Łukaszenka u Putina: szczerość, moment prawdy i hokej, ale bez przełomu

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Białoruski prezydent długo licytował białoruską niepodległość i utrzymanie swojej władzy. W Soczi nadszedł moment finalizacji targów i odkrycia kart.

W piątek w Soczi odbyło się pierwsze w tym roku spotkanie Alaksandra Łukaszenki z Władimirem Putinem. Obie strony starannie się do niego przygotowały. Po kulminacji spotkań i emocjonalnych apeli w końcówce 2019 r. nastąpiła pauza. Zarówno Rosja, jak i Białoruś przeszły od słów do czynów. Rosjanie zakręcili Białorusi kurek z ropą. Mińsk zaczął intensywnie poszukiwać alternatywnych źródeł dostaw ropy. Zamówił nawet tankowiec w Norwegii i wysłał emisariuszy do Kazachstanu. Ropę obiecali Amerykanie.

Do Mińska przyjechał Mike Pompeo, amerykański sekretarz stanu. Pierwszy raz w czasach swoich rządów Łukaszenka uścisnął u siebie rękę tak wysokiej rangi politykowi z USA. Wyglądało to jak rewolucja w białoruskiej polityce zagranicznej. Zwłaszcza, że po drodze białoruski prezydent wypowiedział pod adresem Rosji wiele gorzkich słów.

Łukaszenka dostał mocne karty przed rozmowami z Putinem

Momentami wydawało się, że integracja białorusko-rosyjska jest już pogrzebana. Że Łukaszence zależy już tylko na cenie ropy i osłabieniu więzi Mińska z Moskwą. Nic bardziej mylnego. Białoruski przywódca zbierał argumenty, wysoko licytował. Po to, by dziś w Soczi wyłożyć karty na stół. I uzyskać od Putina to, na czym mu zależy najbardziej: gwarancje dla swojej władzy.

Głębina ponurych czasów

Rezydencja Putina pod Soczi wiele razy już widziała, jak jej gospodarz łamie kręgosłupy swoim gościom. I uzyskuje zazwyczaj, to co chce. Przed Putinem w czarnomorskiej rezydencji kapitulowali już Erdogan, Janukowycz, czy sam Łukaszenka. Tyle, że białoruski prezydent zwykle miał tę umiejętność, że kiedy wracał do Mińska, szybko wycofywał się z ustępstw wobec Rosji.

Putin i Łukaszenka starli się na lodowisku. Zdjęcie: president.gov.by

Tym razem, zanim poleciał do Soczi, przyznał, że nie będzie łatwo. Na miejscu panowała jednak przyjacielska atmosfera. Jak za dawnych lat. Na koniec obaj prezydenci pograli w hokeja. Jednym z nowych w tej drużynie graczy był syn Łukaszenki, Mikałaj.

– Nastąpił moment szczerości – zapewniał w nostalgicznym nieco tonie białoruski prezydent przed wyjazdem.

Dziwnie brzmiały słowa o ty, że wspólnie z Putinem był architektem bliskich relacji białorusko-rosyjskich, ale ich polityczne kariery są w fazie schyłkowej. Równie nostalgicznie brzmiały słowa białoruskiego prezydenta po dzisiejszym spotkaniu w Soczi.

Łukaszenka wspomniał „o końcu kariery politycznej”. Swojej i Putina

– Porozmawialiśmy o wielu sprawach, doszliśmy do głębiny naszych ponurych czasów w naszym wspólnym życiu w jednym państwie i omówiliśmy wiele historycznych dat i momentów, które są znane – tak Łukaszenka opowiadał dziś o spotkaniu z Putinem i dodał – Doszliśmy do współczesności i zdecydowaliśmy się, (…) z ludźmi którzy są zaangażowani w ten proces, kontynuować rozmowy.

Ta enigmatyczna z pozoru wypowiedź dotyczyła wprawdzie głównie dzisiejszej sytuacji w Soczi. Część rosyjskiej delegacji nie dotarła na czas, gdyż z powodu warunków pogodowych nie mógł lądować ich samolot. Sam Putin tradycyjnie się spóźnił. Ale ta sama wypowiedź wiele mówi o taktyce Łukaszenki. Dla niego negocjacje przeciągane w nieskończoność są celem samym w sobie.

Badania społeczne: na Białorusi ostry spadek poparcia dla integracji z Rosją

Tym razem poleciał do Soczi wzmocniony wcześniejszymi wizytami Pompeo i sygnałami z Zachodu, że najważniejsza jest suwerenność Białorusi. Wzmocniły go również nastoje panujące na Białorusi. I znaczący spadek liczby zwolenników integracji z Rosją. To są argumenty, którymi Łukaszenka będzie się targował o tanią ropę i gaz. Ale i o coś więcej.

Sztuka negocjacji

Między ostatnimi spięciami w grudniu, a dzisiejszym spotkaniem doszło do jednego, kluczowego dla procesu integracji wydarzenia. Do styczniowej, ustrojowej rewolucji w Rosji. Kiedy 15 stycznia Władimir Putin w orędziu zapowiedział poważne zmiany w konstytucji, poza Rosją właśnie w Mińsku przyglądano się kolejnym ruchom Kremla z największym niepokojem. A te były zdecydowane i świadczące (np. szybka zmiana rządu), że Putin bardzo poważnie i w sposób drobiazgowo przygotowany przystąpił do operacji pt. „sukcesja władzy po 2024 r.”.

Operacja ta będzie miała kluczowe znaczenie właśnie dla Białorusi. Bo, po kolejnych zapowiedziach Putina sugerujących wzmożenie ideologiczne, restaurację przypudrowanej, propagandowej wersji narracji historycznej odwołującej się do sowieckich klisz, jasne jest, że to właśnie rekonstrukcja ZSRR w jakiejś formie jest celem Putina. Rekonstrukcja ta, nawet w formie kulawego, scalonego jakkolwiek Związku Białorusi i Rosji, jest Putinowi potrzebna w planie sukcesji władzy.

Łukaszenka dobrze o tym wie. Teraz musi jedynie wygospodarować w tym planie miejsce bezpieczne dla siebie, swojej rodziny i zbudowanej przez ćwierć wieku nomenklatury. Czyli zapewnić sobie miejsce u boku Putina i dożywotnią gwarancję utrzymania u władzy obecnej ekipy w Mińsku.

Przyczyna zjednoczeniowego impasu: rodzina Łukaszenki traci na integracji z Rosją?

W tej taktyce obie strony pertraktacji muszą być ostrożne. Dla Łukaszenki ważne jest uzyskanie rosyjskich subsydiów i relatywnie niskich cen ropy, zapewniających utrzymanie gospodarki bez głębokich reform. W zamian nie chce „pogłębiać” integracji i tracić kontroli nad kluczowymi aktywami: finansami, nomenklaturą, zbrojeniówką, służbami specjalnymi, czy nawet w przestrzeni ideologii, propagandy i polityki historycznej, gdzie również chce zachować autonomię. Dla Putina ważny jest wymierny sukces. Czyli ograniczenie subsydiowania Białorusi bez konkretnych profitów.

Cenę na gaz uzgodniono. Zniżek na ropę nie dano

Tymczasem w ostatnim czasie te profity są coraz marniejsze. Mińsk wierzga i za plecami Moskwy robi interesy z Ukrainą, Kazachstanem, a nawet państwami Zachodu. Jednocześnie Putin wie, że Łukaszenka jest mu potrzebny jako gwarant przeprowadzenia procesu integracji. Dlatego dzisiejsze spotkanie było momentem prawdy. Obaj prezydenci wiedzą już jakie mają możliwości. Ani Białoruś nie uległa pod rosyjskim, naftowym szantażem i szukała, przynajmniej pokazowo, innych opcji. Ani Rosja nie poszła na całość, bo się jej to nie opłaca. Zbyt wiele zainwestowała w Białoruś, by miała to stracić.

Patowa sytuacja najwyraźniej się kończy. Dzisiejsza, przyjacielska atmosfera w Soczi pokazuje, że po dwóch miesiącach ostrej licytacji Rosja i Białoruś idą w kierunku obniżenia napięcia. No chyba, że Łukaszenka po powrocie do Mińska swoim zwyczajem powie, że rosyjskie propozycje są jednak nie do przyjęcia.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów