Łukaszenka i kaprys Putina

Witalij
Portnikow

MSZ Ukrainy zaprosił radcę białoruskiej ambasady na Ukrainie, aby wyrazić sprzeciw wobec udziału przewodniczącego Rady Krymu Władimira Konstantynowa, w rosyjsko-białoruskim Forum Regionów. Jego uczestnictwo w panelu prowadzonym wprawdzie za pomocą wideokonferencji, Kijów oczytał jako wyraz wątpliwości Mińska w kwestii przynależności Krymu do Ukrainy.

Uczestnicy oglądają wystąpienie wideo Aleksandra Łukaszenki podczas transmisji na żywo z Forum Regionów Rosji i Białorusi 2020. 29 września, 2020 r. Zdj. – Natalia Fedosenko/ TASS / Forum

Do kogo należy Krym?

Stosunek do statusu Krymu w dużej mierze wpływa na relacje Ukrainy z sąsiednimi państwami. Wpływa także na podejście samych Ukraińców do pewnych polityków, działaczy społecznych czy aktorów. Jak wiadomo, występowanie na Krymie oznacza automatyczny zakaz wjazdu na pozostałe tereny Ukrainy, nie mówiąc o organizowaniu tam koncertów czy planów filmowych. Ukraińscy dziennikarze zadawali pytania odnośnie Krymu nawet białoruskiej opozycji i bardzo widoczne było ich zmieszanie, kiedy Swiatłana Cichanouskaja lub inni przeciwnicy Łukaszenki nie chcieli udzielać dokładnej odpowiedzi, twierdząc, że podzieli ona społeczeństwo na Białorusi.

Jednak dość jasną sygnałem jest obecność na forum w Mińsku Władimira Konstantynowa, który przed aneksją Krymu stał na czele Rady Najwyższej Krymu. Wtedy nie dopuszczał do siebie nawet myśli o oddzieleniu autonomicznej republiki od Ukrainy, a po jego aneksji jak na pstryknięcie palcem zmienił zdanie i objął stanowisko szefa parlamentu już anektowanego przez Rosję półwyspu.

Cena wsparcia. Łukaszenka przymierza się do wyprzedaży Białorusi?

Oczywiste, że można było uniknąć nawet wirtualnej obecności krymskiego polityka w Mińsku, jednak nikt nie chciał, lub nie mógł tego zrobić. Łukaszenka w obecnej sytuacji politycznej nie może sobie pozwolić na konfrontacje z Władimirem Putinem w kwestii Krymu. Ponadto wiadomo jak negatywnie Putin odbiera brak zgody z rosyjskim stanowiskiem wobec okupowanego półwyspu. W innym wypadku pojawiłby się zgrzyt w stylu: „Prosisz mnie (Putina) o pomoc, a przeszkadza Ci Konstantynow na ekranie. Dziwne?”

Wiadomo, że Łukaszenka będzie musiał teraz znosić kaprysy Putina, zamiast oglądać się na rozdrażnienie Ukraińców.

Własne zdanie Łukaszenki może go słono kosztować

Sytuacja ta doskonale charakteryzuje nową atmosferę ukraińsko-białoruskich stosunków relacji po wyborach prezydenckich i rozpoczęciu masowych protestów. Również ambasada Białorusi w Kijowie wystąpiła z zarzutami pod adresem ukraińskich kolegów i uznała za nieprzyjazne stanowisko Prezydenta Ukrainy, MSZ i Rady Najwyższej.

Białoruski MSZ krytykuje władze w Kijowie

Naturalnie mińskim urzędnikom nie podoba się fakt, że oficjalne stanowisko Ukrainy pokrywa się z ze stanowiskiem krajów UE i Stanów Zjednoczonych, a nie ze stanowiskiem Rosji, która poparła Łukaszenkę. Warto jednak zrozumieć, że nawet gdyby Kijów zdecydował się poprzeć białoruskiego jednowładcę zamiast nawoływać do dialogu z protestującymi, nie polepszyłoby to i tak relacji białorusko-ukraińskich.

Nie polepszyłoby ich, ponieważ od momentu rozpoczęcia protestów, zależność Mińska od Moskwy kilkukrotnie wzrosła. O ile wcześniej Alaksandr Łukaszenka mógł sobie pozwolić na demonstrowanie własnego stanowiska w polityce zagranicznej, (przynajmniej wtedy, gdy chodziło o Krym) to teraz każdy taki krok mógłby go słono kosztować. Nawet gdyby Wołodymyr Zełenski codziennie dzwonił do Łukaszenki, nazywając go najbardziej prawowitym z prezydentów Białorusi, to przewodniczący Rady Krymu i tak wystąpiłby na Forum Regionów, ponieważ Zełenski w żaden sposób nie może pomóc Łukaszence, a Putin tak. Dlatego też białoruski prezydent – przynajmniej do obalenia ruchu oporu w swoim kraju, a być może nawet później – będzie spełniać wyłącznie rosyjskie zachcianki.

Witalij Portnikow dla Vot Tak TV

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Tagi:

Więcej materiałów