„Ludzie są gotowi protestować cały rok”. Socjolog o przyszłości protestów

Dr Andrej Wardamacki opowiedział Biełsatowi o pięciu głównych cechach społeczno-psychologicznych białoruskiego protestu.

Doktor socjologii, szef Białoruskiej Pracowni Analitycznej (BAM) Andrej Wardamacki przedstawił wyniki ankiety przeprowadzonej w dniach 22 września – 22 października. Przeprowadzono ją metodą zdalnego badania grup fokusowych, w których skład weszli Białorusini z całego kraju.

Poczobut: Białorusini już nie odpuszczą, bo boją się zemsty Łukaszenki

Jest to metoda badań socjologicznych, która polega na analizie subiektywnych opinii respondentów poprzez serię dyskusji w tzw. grupach fokusowych. Jej celem jest określenie motywacji i uczuć w stosunku do określonych wydarzeń, a więc skupia się ona nie na danych liczbowych, a na przyczynach działań.

Zamienić strach w złość

Zdaniem naukowca w protestach, jakie mają obecnie miejsce na Białorusi, można wyróżnić pięć cech społeczno-psychologicznych. Są to: przesunięcie progu bólu, transformacja strachu w złość, przekształcenie uczestnictwa w protestach w pozytywną potrzebę psychologiczną, orientacja na długotrwały protest oraz brak psychologicznej konieczność obecności lidera.

– Przedtem ludzie postrzegali zatrzymania jako coś strasznego, teraz podchodzą do tego ze spokojem. Gotowość do aresztu, grzywny czy utraty pracy i ryzyko bycia pobitym milicyjną pałką weszły do świadomości protestujących jako dopuszczalne i możliwe do przyjęcia informacje. Ludzie jednak nie są gotowi na postępowania karne i niebezpieczeństwo, że staną się niepełnosprawni. U kobiet istnieje oddzielna granica i jest to ryzyko gwałtu – mówi Wardamacki.

Socjolog twierdzi, że teraz ludźmi, którzy wychodzą na ulice kieruje gniew. Wcześniej zamiast złości większość odczuwała strach.

– Ta transformacja doprowadziła do tego, że Białorusini są gotowi, by protestować długo. Jeśli brać pod uwagę przeszłość Białorusinów, to jest to zupełnie nowa sytuacja – wcześniej każda porażka była postrzegana jako koniec wszystkiego i prowadziła do apatii. Wystarczy przypomnieć sobie dramatyczne wydarzenia z protestu 19 grudnia 2010 roku i porównać je z rokiem 2013 w Kijowie, kiedy to dzień po pobiciu studentów ulice były pełne ludzi. Teraz Mińsk osiągnął ten poziom i nawet go przewyższył – zapewnia socjolog.

Protestować cały rok

Jak twierdzi Wardamacki na Białorusi można teraz zaobserwować krystalizowanie się rdzenia protestujących: ludzie intensywnie komunikują się ze sobą, mogą zmieniać formę uczestnictwa w demonstracjach, ale nie zrezygnują z samego protestu.

– W latach 90. Alaksandr Łukaszenka posiadał poparcie takiego właśnie „skrystalizowanego elektoratu”: ludzie byli gotowi poprzeć go niezależnie od sytuacji ekonomicznej czy geopolitycznej. Gdyby życie tych ludzi pogorszyło się, znaleźliby oni przyczynę w czymkolwiek – aż po wysoką wilgotność na Marsie. Osoby będące rdzeniem protestów wychodzą i będą wychodzić na ulice, zmieniając formy protestu i podchodząc do niego w sposób niezwykle kreatywny – mówi Wardamacki.

Około 80 proc. protestujących jest gotowych do protestów przez wiele miesięcy, nawet rok. Zdaniem Wardamackiego nastroje ludzi wskazują na to, że protesty nie wygasną wraz z nadejściem ujemnych temperatur. Jak mówi: „Uczestnicy badania stwierdzili, że w ciepłym ubraniu ciosy zadawane pałkami nie są tak odczuwalne”.

Potrzeba psychologiczna

Autorzy badań odkryli, że niedzielne działania stały się dla uczestników psychologiczną potrzebą.

– W każdym kraju na ulicach protestuje się przeciwko czemuś. Na Białorusi ludzie wychodzą na protesty nie tylko po to, aby wyrazić swoje niezadowolenie, lecz również dla zastrzyku energii i pozytywnych emocji. Można to przedstawić jako sinusoidę. Kiedy człowiek idzie w niedzielę na demonstrację i nie dostaje milicyjną pałką, otrzymuje porcję pozytywnych emocji. W poniedziałek widzi, że kogoś zatrzymano, kogoś pobito. Potem zaczynają się procesy i w środę następuje psychologiczny spadek. W czwartek pojawia się pierwsza informacja o tym, co ma nastąpić w niedzielę, to pozwala każdemu otrząsnąć się. W piątek podawana jest informacja o demonstracjach w weekend. W sobotę odbywają się marsze kobiet, na ulicach pojawiają się osoby z zabawnymi plakatami. W niedzielę człowiek wychodzi na marsz, a tam odczuwa szczyt pozytywnych bodźców. Kolejną cechą protestów jest zniknięcie konieczności posiadania lidera.

Ruchomi liderzy

– Według wiedzy podręcznikowej, przywódca musi być fizycznie obecny na proteście – na ulicy, na balkonie czy w samochodzie pancernym. Zawsze i wszędzie tak było – Lech Wałęsa w Polsce, Vojislav Koštunica w Serbii, Nikol Paszinian w Armenii i tak dalej. Ale specyfika białoruskiego systemu prawnego, który sprawia, że każdy lider natychmiast znika, doprowadziła do tego, że go nie mamy, a ludzie pozbyli się dyskomfortu psychicznego z powodu braku lidera. Czegoś takiego nie do tej pory było ani w naszym kraju, ani w regionie, ani na świecie. To nadaje wyjątkowemu przypadkowi białoruskich protestów globalnego znaczenia.

Wardamacki przypomina, podobna samoorganizacja miała miejsce w Hongkongu, ale w tak doskonałej i dominującej formie, można ją obserwować tylko u nas.

– Ilustracją tego może być staw małych rybek. Grupa tych rybek może zmieniać konfigurację czy prędkość przemieszczania się, ale działa jak jeden mechanizm. Cechą charakterystyczną tego zintegrowanego organizmu społecznego jest nastrój psychologiczny ludzi: „nie potrzebujemy nikogo, możemy sami decydować o wszystkim”. Niektórzy ankietowani przyznawali, że są zachwyceni tym, co się dzieje i są przeciwni pojawieniu się jakiegokolwiek przywódcy – dodaje naukowiec.

Studenci 15 białoruskich uczelni apelują o zaprzestanie represji

Sytuację, w której podczas niedzielnego marszu w każdej kolumnie pojawia się ktoś, kto decyduje, gdzie skręcić, gdzie zwolnić i gdzie przyspieszyć, Wardamacki nazywa zjawiskiem ruchomego przywództwa.

– Wychodząc z domu godzinę wcześniej, taki lider nawet nie podejrzewa, że będzie prowadził tę kolumnę. A kiedy już nie uczestniczy w marszu, przestaje nim być – mówi. – W takich warunkach taktyka władz polegająca na aresztowaniu liderów nie sprawdza się – uważa socjolog.

Jak twierdzi Wardamacki, dzisiejsza samoorganizacja ludzi pomoże na dłuższą metę uskutecznić pracę demokracji pośredniej na Białorusi.

– Im więcej horyzontalnych powiązań w społeczeństwie, tym lepiej będą pracować posłowie i tym bardziej efektywny będzie w przyszłości parlament jako zintegrowany organizm – podsumowuje socjolog.

DD, ksz/belsat.eu

Wiadomości