Łukaszenka jedzie do Moskwy targować się o swoją przyszłość


Alaksandr Łukaszenka i Władimir Putin

Białoruski prezydent mówi, że walczy z Rosją o tanią ropę, gaz i suwerenność. Tak naprawdę toczy śmiertelny bój o przetrwanie swojej władzy, który tylko ukrywa pod płaszczykiem targów o surowce.

Jeszcze w starym roku Alaksandr Łukaszenka próbuje rzutem na taśmę ugrać swoje na Kremlu. Białoruski prezydent 25 grudnia jedzie do Moskwy. Czeka go trudna i nerwowa runda negocjacji z Władimirem Putinem. Formalnie Łukaszence chodzi o wynegocjowanie ulg podatkowych na importowaną z Rosji ropę. A właściwie zmianę rosyjskiej polityki celno-podatkowej i tzw. manewru podatkowego, który powoduje, że już w nowym roku na Białorusi znacząco podrożeją paliwa, a budżet państwa sporo straci.

Według ostrożnych prognoz tylko w 2019 r. straty Białorusi z powodu rosyjskich podatków na ropę sięgną 383 mln. USD, a wciągu sześciu lat nawet 10 mld. USD. Ale perspektywa sześciu lat to na razie polityczna fantastyka. Tak naprawdę Łukaszenka jedzie do Moskwy walczyć nie o ropę, ale o niezależność i o przetrwanie swojego reżimu. I to nie w ciągu sześciu lat, ale w nadchodzącym roku.

Szef Echa Moskwy: 25 grudnia Putin zaproponuje Łukaszence “głęboką integrację”

Ropa, gaz i niepodległość

W czasie posiedzenia Rady Ministrów Państwa Związkowego Rosji Białorusi 13 grudnia w Brześciu rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew postawił Białorusi ultimatum. W Alaksandrze Łukaszence aż się zagotowało. Tym bardziej, że już był zdenerwowany i gotowy na konfrontację. Tydzień wcześniej starł się w ostrej, słownej potyczce z Władimirem Putinem. W czasie Rady Ekonomicznej Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej w Petersburgu Łukaszenka wytknął Putinowi, że sprzedaje Białorusi zbyt drogi gaz. W Brześciu Miedwiediew powiedział jasno: skoro Białoruś chce taniego gazu, pożyczek i inwestycji rosyjskich, to musi się integrować z Rosją w ramach Państwa Związkowego Rosji i Białorusi.

Mińsk chce zrównania cen gazu dla siebie z tymi dla Rosjan (Białoruś płaci ok. 130 USD za 1 tys. m.sześc., w Rosji 70 USD). W połowie roku Rosjanie wprowadzili podatek na wydobycie ropy. Ropa płynąca na Białoruś nie jest oclona. Ale wprowadzenie podatku znacząco podnosi jej cenę i spowoduje, że tracić będzie kluczowy dla Białorusi przemysł przetwarzania ropy naftowej.

Od tego czasu zirytowany Łukaszenka domaga się rekompensaty dla Białorusi za straty spowodowane nową polityką podatkową. Ale to właśnie bulwersuje Moskwę, która ma dość sponsorowania białoruskiej gospodarki i postanowiła zagrać o wszystko.

– Nadarza się okazja, bo Łukaszenka jest pod ścianą, balansuje na krawędzi finansowej katastrofy – uważa Aleksander Baunow z moskiewskiego Centrum Carnegie i dodaje – Moskwa ma wobec Białorusi plany strategiczne, kluczowe z punktu widzenia jej interesów.

Rosjanie naciskają na głębszą integrację w ramach Państwa Związkowego. W praktyce oznacza to tworzenie wspólnych urzędów, całkowitą unię celną, wspólną konstytucję, walutę i rosyjskie bazy wojskowe na Białorusi. Integracja na zasadach Putina oznacza jednak dla Łukaszenki katastrofę.

Łukaszenka o integracji z Rosją: Szantażowanie nas jest bezsensowne

Walka o przetrwanie

W Związku Białorusi i Rosji zbudowanym na zasadach Putina białoruski prezydent nie będzie miał nic do gadania. A może nawet w ogóle nie będzie dla niego miejsca. Głęboka integracja oznacza desant rosyjskich urzędników na Białoruś. I odebranie Mińskowi samodzielności w takich dziedzinach jak finanse, administracja, polityka wizowa (np. wprowadzanie ruchu bezwizowego okresowego dla Polaków, tak bardzo irytujące Moskwę, nie będzie możliwe), bezpieczeństwo, czy obrona.

W szybkim tempie doszłoby zapewne do inwazji rosyjskiego biznesu i agresywnego przejęcia ostatnich, cennych aktywów białoruskiej nomenklatury w gospodarce. I tak już w tej chwili bilans wymiany handlowej jest niekorzystny dla Białorusi, rosyjskie towary zalewają kraj. Gospodarcza kolonizacja tylko by się pogłębiła.

Jedną z korzyści umocnienia państwa związkowego dla Rosji jest jego konstytucja. Będzie ona zakładać utworzenie stanowiska prezydenta tego mini-ZSRS. Oczywiście stworzonego pod Władimira Putina, który w ten sposób wydłuży swoją władzę ponad obecną, wg. rosyjskiej konstytucji ostatnią kadencję.

Ale w takim układzie nie będzie miejsca dla Łukaszenki. Moskwa z łatwością wymienia przecież liderów swoich zwasalizowanych republik. Wybory, zamachy stanu, czystki i pozorowane rewolucje – katalog możliwości jest spory. Tak bywało w Abchazji, Osetii Płd., czy na zajętym, ukraińskim Donbasie.

Na Białorusi taka operacja byłaby trudniejsza, ale po doprowadzeniu białoruskiej gospodarki do kryzysu, pożegnaniu Łukaszenki mogłoby sprzyjać wielu Białorusinów. „Baćka” zdaje sobie z tego ryzyka sprawę. Dlatego będzie się bronił przed „integracją”.

– Musimy zdecydować co zrobić z „manewrem podatkowym”, żeby nie było tak, jak zawyli niektórzy opozycjoniści, że Łukaszenka sprzedał Białoruś za beczkę ropy – powiedział 14 grudnia białoruski prezydent.

Alaksandr Łukaszenka odpowiada na „integracyjne propozycje” Kremla

Te słowa, podobnie jak działania Łukaszenki świadczą jednak o tym, że niezupełnie zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Dla niego to kolejna, brutalna i ostra, ale jednak rozgrywka o rosyjskie dotacje pomagające przetrwać białoruskiej gospodarce kolejne miesiące. Kupowanie czasu i targowanie się.

Tymczasem z perspektywy Moskwy nadszedł czas na dociśnięcie Łukaszenki. Nawet jeżeli uzyska swoją ropę i gaz, to tym razem cena będzie wysoka. Putin po prostu potrzebuje sukcesu. Jego notowania w Rosji są kiepskie. Rosjanie są rozczarowani stagnacją gospodarczą i reformą emerytalną. Putin poniósł prestiżowe porażki na Ukrainie.

Nie udało mu się złamać Kijowa. Nie przełamał zachodnich sankcji. Nawet Donald Trump na którego tak liczył, na razie nie pali się do podziału z Rosją stref wpływów na świecie. Na Ukrainie Moskwie uciekła nawet Cerkiew prawosławna, wybierając niezależność. W Armenii do władzy doszedł w kolorowej rewolucji młody reformator, Nikol Paszynian. I może nie jest antyrosyjski, ale Moskwa nie kontrolowała rewolucji.

Mimo natężenia propagandy, Rosjanie widzą, że Putin od dawna nie miał poważnego sukcesu. Budowa mini-ZSRR, czyli Związku Białorusi i Rosji dałaby Putinowi siłę i energię. A do tego otworzyłaby Rosji nowe możliwości w konfrontacji z NATO. Rosjanie mogliby zamienić Białoruś w wojskową autostradę do Europy, nieustannie zagrażający Polsce i Zachodowi umocniony przyczółek.

– Kapitulacja „baćki” nie jest przesądzona – uważa Aleksandr Baunow i tłumaczy – On ma wiele sprytu, a obecna odsłona sporu jest próbą sił w której obie strony chcą dopiero wybadać, jakie mają możliwości.

Po ostatnich spięciach z Miedwiediewem i Putinem białoruski prezydent jedzie do Moskwy z jakimś prezentem. Na pewno coś Putinowi obieca w sprawie integracji. Tyle, że Łukaszenka kupuje czas. Jakakolwiek obietnica będzie dotyczyć dalszej przyszłości. Jeśli przywiezie z Moskwy tańszą ropę, gaz i jakiś kredyt na dokładkę, to już będzie jego sukces. Noworoczny prezent, którym pochwali się Białorusinom. Prowadzona od 24 lat polityka Łukaszenki wobec Rosji polega na takim właśnie wyszarpywaniu prezentów, na braku strategii i doraźnym targowaniu się.

Łukaszenka do 2025 roku? Rosyjskie spojrzenie na przyszłość Białorusi

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze