Łukaszenka sam w przerębli, nie licząc psa

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Nowa kampania medialna miała pokazać ludzką twarz Łukaszenki i ocieplać wizerunek. Zamiast tego ujawniła ucieczkę od problemów w świat fantazji, oraz, że najwierniejszym towarzyszem rządzącego Białorusią jest biały szpic.

Białoruś utraciła mistrzostwa świata w hokeju. Imprezę marzeń Alaksandra Łukaszenki, w dyscyplinie dla której poświęcał czasem sporą część swojego prezydenckiego czasu, uganiając się z kijem za krążkiem po lodowisku. W którą zainwestował setki milionów stawiając pałace sportu w całym kraju i lobbując sowicie przyznanie mistrzostw. Powinien pogrążyć się w depresji. Albo z wściekłością wygrażać kułakiem Zachodowi i białoruskiej opozycji. Lub choćby ogłosić zorganizowanie alternatywnych mistrzostw w hokeju dla „rosyjskiego świata”. Co tymczasem robi Łukaszenka? Jedzie na wieś i zapamiętale rąbie drwa. Razem ze swoim nieodłącznym towarzyszem ostatnich tygodni – śnieżnobiałym szpicem o imieniu Umka, nazywanym czasem filuternie: „Małysz”.

Psychologowie znają ten mechanizm. Wyparcie, a może rodzaj sublimacji. Kiedy urażony czymś człowiek, znajduje ujście dla negatywnych emocji w innej pasji, której zapamiętale się poświęca, wypierając fakt doznanej krzywdy. Łukaszenka nic do tej pory nie powiedział na temat utraty mistrzostw w hokeju. W ogóle w ostatnim czasie mało mówi o poważnych sprawach i kryzysie w jaki wpędził swój kraj. Skupia się na psie i „baćkowaniu”, czyli specyficznym PR-ze polegającym na prezentowaniu, że jest swój chłop, taki zwykły człowiek. Łukaszenka ewidentnie pracuje w ostatnim czasie nad ociepleniem wizerunku. Z tym, że skutki są dokładnie odwrotne.

Jak wiewiórka w kołowrotku

Wywiad, jakiego udzielił Łukaszenka znanej, rosyjskiej dziennikarce Naili Asker-Zade, a stacja Rossija- 1 pokazała go 10 stycznia, miał być kluczowym elementem kampanii ocieplania wizerunku. Częściowo nagrany w modnej teraz w mediach internetowych formule rozmowy „za kierownicą”. W tym przypadku Łukaszenka siedzi za kierownicą opancerzonej, prezydenckiej limuzyny, starszego modelu mercedesa klasy S.

I jak sam twierdzi, często prowadzi osobiście i posiada prawo jazdy wszelkich kategorii. Łącznie z trolejbusem i tramwajem. Nalia Asker-Zade siedzi na fotelu pasażera i dopytuje. Podąża za Łukaszenką na lodowisko i do jego wiejskiej posiadłości. Rosyjska dziennikarka prowadzi typowy life-stylowy wywiad. Technicznie doskonale przygotowany.

– Gramy w jednej drużynie z Putinem – mówi Łukaszenka opowiadając na lodowisku hokejowym o swoich meczach z rosyjskim prezydentem.

– A w polityce też jest pan w jednej drużynie z prezydentem?- dopytuje Asker-Zade.

– W polityce? W zasadzie tak… – odpowiada bez przekonania Łukaszenka.

Poważniejsze, polityczne akcenty też się pojawiają: Łukaszenka jednak odnosi się do sytuacji na Białorusi mówiąc, że Putin okazał się przyjacielem narodu białoruskiego, choć targował się o ceny gazu. Jednym z celów wywiadu była niewątpliwie demonstracja wiernopoddańczej wobec Moskwy postawy. Z delikatnym zaznaczeniem swoich oczekiwań (integracja z rosyjskim wsparciem gospodarczym). I to się Łukaszence udało, kiedy mówi sloganowe: Rosjanie to nasz bratni naród i nie mam przyjaciół, oprócz Putina.

Białoruś traci prawo do organizacji Mistrzostw Świata w hokeju

Spacerując po bogato stylizowanych wnętrzach Pałacu Niepodległości Łukaszenka opowiada o protestach Białorusinów z mieszanką pogardy (np. kiedy udaje, że nie wie kim jest Maryja Kalesnikowa) i zarzutów wobec opozycjonistów, że są marionetkami Zachodu. Europie wygraża. Nic nowego. Tym razem jednak wszystko ubrane w atmosferę bliskości i ciepły wizerunek wyrozumiałego „baćki”. Taki był pewnie zamysł sceny w wiejskim domu matki (z wnętrzem bardziej przypominającym luksusową rezydencję, niż typową białoruską chatę). Za stołem zastawionym blinami Łukaszenka radzi pochodzącej z Azerbejdżanu dziennikarce:

– Ja będę jeść ze słoniną, a ty jako muzułmanka, możesz z grzybami – mówi do skonsternowanej Asker-zade.

Dziennikarka, prywatnie związana – jak twierdzą rosyjskie media – z Andriejem Kostinem, miliarderem i prezesem Wniesztorgbanku, należy do moskiewskiej elity mało mającej wspólnego ze światem islamu. Za to dużo z życiem światowej, finansowej elity i celebrytów. Dość prostacka uwaga Łukaszenki musiała zabrzmieć dziwnie. Podobnie, jak to, że przez cały wywiad on mówi do dziennikarki na „ty”. Ona na „pan””.

Łukaszenka nie widział w tym nic dziwnego. Żalił się, że życie prezydenta przypomina los wiewiórki biegającej w kółko w kołowrotku. Może miał na myśli chomika? Bohaterem wywiadu zostało inne zwierzę. Przez media przebiegła scena, kiedy na stół za którym siedziała dziennikarka, Łukaszenka i jego najmłodszy syn, mocno naburmuszony Mikałaj, wskakuje piesek: biały szpic, zwany Małyszem.

Bal na Titanicu

I to właśnie Małysz będzie bohaterem kolejnego filmu Łukaszenki. Nagranego wczoraj, w prawosławne święto chrztu. Łukaszenka rąbie drzewo, rozpala w bani, a potem ”chrzci” się w lodowatej wodzie i wypija tradycyjny kieliszek. Cały czas tylko w towarzystwie szczekającego przyjaciela, szpica. Groteskowo? Oczywiście. A jednak ani rosyjscy PR-owcy doradzający Łukaszence, ani on sam nie czują, że kampania ocieplania wizerunku może i byłaby dobra. Ale w innym czasie i miejscu. Nie w ogarniętej protestami, znajdującej się w potężnym kryzysie społecznym, politycznym i gospodarczym Białorusi.

W dodatku kampania ta, ewidentnie realizowana przy rosyjskiej pomocy (w końcu wywiad zrobiła rosyjska, państwowa stacja, a przeprowadziła go jej gwiazda od zadań specjalnych) jest bardziej w interesie Kremla, niż samego Łukaszenki. Jeśli tego typu kampania będzie kontynuowana to jest to rodzaj pozycjonowania Łukaszenki po stronie polityków mniej poważnych. I zużytych. W dobie mediów internetowych dobrze znane dziwactwa i słabości dyktatorów są bowiem odkrywane na nowo.

Tak było przed zakończonymi tragicznie rządami z libijskim dyktatorem Muammarem Kaddafim. Tak jest z Gurbanguły Berdymuchamedowem z Turkmenistanu. W przypadku tego drugiego to, co jest PR-em i budowaniem wizerunku ojca narodu w izolowanym Turkmenistanie, jest równocześnie przyczyną kpin wśród widzów Youtuba na całym świecie.

Nowa teoria Łukaszenki: protesty spowodowało zamknięcie granic z Rosją

Białoruś nie jest tak izolowana, jak Turkmenistan. A Białorusini dobrze znają „baćkowanie” Łukaszenki. Widzieli go już na wykopkach, na żniwach, na nartach i wskakującego na kort tenisowy, by w lakierkach zagrać z Wiktorią Azarenką. Wiedzą, że Łukaszenka tego nigdy nie przyzna, ale zawsze zżerały go ogromne kompleksy wobec rosyjskich przywódców. Pasją do tenisa zaraził się od Borysa Jelcyna i mera Moskwy Jurija Łużkowa. Od Putina wziął hokej i pieska-pupila. A ostatnio nawet „chrzest” w przerębli. Putin pokazał, jak prowadzi limuzynę? Łukaszenka też musiał.

Być może za tymi trickami stoją ci sami spece od wizerunku, tylko Łukaszence sprzedają zużyte już pomysły. A on je kupuje, bo łatwiej mu przełknąć porażki, kiedy z pasją zajmie się czymś innym. Zdaje się mówić światu, nic się przecież nie stało. Pal licho hokej z Europą, ważne że „ja jestem fajny”.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów