Alaksandr Kłaskouski Łukaszenka poszukuje surogatu demokracji


Kolaż Biełsatu

Wyniki niejawnych badań opinii społecznej najwyraźniej nie zadowalają niezmiennego prezydenta Białorusi. Niezadowolenie ludu zakrzepłymi władzami narasta, społeczeństwo wyprzedziło wodza, który pozostał w sowieckich stereotypach. I musi coś zrobić, bo już w 2020 roku są wybory prezydenckie.

Alaksandr Łukaszenko zgromił ostatnio publicznie mundurowych, stwierdzając, że „niektórzy w pagonach rozpanoszyli się do tego stopnia, że powinni być wykluczeni ze społeczeństwa”. Wcześniej, mianując ministra spraw wewnętrznych Juryja Karajewa, prezydent kazał mu szanować obywateli.

– Jeśli ktoś zasługuje na pomoc, żeby go nawet pijanego do domu odwieźć, to tak trzeba robić – podkreślił prezydent.

Inaczej: do elektoratu podchodzić z sercem, bo to nie opozycja.

Gniew czy poza: dlaczego Łukaszenka pokazowo „najechał” na MSW?

Urzędnicy mają przywdziać ludzką twarz

W ogóle, temat szacunku do ludzi i sprawiedliwego postępowania stał się refrenem Łukaszenki podczas ostatnich nominacji. Pozwala on urzędnikom być bardziej ludzkimi.

Wcześniej Białorusinów zaskoczył wyjazd szefowej Administracji Prezydenta Natalli Kaczanowej, która w Mohylewie przepraszała Cyganów po milicyjnym pogromie.

Możliwe, że to właśnie ten incydent skłonił Łukaszenkę do zdymisjonowania ówczesnego szefa MSW Ihara Szuniewicza, człowieka znienawidzonego przez mniejszości i opozycję, drażniącego elektorat.

Szef białoruskiego MSW nie przeprosi Cyganów za „zaczystkę”

Ta sama Kaczanowa przyjęła też „Matki 328” – kobiety walczące o wolność ich dzieci skazanych za posiadanie narkotyków. Nawet samą ustawę antynarkotykową trochę ostatnio złagodzono. Chociaż sam Łukaszenka kazał wcześniej stworzyć w więzieniach skazanym za narkotyki „warunki nie do wytrzymania”.

Kolejna zmiana stanowiska dotyczy chińskiej fabryki akumulatorów w Brześciu. O ile wcześniej protestujący przeciwko niej ekolodzy i mieszkańcy byli zastraszani i skazywany, to teraz zakładu nie dopuszczono do eksploatacji, a jego kierownictwo może trafić za kraty.

Oznacza to, że władza zaczęła wysłuchiwać obywateli tam, gdzie protesty nie miały charakteru politycznego. I są to działania prewencyjne, które zapobiegają polityzacji protestów.

Proście, a będzie wam dane!

Już w 2006 roku Łukaszenka podpisał dyrektywę o debiurokratyzacji państwa. Szczególny nacisk postawił w niej na pracę z podaniami i skargami obywateli.

Księgą skarg i zażaleń chciał rekompensować deficyt demokracji, ograniczanie praw człowieka. Chciałby powiedzieć: piszcie prośby, a dobra władza rozpatrzy je i wydzieli każdemu wedle sprawiedliwości.

Ale dziś ten prymitywny, średniowieczny schemat wielu Białorusinów już nie satysfakcjonuje. Jak pokazują badania niezależnego centrum badań opinii społecznej BISS, białoruskie społeczeństwa domaga się demokracji.

Najwyższe białoruskie władze musiały być nieprzyjemnie zaskoczone wysokim zainteresowaniem Białorusinów ukraińskimi wyborami parlamentarnymi i zwycięstwem Wołodymyra Zełenskiego. W sieciach społecznościowych wyczuwało się przekaz: widzicie, tak można!

Portnikow: Czy Zełenski gra Łukaszenkę?

Innymi słowy: Białorusini nie chcą już być obserwatorami, ale uczestnikami zarządzania państwem, chcą mieć wpływ na jego politykę. A jeśli zajdzie potrzeba, zmieniać figury na szachownicy władzy. Nie chcą już być poddanymi, a obywatelami.

I to jest dla Łukaszenki i jego otoczenia najtrudniejsze. W ich mniemaniu władza to świętość niedostępna dla prostego ludu.

W pułapce systemu

Konsultanci białoruskich władz z pewnością szukają jakichś półśrodków. Ostatnio przewodniczący Izby Reprezentantów (niższej izby parlamentu) Uładzimir Andrejczenka oświadczył, że Białoruś zmierza ku większościowo-proporcjonalnemu systemowi wyborów. Temat ten rozwinęła przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Lidzia Jarmoszyna. Najwyraźniej urzędnicy poczuli jakiś sygnał z samej góry.

Nie wykluczone, że w ramach obiecanej przez Łukaszenkę przebudowy konstytucji zostaną wprowadzone wybory parlamentarne według list partyjnych. Przecież przykład Rosji i Kazachstanu pokazuje, że i taki parlament można w pełni kontrolować.

Tylko, czy półśrodki uratują sytuację? Przecież Kaczanowa nie przeprosi wszystkich obrażonych. A urzędników i milicjantów odsunie z czasem od ludzi sam system.

Przecież nawet prowincjonalne władze boją się jedynie władz centralnych, bo od woli ludu ich pozycja na fotelu nie zależy. A zachowanie milicjantów usprawiedliwia podwójna moralność reżimu: przeciwko opozycji wszystkie kroki są dozwolone. Tak skonstruowana machina przemocy z zasady słabo hamuje.

Ale architekt systemu, wiadomo, nie podniesie na nią ręki. Łukaszenka będzie więc z uporem alchemika eksperymentować z surogatami, zamiennikami demokracji.

Jak odejść? Kirgiska lekcja dla Łukaszenki i Putina

Alaksandr Kłaskouski, obserwator polityczny dla belsat.eu

Zdanie autora może nie odpowiadać pozycji redakcji.

Inne teksty autora:

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Zobacz też
Komentarze