Łukaszenka grozi wyrzuceniem zagranicznych mediów z Białorusi

Prezydent Białorusi zasugerował MSZ, by jeszcze przed wyborami usunęło z kraju niezależne od niego media. Stwierdził, że BBC i Radio Swaboda (Radio Wolna Europa) “nawołują do majdanów”.

Rządzący od 26 lat Alaksandr Łukaszenka skrytykował bierność Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Administracji Prezydenta i przewodniczącej Rady Republiki za to, że w niewystarczający sposób kontrolują niezależne media. Poinformowała o tym państwowa agencja prasowa BiełTA. Podczas narady z Radą Ministrów podkreślił, że władze muszą mieć większy wpływ na strefę informacji.

– Zadziwia mnie ostatnio praca Administracji Prezydenta i mojego rzecznika prasowego. Myślę też, że Natalla Kaczanawa (przewodnicząca białoruskiego senatu) powinna się temu pilnie przyjrzeć – powiedział Łukaszenka.

Prezydent zobowiązał urzędników, by wykonywali swoje obowiązki nie czekając na jego pozwolenie.

– Jesteśmy gospodarzami w tym państwie. Wykonujcie swoje obowiązki, a jak nie możecie to powiedzcie. Inni się tym zajmą. Nawet nasz rząd, MSZ siedzą i czekają na rozkaz prezydenta. Co do za podejście do państwa?

Łukaszenka po raz kolejny stwierdził, że to zagraniczne i niezależne media są odpowiedzialne za masowe protesty wyborcze w całym kraju.

– BBC, Swaboda, Radio Wolna Europa i tak dalej. Te całe streamy w internecie. Już nawet nie mówią, że są tendencyjni. Oni wzywają do masowych zamieszek. Dlaczego wy to tolerujecie? Przecież to wy ich akredytowaliście – rugał podwładnych prezydent.

Białoruś: gazeta Administracji Prezydenta straszy rozlewem krwi

Polecił też, by w kwestii kontroli treści w niezależnych mediach służby “podejmowały odpowiednie kroki” bez względu na trwającą kampanię wyborczą.

– Nie można czekać na żadne wybory. Wyganiajcie ich stąd, jeśli nie przestrzegają naszego prawa i wzywają ludzi na majdany. Powtarzać więcej nie będę. Nawet mimo tego, że jesteśmy w tym trudnym okresie przedwyborczym.

Łukaszenka zarzucił przy tym niezależnym od siebie mediom, że go dyskredytują.

– Obraza za obrazą. Nie zostawili na mnie suchej nitki. I rzucili się na niewinnych przewodniczących komisji wyborczych. A oni też mają rodziny, dzieci – dodał.

Przy czym białoruskiemu prezydentowi nie chodzi jedynie o media zachodnie, ale też kontrolowaną z Rosji Komsomolską Prawdę.

– Niedługo zamieni się w brukowiec. Zobaczcie, jej kierownik siedząc w Moskwie, może na Kremlu, wydał oświadczenie i zaczęło się tendencyjne podawanie informacji.

Polecił też dziennikarzom Komsomolskiej Prawdy, by lepiej pojechali w teren i zaczęli pisać o “niebywałym urodzaju” na Białoruskich polach.

Obrońca praw człowieka: to już nie wybory, a specoperacja

Od początku maja w kraju trwają represje przed wyborami prezydenckimi, które odbędą się 9 sierpnia. Milicja zatrzymała już ponad tysiąc osób. O organizację protestów wyborczych MSW oskarżyło niezależnych blogerów i vlogerów – kilku z nich zostało aresztowanych, niektórzy musieli uciekać z kraju.

Wśród zatrzymanych było ponad 40 dziennikarze niezależnych mediów. Niektórzy z nich zostali też pobicie przez milicję. Ponad 200 białoruskich dziennikarzy, w tym współpracownicy Biełsatu, wysłało do władz list otwarty, w którym apelują o powstrzymanie represji przeciwko mediom i zapewnienie wolności słowa.

Białoruś: ponad dwustu dziennikarzy apeluje o powstrzymanie represji

ii,pj/belsat.eu

Wiadomości