli chodzi o relacje ze Wschodem. W Berlinie, Paryżu, czy Warszawie panuje brak zaufania wobec Wiednia, gdzie od lat krzyżują się interesy wschodnich oligarchów i intrygi służb specjalnych. Co innego, jeśli chodziło o pilnowanie atrakcyjnych inwestycji i zyskiwanie zachodniego partnera odpowiedniego dla białoruskiej gospodarki i skłonnego przymykać oczy na niejasne pochodzenie kapitału. Tu Wiedeń jest dobrym adresem. Austriackie instytucje finansowe od dawna chętnie pośredniczą w interesach białoruskiej nomenklatury.

Podążać za pieniędzmi

Zaledwie tydzień temu okazało się, że w przyszłym roku białoruskiego budżetu nie zasili ponad 420 mln. dolarów z powodu zakończenia rosyjskich rekompensat za gaz cłami z ropy naftowej. Dodatkowo budżet straci 240 mln. dolarów na rosyjskim tzw. manewrze podatkowym. Jednocześnie rosną koszty obsługi białoruskich długów. I to właśnie poszukiwanie kapitału chętnego inwestować na Białorusi jest jednym z głównych celów wizyty Łukaszenki we Wiedniu.

Łukaszenka wylądował w Wiedniu. Europejskie tournee trwa

W statystykach białorusko-austriacki biznes nie wygląda szczególnie imponująco. Mińsk ma w UE ważniejszych partnerów gospodarczych, np. Niemcy czy Holandię, a nawet Polskę. Według danych Biełstatu w ubiegłym roku obroty handlowe obu państw to 171,5 mln. USD. Nie o handel jednak tutaj chodzi. Ten jest korzystniejszy dla Austrii, która eksportuje towary wysokich technologii, sprzęt łączności i wysoko zaawansowaną chemię i lekarstwa. Również w rozwijającej się sferze usług Białoruś występuje w roli taniego poddostawcy – np. usług transportowych dla austriackich firm.

Austriacka grupa telekomunikacyjna Telekom jest największym, zachodnim inwestorem na Białorusi i właścicielem sieci komórkowej A1 (dawniej Velkom). Jednym z pierwszych efektów wizyty Łukaszenki jest podpisanie umów o rozwoju sieci 5G na Białorusi. Tą najnowszą technologię będzie wprowadzał właśnie austriacki koncern. Austriacki Raiffaisen bank jest największym europejskim inwestorem w białoruskim sektorze bankowym: ma udziały w siódmym na Białorusi Priorbanku.

Alaksandr Łukaszenka podczas rozmów w Wiedniu. Zdj. belsat.eu

Co ważniejsze, właśnie austriacki bank zajmuje się wprowadzaniem na europejskie giełdy białoruskich obligacji państwowych, czyli mówiąc wprost- organizowaniem Mińskowi pożyczek (na sumę 2 mld. dolarów). Teraz Łukaszenka potrzebuje pieniędzy jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek. Bo to właśnie za pomocą narzędzi finansowych, oraz kurka z ropą i gazem Putin najmocniej zaciska pętlę białoruskiemu prezydentowi. Dlatego pozyskanie każdych, nawet kilkudziesięciu milionów dolarów inwestycji i pożyczek na zachodzie, będzie miało kolosalne znaczenia dla polityki Łukaszenki wobec Rosji.

Słaba przeciwwaga

Tradycyjnie każdą aktywność Łukaszenki na Zachodzie postrzega się jako poszukiwanie przeciwwagi wobec Rosji. W rzeczywistości ta polityka stała się już nieaktualna. I wizyta w Austrii doskonale o tym świadczy. Alaksandr Łukaszenka sam się z niej wycofał i skupił na rozgrywaniu karty rosyjskiej. Od 2016 r. odbył jedną, mało znaczącą wizytę w Watykanie. I konsekwentnie odmawiał zaproszeń na ważne, europejskie imprezy, np. na szczyty Partnerstwa Wschodniego w Warszawie, czy Brukseli.

Siła przyciągania Moskwy. Łukaszenka nie zrobi wyłomu na Zachód

Na nowo poważnie zainteresował się kierunkiem zachodnim dopiero, kiedy w ubiegłym roku odczuł boleśnie rosyjskie naciski i szantaż energetyczno-finansowy. Ale wtedy możliwości manewru były już ograniczone. Europa już nie raz dawała się nabrać na białoruskie umizgi i za każdym razem przekonywała się, że Łukaszenka blefował i tak naprawdę zależało mu jedynie na demonstrowaniu Moskwie, że na Zachodzie potencjalnie może mieć jakąś alternatywę. Dla Europy nawet zarządzana przez Łukaszenkę Białoruś jest ważna, pod warunkiem, że zachowa niepodległość. Ale europejskie stolice wolą chyba poczekać, aż pozycja białoruskiego lidera będzie naprawdę dramatyczna.

Na razie taka nie jest. Łukaszenka bezpiecznie wybrał Austrię, kraj skory do transakcji z reżimami z Kazachstanu, Rosji, czy Białorusi. To we Wiedniu brylował wśród austriackich polityków Władimir Putin. W sierpniu tańczył on na weselu minister spraw zagranicznych Karin Kneissl. W Austrii Rosjanie mają gazowe HUB-y i prowadzą ważne interesy.

Putin zagościł na ślubie austriackiej minister

Łukaszenka nie chce być gorszy. Na weselu wprawdzie nie zatańczył, ale przynajmniej spotkał się z Kneissl. I to w Mińsku, na początku roku. Teraz rozmawia z austriackim prezydentem Alexandrem Van der Bellenem i kluczowymi politykami: m.in. szefem Sebastianem Kurzem, szefem austriackiej chadecji.

Być może jeszcze kilka lat temu taka polityka pozyskiwania austriackiego adwokata dla Białorusi w Europie miałaby sens. Dziś, kiedy nie ma jednej, europejskiej polityki wschodniej, a Wiedeń od dawna ma łatkę adwokata, ale interesów Putina, taka dyplomacja jest już mocno spóźniona.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze