Kto może zatrzymać wojnę o Górski Karabach?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Armenia i Azerbejdżan wchodzą w stan wojny na dużą skalę. Sieć sojuszy i mocarstwa stojące za każdą ze stron konfliktu mogą powstrzymać rozkręcającą się konfrontację, ale mają coraz mniej czasu.

Jak w wielu poprzednich, eskalację konfliktu o Górski Karabach także i tym razem nie wiadomo kto zaczął. Obie strony: Armenia (i związana z nią separatystyczna Republika Górskiego Karabachu – RGK), oraz Azerbejdżan przerzucają się odpowiedzialnością. Choć wiele wskazuje na to, że tym razem atak zainicjowała armia Azerbejdżanu. Była do tego starannie przygotowana i po dobie ostrzału odniosła kilka korzyści taktycznych. Jak zwykle w takich okolicznościach są sprzeczne komunikaty o liczbie ofiar. Na pewno jest ich co najmniej kilkadziesiąt.

W niedzielę premier Armenii Nikol Paszynian ogłosił w kraju stan wojenny i mobilizację. To samo uczyniły władze RGK. Wczoraj zapowiedział, a dziś stan wojenny i częściową mobilizację wprowadził Ilham Alijew, prezydent Azerbejdżanu. To przygotowania do wojny.

Prezydent Azerbejdżanu ogłosił stan wojenny

Choć to sformułowanie jest mylące, gdyż Armenia i Azerbejdżan są w stanie wojny od trzydziestu lat. Od 1994 r. obowiązuje rozejm. Oba kraje nie utrzymują stosunków dyplomatycznych, granice między nimi są zamknięte i wzajemnie nie wpuszczają swoich obywateli. Utrudnia to negocjacje i porozumienie, zwłaszcza w sytuacji eskalacji. A ta jest dziś największa, od krótkiej, czterodniowej wojny w kwietniu 2016 r. Zarówno Baku, jak i Erywań pogrążają się w wojennej retoryce. Alijew grzmi, że odzyska azerbejdżańskie terytoria. Paszynian wzywa do obrony ojczyzny. W tej sytuacji ogromną rolę do odegrania ma otoczenie międzynarodowe i potęgi, które stoją za zwaśnionymi stronami. Mogą one powstrzymać wojnę, ale mogą też pogrążyć się w niej i wpłynąć na utratę kontroli nad konfliktem.

Sieć układów

Armienia jest członkiem Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. To utworzona pod patronatem Moskwy struktura bezpieczeństwa, która w założeniu ma być czymś w rodzaju odpowiedzi na NATO i próbą integracji oraz współpracy sił zbrojnych części dawnych, radzieckich republik. Nawet symbolika tej organizacji – niebieska flaga ze stylizowaną we „wschodnim stylu” cytadelą, przypomina natowską różę wiatrów. Do OUBZ należy oczywiście Rosja, ale też Białoruś, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan.

Azerbejdżan uczestniczył w procesach integracyjnych związanych z obronnością do 1999 r., potem wypisał się z tego klubu i zaczął przez pewien czas oglądać się mocniej na Zachód, NATO, Turcję i USA. Baku pozostaje jednak członkiem Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP) – najstarszej i jednocześnie najsłabszej struktury integracyjnej budowanej wokół Rosji. Członkostwo w obu organizacjach nie wpłynęło do tej pory na zakończenie największego (do czasu wojny Rosji z Ukrainą), konfliktu na obszarze byłego ZSRR.

W powstrzymywaniu wojny kluczowe będą nie instytucje, do których należą strony, ale ich sojusznicy. Teraz liczą się bowiem godziny i kluczowe będą telefony, a może i szybkie, interwencyjne spotkania. Rozegrają się one przede wszystkim na linii Baku i Erywań z Moskwą, Waszygtonem, Ankarą, w mniejszym stopniu Brukselą i Teheranem.

Putin wezwał do przerwania walk o Górski Karabach

Tradycyjnie jakąś rolę mediatora (lub przynajmniej neutralnego miejsca spotkań) może odegrać pełniąca ją już wiele razy Gruzja. Tbilisi chyba najmniej zależy na eskalacji konfliktu – jest beneficjentem sporu między Baku i Erywaniem, bo to przez gruzińskie terytorium biegną magistrale transportowe kaspijskiej rop i gazu, a gruzińskie porty są oknem na świat dla Armenii i w mniejszym stopniu Azerbejdżanu.

Rola arbitrów

Rosja już w historycznych początkach kofliktu o Górski Karabach kluczyła i prowadziła imperialną politykę dzielenia i rządzenia. Twardo przy tym pilnując swojego interesu, by zachować wpływy na Południowym Kaukazie i nie dopuścić tam konkurentów, a zwłaszcza USA. W czasie wojny Armenii z Azerbejdżanem Rosja początkowo wspierała Baku. Po 1994 r. zmieniła front i wyraźnie stawiała na Armenię. To w Armenii znajduje się rosyjska baza wojskowa. I Armenia w imię utrzymania rosyjskiego parasola ochronnego nad Górskim Karabachem, porzuciła plany integracji z UE. Jednak relacje Ormian z Moskwą nigdy nie były tak proste, jak wynika z kulturowych stereotypów.

W 2016 r., w czasie wojny czterodniowej w Erywaniu odbyły się ostre antyrosyjskie manifestacje. Ormianie oskarżali Rosję o dostarczanie Azerbejdżanowi ofensywnych rodzajów broni. Np. rakietowych systemów artyleryjskich, za pomocą których ostrzeliwane były pozycje armeńskie w Górskim Karabachu. W rzeczy samej Moskwa zaopatruje obie strony konfliktu w broń. Z tym, że Azerbejdżan kupuje jej więcej i zwykle nowszej generacji – m.in. czołgi T-90, BMP-3, czy systemy rakietowe TOS-1A. Azerbejdżan w ostatnich latach sporo nowoczesnej broni kupuje nie tylko w Rosji. Np. systemy rakietowe Polonez Baku kupiło na Białorusi. Na ważnych dostawców modernizujących azerbejdżański arsenał wyrosła Turcja i Izrael.

Karabach traci część terytorium. Trwają ormiańsko-azerskie walki WIDEO

Z tych krajów pochodzą m.in. odnoszące dziś spore sukcesy w Górskim Karabachu drony bojowe oraz systemy artylerii rakietowej. Baku posiadające budżet obronny ponad 2,4 mld. USD, czterokrotnie większy od armeńskiego, może sobie pozwolić na taką dywersyfikację. Armenia skazana jest na głównego dostawcę – Rosję. Moskwa jest zainteresowana nie tylko atrakcyjnym, ale stosunkowo małym, w porównaniu np. z bliskowschodnim, czy indyjskim rynkiem uzbrojenia. Dla Rosji panowanie na Zakaukaziu oznacza utrzymywanie tam sytuacji, w której zarówno Baku, jak i Erywań widzą w Kremlu najważniejszego arbitra.

Tyle, że Baku patrzy również na Turcję. A Turcja prowadzi już z Rosją dwie „zastępcze” wojny w Syrii i Libii. W obu przypadkach tureccy wojskowi stoją za siłami walczącymi z sojusznikami Rosji: reżimem Baszara al-Assada w Syrii i siłami generała Chalify Haftara w Libii. Jednoznaczne opowiedzenie się Ankary po stronie Baku wpłynie na eskalację konfliktu. Pozwoli też rosyjskiej (a także armeńskiej) propagandzie przedstawiać konflikt w barwach wojny kulturowej, a nawet religijnej. Już pojawiają się przecież niepotwierdzone informacje o muzułmańskich najemnikach po stronie Azerbejdżanu.

Jest i trzecia, regionalna potęga, która nie jest zainteresowana wojną. To Iran. Islamski, szyicki Iran nie stoi wcale po stronie w większości muzułmańskiego i szyickiego Azerbejdżanu, ale chrześcijańskiej Armenii. Teheran nie ma też tak mocnych kart jak Moskwa czy Ankara, ale może próbować naciskać, lub nawet straszyć Baku.

Górski Karabach: o deeskalację konfliktu apeluje Komisja Europejska

Wojny chce uniknąć coraz mniej zainteresowany Zakaukaziem Zachód. Zarówno USA, jak i Bruksela apelowały już do obu stron o powstrzymanie działań wojennych, ale w praktyce mają znacznie słabsze niż jeszcze dekadę temu instrumenty wpływu na zwaśnione strony.

Dziś pozostaje mieć nadzieję, że Rosja i Turcja wykorzystają krótkotrwałą eskalację do wzajemnego postraszenia się możliwością otwarcia trzeciego frontu „zastępczej wojny”, tym razem pod bokiem własnych granic. I szybko wrócą do tradycyjnej formuły utrzymywania na Zakaukaziu napięcia i stanu „gorącej” zimnej wojny – czyli okresowych intensywnych ostrzałów na linii frontu w Górskim Karabachu, ale bez przekraczania cienkiej linii „prawie wojny” i rzeczywistej wojny.

W 2016 r. z trwającej cztery dni ostrej eskalacji w Górskim Karabachu korzyści wyniósł Ilham Alijew. Odwrócił uwagę pogrążającego się w kryzysie gospodarczym kraju i skierował ją na nacjonalistyczną retorykę. Baku uznało się za zwycięzcę tamtej konfrontacji, odnosząc kilka taktycznych zwycięstw na froncie. Dziś byłoby podobnie, gdyby nie fakt, że w Armenii Paszynian również gra nacjonalistyczną kartą i mobilizuje społeczeństwo do wojny. A to już jest groźna sytuacja, którą może być trudno opanować nawet tradycyjnym sojusznikom obu stron.

Rosja żandarmem Południowego Kaukazu

 

Michał Kacewicz/belsat.eu

Więcej tekstów autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów